Ach, feniksy! Mistyczne ptaki, które nie występowały naturalnie na ich terenach, a których mądrość opiewali hodowcy i badacze magicznych stworzeń. Ich piękno dorównywało inteligencji, a inteligencja była goniona przez magię, jaką w sobie nosiły. Zdawały się jedną z doskonałości magicznego świata, która powinna być szanowana i czczona, nie wyniszczana. Nawet wycieczka do Indii nie gwarantowała tego, że uda się spotkać jednego z nielicznych przedstawicieli tego gatunku. Nie wiedział dokładnie, skąd się tu wziął temat ani czemu były one opisywane, ale nie chciał w niego wchodzić. Zerknął tylko, ile tego motywu przewijało się w pracach tych osób. Czy zobaczenie takiego feniksa byłoby źródłem inspiracji i zachwytu? O ile wiedział, że Oliwia tworzy eliksiry to nie wiedział, że zajmuje się też takimi robótkami ręcznymi. Chyba że ona tutaj tylko sprzedawała eliksiry razem z Tristanem. Lecz jeśli tak... przecież miała zakładać swój sklep z Aveliną, czyżby nie wyszło?
- Figgowie wydawali koty, które zostały skrzywdzone przez czarodziei. - Bez żadnych oporów postawił kotkę na ziemi, kiedy Leon zwrócił na nią swoją uwagę, żeby mógł się nią zająć, a jednocześnie sam da trochę odpocząć ręką. Była leciutka, ale nadal - noszenie jej cały czas było po prostu męczące. Nie chciał jej jednak dawać bezpośrednio na ręce Leona - jeśli ją do siebie przekona, to sama do niego przyjdzie. Jak to koty miały w zwyczaju. Na razie Diva podniosła ogon do góry i spojrzała na niego ciekawsko, tracąc zainteresowanie bransoletką, jaką Laurent miał w dłoni. - Ma na imię Diva. - Uprzedził pytanie, jakie mogło paść, a kotka jak na potwierdzenie miauknęła krótko. Gdyby humor bardziej mu dopisywał to aż się prosiło o żart w stylu "owszem, jestem całkiem słodki", ale tym razem, chyba na szczęście dość wstydliwego Leona, obyło się bez tego. - Duma jest przyzwyczajony do różnych magicznych stworzeń, kot nie będzie stanowił dla niego różnicy. - Bardziej miał wątpliwość, czy Diva sobie poradzi z obecnością jarczuka. Natomiast był przekonany, że to wszystko było do wypracowania. Kwestia czasu.
- Cieszę się, że ktoś postanowił zorganizować to wszystko, skoro kowen się do tego nie zabrał. - Odpowiedział oględnie na pytanie Olivii. Bo co miał powiedzieć? Że przecież nie lubi takich festynów? Albo że bawi się źle? Miał skłamać, że bawi się dobrze? Żadna z tych odpowiedzi nie była satysfakcjonująca i odpowiednia.
Fakt, że Tristan wyciągnął do niego notes był... cóż, automatycznie na niego spojrzał i się pochylił nad stoiskiem. A potem z lekkim zaskoczeniem spojrzał na niego, potem na notes. Zdarzali się ludzie, którzy nie mieli głos. Z różnych przyczyn. Wątpliwość, jak się zachować przy ludziach, których spotkały takie tragedie wydawała się czymś tak naturalny i jednocześnie tak niepoprawnym, że zachwyt pomysłu z powodu wykonania tych szkiełek przemieszał się u Laurenta ze zmieszaniem. Bardzo delikatnie odłożył bransoletkę dokładnie na to samo miejsce, na której była - panicz Prewett był zbyt próżny, żeby nosić coś, co naturalnym kamieniem szlachetnym nie było.
- Rozumiem, że można dzięki temu pozyskać różne kolory? - Zapytał zaintrygowany, decydując się prowadzić rozmowę jak zawsze, ale jak to zwykle bywało - nic nie mógł poradzić na to, że takie osoby chwytały go za serce. Tragedie i smutki innych, przy których jego własne wydawały się wręcz żałosne. Podświadomie uśmiechnął się do Tristana jak małe słońce goszczące obok gwiazd, które postanowiło przyjąć ludzką powłokę i zstąpić między nich. - Kusisz. - Zerknął na Olivię, która wtrąciła się do wymiany zdań panów z równym uśmiechem. Skierował swój wzrok na te półki o rzeczywiście ślicznych zdobieniach. Nie, nie dodałby ich do swojej kuchni utrzymanej w drewnie. Aczkolwiek zastanowił się, czy byłyby wręcz idealne do budynku administracyjnego New Forest... - Realizuje pan zamówienia na zlecenie? Uprzedzam, że mówię tu o większym zleceniu z koniecznością wykonania pomiarów. - No przecież sam nie będzie chodził z metrówką, bruh. - Prosiłbym o wizytówkę. - Dodał, jeśli odpowiedź była twierdząca. Będzie musiał się nad tym rzeczywiście zastanowić.
Pochylił się, żeby zabrać Divę na ręce, gotowy do pożegnania się z towarzystwem.