31.05.2024, 03:01 ✶
Zmrużyła oczy, przez moment zastanawiając się na tym, co jej powiedział. Czasem miała wrażenie, ze kwestie Trzeciego Oka i spoglądania nim, były nieco zbyt zawoalowane. Ulotne w swej naturze i niestałe. Wiedziała jak te rzeczy działały, ale to była wiedza co najwyżej wyniesiona z podręczników. Rozumienie tego... to była zupełnie inna kwestia. To samo jednak tyczyło się kart czy innych sposobów na przepowiadanie przeszłości - Lyssa oglądała obrazki, doceniała ich kunszt, wiedziała co ilustracje sobą reprezentują i jakiej symboliki należało się w nich dopatrywać. Nie czuła jednak tego powiązania. Karty były dla niej tylko fizycznymi przedmiotami. Z obrazami było inaczej - nawet jeśli w swej istocie były podobne, bliźniacze niemal, to miały jednak inne funkcje. Chętna była do upierania się, że odczytywanie sztuki znacząco różniło się od przewidywania przeszłości, bo to przynosił los dotyczyło bezpośrednio ludzkich żyć, a obrazy? Obrazy żywiły ludzkie marzenia.
Nie ufała kartom. Nie ufała Trzeciemu Oku; ani temu przyszłemu, ani przeszłemu i teraźniejszemu. Jej ojciec mógł być największym wróżbitą na całym świecie, ale głęboko w jego córce kryła się zadra, która powstała kiedy jej matka zabrała ją od niego i uciekła do Francji. Chciała jego uwagi i akceptacji, ale jednocześnie nie mogła mu wybaczyć, że jego Trzecie Oko pozostawało na nią zamknięte. Gdzie był, kiedy była malutka? Czemu spędziła bez niego osiemnaście lat swojego życia?
Nici. Nici znała. Nici rozumiała. Były cienkie, były grube, były kolorowe. Dokładnie tak samo jak jej obrazy. To jej trochę rozjaśniało sprawę, kiedy mogła się skoncentrować na tym, co towarzyszyło jej od maleńkości, zamiast nawigować po ledwo poznanych wodach. Uderzało ją nieco to, że jej ojciec wydawał się zwyczajnie bierny. Patrzył w przyszłość, ale nie sięgał po nią, kiedy ona chciała czerpać całymi garściami, kiedy coś jej się spodobało.
- To głupie - stwierdziła, bez zastanowienia. - Dlaczego ktoś miałby tworzyć po to, żeby nie móc się uwolnić od swoich emocji? - zmarszczyła brwi, jakby przez moment wahając się czy właściwie zrozumiała jego słowa. - Maluję, ponieważ mogę wtedy mniej myśleć. Kiedy to robię, nie mam pełnej głowy. Jestem spokojniejsza. Skoncentrowana na pociągnięciach pędzla i kolorach. Wtedy nie przeszkadza mi świat - wyjaśniła z pewnym namysłem wypowiadając kolejne słowa.
Nie ufała kartom. Nie ufała Trzeciemu Oku; ani temu przyszłemu, ani przeszłemu i teraźniejszemu. Jej ojciec mógł być największym wróżbitą na całym świecie, ale głęboko w jego córce kryła się zadra, która powstała kiedy jej matka zabrała ją od niego i uciekła do Francji. Chciała jego uwagi i akceptacji, ale jednocześnie nie mogła mu wybaczyć, że jego Trzecie Oko pozostawało na nią zamknięte. Gdzie był, kiedy była malutka? Czemu spędziła bez niego osiemnaście lat swojego życia?
Nici. Nici znała. Nici rozumiała. Były cienkie, były grube, były kolorowe. Dokładnie tak samo jak jej obrazy. To jej trochę rozjaśniało sprawę, kiedy mogła się skoncentrować na tym, co towarzyszyło jej od maleńkości, zamiast nawigować po ledwo poznanych wodach. Uderzało ją nieco to, że jej ojciec wydawał się zwyczajnie bierny. Patrzył w przyszłość, ale nie sięgał po nią, kiedy ona chciała czerpać całymi garściami, kiedy coś jej się spodobało.
- To głupie - stwierdziła, bez zastanowienia. - Dlaczego ktoś miałby tworzyć po to, żeby nie móc się uwolnić od swoich emocji? - zmarszczyła brwi, jakby przez moment wahając się czy właściwie zrozumiała jego słowa. - Maluję, ponieważ mogę wtedy mniej myśleć. Kiedy to robię, nie mam pełnej głowy. Jestem spokojniejsza. Skoncentrowana na pociągnięciach pędzla i kolorach. Wtedy nie przeszkadza mi świat - wyjaśniła z pewnym namysłem wypowiadając kolejne słowa.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.