29.12.2022, 02:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2023, 20:03 przez Chester Rookwood.)
Jak już wspominał, magiczny Londyn i niemagiczny świat to dopiero początek. Nie zamierzał działać wbrew woli ich przywódcy, wychodząc tym samym przed szereg i szkodzić jego planom, jednak wykonany w odpowiednim momencie atak na Hogsmeade mógł wywołać pożądany przez nich strach w ludziach, zwłaszcza w szlamach oraz po raz kolejny zamanifestować wolę Czarnego Pana i to na szerszą skalę. Początkowo będą stanowić w oczach świata czarodziejów bandę zwykłych przestępców, ale z czasem powinni dążyć do umocnienia swojej pozycji. W Hogsmeade mogli mieszkać czarodzieje chcący wesprzeć ich sprawę. Słuszną sprawę.
— Tak, Robercie. Powinniśmy zanieść manifest Czarnego Pana do kolejnego miejsca. Wioska zamieszkana w pełni przez czarodziejów jest wystarczająco odpowiednia. Z czasem urośniemy w siłę, ale by to miało miejsce potrzebujemy więcej ludzi oddanych tej idei. To mogłoby ich zachęcić do dołączenia do nas, jeżeli sam manifest to za mało dla nich — Wytłumaczył swojemu towarzyszowi co dokładnie ma na myśli w związku z zaatakowaniem Hogsmeade. Dostrzeżone przez niego na obliczu Roberta wątpliwości były tu kluczowe. Z pewnością istniał jakiś procent czarodziejów, do którego należało przemówić poprzez czyny zamiast słów. To wcale nie czyniło ich słabymi czy tchórzami. Po prostu niektórzy potrzebują poczucia jedności z daną grupą. Marsz Charłaków dobrze pokazywał to, że wszyscy zwolennicy starego, dobrego ładu wyszli na ulice magicznego Londynu. Uważał, że ich obecność w danym miejscu mogłaby zachęcić tych ludzi do tego samego. Zarówno Naśladowcy, jak i Śmierciożercy nie będą prowadzić otwartej rekrutacji. Celem ich istnienia jako organizacji nie są spotkania towarzyskie przy suto zastawionym stole. Jego zdaniem popchnięcie ludzi ku działaniom przeciwko szlamom oraz ich sympatykom może być bardzo korzystne dla samego Czarnego Pana, który może w każdej chwili zasięgnąć jego opinii na dany temat, ale tak naprawdę nie musi, bo zawsze ma słuszność. A on zrobi, co mu ten czarodziej mu rozkaże.
Ostatecznie nachylił się po raz ostatni nad popielniczką, by zagasić w niej tlący się niedopałek papierosa. Nie sięgnął po kolejnego. Zaschło mu w gardle, dlatego wychylił odrobinę trunku z trzymanego w dłoni tumblera.
— Opowiedz mi o tym, tylko w miarę możliwości bez naukowego bełkotu — Podciągnął się w fotelu, spoglądając z zainteresowaniem na gospodarza. Zaintrygowało go to, więc było do przewidzenia, że o to zapyta. Dużo potrafił zrozumieć, ale wolał otrzymać wszelkie informacje w zwięzłej formie. Tak było prościej.
— Trudno jednoznacznie mi to orzec. Przynajmniej na razie. Na chwilę obecną nie jesteśmy na tyle potężną organizacją aby nie odczuć utraty czterech ludzi, którzy pomimo własnego nieposłuszeństwa nie spierdolili tego ataku. Ukaranie ich miało przypomnieć im, gdzie jest ich miejsce. Nauczyć ich dyscypliny. To zasób, który można odpowiednio wykorzystać — Wstrzymał się od udzielenia mu jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ to co posiał zbierze za jakiś czas. Gdy został pozostawiony przed faktem dokonanym, musiał rozważyć to jakim dowódcą chce być. Zawsze kierował się zasadą ograniczonego zaufania, ale nie pozostawało złudzeń, że lepiej od strachu jest wzbudzać szacunek oraz utrzymywać wysokie morale. Bez niego nie sposób osiągnąć powodzenia każdego, choćby najlepszego planu. A w przyszłości czekać ich będą znacznie trudniejsze zadania, niż te ataki. Zwycięstwa i porażki. Straty w ludziach. — Zrobię wszystko, co w mojej mocy aby to nie miało więcej miejsca.
