29.12.2022, 00:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.12.2022, 00:29 przez Elliott Malfoy.)
Nikt tak naprawdę nie mógł wiedzieć jak wielka była jego rozpacz, nawet barwy dostępne dla aurowidzów miały swoje ograniczenia; rozpościerała się w niebycie zatruwając całość czucia, prześlizgując się przez szpary skruszonego marmuru. Był sam – od zawsze. Każda bliskość była tylko złudą, klapkami na oczach wyobraźni i ambicji, które powinny przodować, a nie być rozpraszane słonymi rozbryzgami fal - ich grzbiety bieliły się od piany, a one same przychodziły jedna za drugą, nieubłagalnie; gdyby nie zaczął płynąć utonąłby, zatracił się w głębi, przykryty piaskiem i solą.
Napływ złości był nagły, nieprzyjemnie rozgrzewający, sprawiający, że wylane łzy paliły w policzki, że czerwone rumieńce szpeciły, a w jasnych oczach pozostały jedynie zgliszcza jaśniejącego ognia, dogasające drewna mostu, który trzymał się na słowo honoru.
– Masz rację, byłeś bezczelny. Wciąż jesteś, karmiąc mnie tymi kłamstwami, aby poczuć się lepiej sam ze sobą. – ostrza głosek przeszyły pomieszczenie swoim zdecydowaniem, a chwilowa słabość wydawała się blednąć, jak spierana z białego materiału plama, która nigdy nie miała się na nim znaleźć, a o której nikt nigdy nie usłyszy, bo zbyt dobrze zamaskuje się w płótnach lnu – Nie przyszedłem tu, aby słuchać wymówek, Perseus. – tyle miał do zakomunikowania w kwestii wytłumaczeń przyjaciela i chociaż emocje wciąż szalały pod kutą z najwytrzymalszego materiału zbroją, na wierzchu pozostał niewzruszony, pozwalając, aby wraz z łzami zniknęło z twarzy rozgoryczenie, całkowicie ludzki smutek i zawód, tak ogromny, że można by nim przeważyć wartość najdroższej nieruchomości w posiadaniu jego bliźniaczki.
Zacisnął usta spoglądając na Blacka z tak bliska po raz ostatni tego dnia, ale poczuł tylko przyspieszające serce i nieprzyjemny ścisk gardła, jakby to zaciskane było sznurem rozsianych w przeszłości wspomnień, uniesień, bliskości, światła, do którego lgnął jak ćma, a gdy gasło meandrował w ciemności aż pojawiło się nowe, równie niebezpieczne i ulotne.
Nigdy nie dane było im szczęśliwe zakończenie, od samego początku spisani byli na porażkę, ukrywając drobne gesty pod cieniem przyjaźni, a ciepłe słowa w zakamarkach szeptu, aby zajrzeć do nich, gdy nikt nieproszony nie mógł wyjść zza zakrętu.
Pozwolił wypuścić się z objęć, ale nie dał sobie czasu na to, aby oswoić się z chłodem jaki pozostał na jego ramionach, gdy Perseus zdjął z nich swoje dłonie. Wstał odchodząc w stronę drzwi, zostawiając Blacka na oparciu fotela. Nie popełniał dwa razy tego samego błędu, nawet jeżeli brakowało mu znajomej bliskości, a we wspomnieniach znajdował ukojenie, które sprawiało, że odczuwał nieprzyjemny ścisk w żołądku; żal wylewał się z niego mimo upływu lat.
Parsknął prześmiewczo pod nosem słysząc kolejne słowa - rady, jakimi obdarzał go Percy. Nie potrafił powstrzymać goryczy, jaka się z niego wylewała i zdawał sobie sprawę, że powinien się opanować, ale raz odkorkowany alkohol trudno było zatrzymać w butelce, zwłaszcza, gdy ten był musujący – należało go wtedy wypić za jednym razem, aby nie stracił bąbelków. Chociaż zmienił rodzaj emocji, jaki z siebie wypuszczał, to wciąż nie umiał załatać pęknięć, tego, że się obnażył, ukazał kawałek prawdy, a to przecież mu uwłaczało, zwłaszcza w momencie, gdy zamiast szczerości i faktycznego zrozumienia dostawał górę kłamstw, wymówek i traktowanie z góry, wykład, którego ‘miał słuchać uważnie’.
– Dziękuję, ale nie potrzebuję od ciebie instrukcji. Potrzebowałem czegoś innego, w kompletnie innej rzeczywistości, ale czas minął. – nie odwrócił się do przyjaciela przodem, jedynie skierował głowę w bok, tak, że Percy miał widok na skrawek profilu jego twarzy - Łączy nas teraz to, aby żadnego z nas nie posądzili o te śmierć, ja się ze swojej części na pewno wywiążę. Mam nadzieję, że ty, tym razem też. – mówiąc to przeczesał dłonią włosy, rozwichrzył je. Oczy wciąż miał zaczerwienione od wylewających się z nich, chwilę temu łez, a koszulę pogniecioną z powodu ulotnej bliskości.
Nacisnął klamkę otwierając drzwi, wpuszczając do gabinetu sztywność ram świata zewnętrznego. Każdy mięsień na twarzy Elliotta zelżał, bo w poprzednich paru minutach blade lico zdobił wyraz frustracji, jaki teraz zmienił się w neutralną dezorientację.