A jeśli sytuacja się powtórzy to odpowiedzialni za nią zostaną przez niego zabici.
— Tak, Robercie. Powinniśmy zanieść manifest Czarnego Pana do kolejnego miejsca. Wioska zamieszkana w pełni przez czarodziejów jest wystarczająco odpowiednia. Z czasem urośniemy w siłę, ale by to miało miejsce potrzebujemy więcej ludzi oddanych tej idei. To mogłoby ich zachęcić do dołączenia do nas, jeżeli sam manifest to za mało dla nich — Wytłumaczył swojemu towarzyszowi co dokładnie ma na myśli w związku z zaatakowaniem Hogsmeade. Dostrzeżone przez niego na obliczu Roberta wątpliwości były tu kluczowe. Z pewnością istniał jakiś procent czarodziejów, do którego należało przemówić poprzez czyny zamiast słów. To wcale nie czyniło ich słabymi czy tchórzami. Po prostu niektórzy potrzebują poczucia jedności z daną grupą. Marsz Charłaków dobrze pokazywał to, że wszyscy zwolennicy starego, dobrego ładu wyszli na ulice magicznego Londynu. Uważał, że ich obecność w danym miejscu mogłaby zachęcić tych ludzi do tego samego. Zarówno Naśladowcy, jak i Śmierciożercy nie będą prowadzić otwartej rekrutacji. Celem ich istnienia jako organizacji nie są spotkania towarzyskie przy suto zastawionym stole. Jego zdaniem popchnięcie ludzi ku działaniom przeciwko szlamom oraz ich sympatykom może być bardzo korzystne dla samego Czarnego Pana, który może w każdej chwili zasięgnąć jego opinii na dany temat, ale tak naprawdę nie musi, bo zawsze ma słuszność. A on zrobi, co mu ten czarodziej mu rozkaże.
Ostatecznie nachylił się po raz ostatni nad popielniczką, by zagasić w niej tlący się niedopałek papierosa. Nie sięgnął po kolejnego. Zaschło mu w gardle, dlatego wychylił odrobinę trunku z trzymanego w dłoni tumblera.
— Opowiedz mi o tym, tylko w miarę możliwości bez naukowego bełkotu — Podciągnął się w fotelu, spoglądając z zainteresowaniem na gospodarza. Zaintrygowało go to, więc było do przewidzenia, że o to zapyta. Dużo potrafił zrozumieć, ale wolał otrzymać wszelkie informacje w zwięzłej formie. Tak było prościej.
— Trudno jednoznacznie mi to orzec. Przynajmniej na razie. Na chwilę obecną nie jesteśmy na tyle potężną organizacją aby nie odczuć utraty czterech ludzi, którzy pomimo własnego nieposłuszeństwa nie spierdolili tego ataku. Ukaranie ich miało przypomnieć im, gdzie jest ich miejsce. Nauczyć ich dyscypliny. To zasób, który można odpowiednio wykorzystać — Wstrzymał się od udzielenia mu jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ to co posiał zbierze za jakiś czas. Gdy został pozostawiony przed faktem dokonanym, musiał rozważyć to jakim dowódcą chce być. Zawsze kierował się zasadą ograniczonego zaufania, ale nie pozostawało złudzeń, że lepiej od strachu jest wzbudzać szacunek oraz utrzymywać wysokie morale. Bez niego nie sposób osiągnąć powodzenia każdego, choćby najlepszego planu. A w przyszłości czekać ich będą znacznie trudniejsze zadania, niż te ataki. Zwycięstwa i porażki. Straty w ludziach. — Zrobię wszystko, co w mojej mocy aby to nie miało więcej miejsca.
A jeśli sytuacja się powtórzy to odpowiedzialni za nią zostaną przez niego zabici.