– Do zobaczenia – odparł tylko i wyszedł, a drzwi zamknęły się za nim z cichym kliknięciem. Drewniana podłoga skrzypnęła, ale jej błagania zostały zagłuszone przez harmider dnia.
Napływ złości był nagły, nieprzyjemnie rozgrzewający, sprawiający, że wylane łzy paliły w policzki, że czerwone rumieńce szpeciły, a w jasnych oczach pozostały jedynie zgliszcza jaśniejącego ognia, dogasające drewna mostu, który trzymał się na słowo honoru.
– Masz rację, byłeś bezczelny. Wciąż jesteś, karmiąc mnie tymi kłamstwami, aby poczuć się lepiej sam ze sobą. – ostrza głosek przeszyły pomieszczenie swoim zdecydowaniem, a chwilowa słabość wydawała się blednąć, jak spierana z białego materiału plama, która nigdy nie miała się na nim znaleźć, a o której nikt nigdy nie usłyszy, bo zbyt dobrze zamaskuje się w płótnach lnu – Nie przyszedłem tu, aby słuchać wymówek, Perseus. – tyle miał do zakomunikowania w kwestii wytłumaczeń przyjaciela i chociaż emocje wciąż szalały pod kutą z najwytrzymalszego materiału zbroją, na wierzchu pozostał niewzruszony, pozwalając, aby wraz z łzami zniknęło z twarzy rozgoryczenie, całkowicie ludzki smutek i zawód, tak ogromny, że można by nim przeważyć wartość najdroższej nieruchomości w posiadaniu jego bliźniaczki.
Zacisnął usta spoglądając na Blacka z tak bliska po raz ostatni tego dnia, ale poczuł tylko przyspieszające serce i nieprzyjemny ścisk gardła, jakby to zaciskane było sznurem rozsianych w przeszłości wspomnień, uniesień, bliskości, światła, do którego lgnął jak ćma, a gdy gasło meandrował w ciemności aż pojawiło się nowe, równie niebezpieczne i ulotne.
Nigdy nie dane było im szczęśliwe zakończenie, od samego początku spisani byli na porażkę, ukrywając drobne gesty pod cieniem przyjaźni, a ciepłe słowa w zakamarkach szeptu, aby zajrzeć do nich, gdy nikt nieproszony nie mógł wyjść zza zakrętu.
Pozwolił wypuścić się z objęć, ale nie dał sobie czasu na to, aby oswoić się z chłodem jaki pozostał na jego ramionach, gdy Perseus zdjął z nich swoje dłonie. Wstał odchodząc w stronę drzwi, zostawiając Blacka na oparciu fotela. Nie popełniał dwa razy tego samego błędu, nawet jeżeli brakowało mu znajomej bliskości, a we wspomnieniach znajdował ukojenie, które sprawiało, że odczuwał nieprzyjemny ścisk w żołądku; żal wylewał się z niego mimo upływu lat.
Parsknął prześmiewczo pod nosem słysząc kolejne słowa - rady, jakimi obdarzał go Percy. Nie potrafił powstrzymać goryczy, jaka się z niego wylewała i zdawał sobie sprawę, że powinien się opanować, ale raz odkorkowany alkohol trudno było zatrzymać w butelce, zwłaszcza, gdy ten był musujący – należało go wtedy wypić za jednym razem, aby nie stracił bąbelków. Chociaż zmienił rodzaj emocji, jaki z siebie wypuszczał, to wciąż nie umiał załatać pęknięć, tego, że się obnażył, ukazał kawałek prawdy, a to przecież mu uwłaczało, zwłaszcza w momencie, gdy zamiast szczerości i faktycznego zrozumienia dostawał górę kłamstw, wymówek i traktowanie z góry, wykład, którego ‘miał słuchać uważnie’.
– Dziękuję, ale nie potrzebuję od ciebie instrukcji. Potrzebowałem czegoś innego, w kompletnie innej rzeczywistości, ale czas minął. – nie odwrócił się do przyjaciela przodem, jedynie skierował głowę w bok, tak, że Percy miał widok na skrawek profilu jego twarzy - Łączy nas teraz to, aby żadnego z nas nie posądzili o te śmierć, ja się ze swojej części na pewno wywiążę. Mam nadzieję, że ty, tym razem też. – mówiąc to przeczesał dłonią włosy, rozwichrzył je. Oczy wciąż miał zaczerwienione od wylewających się z nich, chwilę temu łez, a koszulę pogniecioną z powodu ulotnej bliskości.
Nacisnął klamkę otwierając drzwi, wpuszczając do gabinetu sztywność ram świata zewnętrznego. Każdy mięsień na twarzy Elliotta zelżał, bo w poprzednich paru minutach blade lico zdobił wyraz frustracji, jaki teraz zmienił się w neutralną dezorientację.
– Do zobaczenia – odparł tylko i wyszedł, a drzwi zamknęły się za nim z cichym kliknięciem. Drewniana podłoga skrzypnęła, ale jej błagania zostały zagłuszone przez harmider dnia.
Koniec sesji
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