31.05.2024, 11:53 ✶
Jadalnia, okolice stołu młodej pary
Nie spodziewał się, że najbardziej samotnym będzie się czuł podczas własnego wesela. Ludzie przychodzili i odchodzili, składali mniej lub bardziej szczere życzenia, a kiedy odchodzili, słyszał za plecami, jak dywagują nad tym, kiedy na Grimmauld Place zostanie wystawiona trumna z jego ciałem. Czuł na sobie spojrzenia zaproszonych czarodziejów, od których nogi robiły się miękkie, a serce gwałtownie przyśpieszało i przeklinał matkę za to, że zechciała bawić się w samą królową, urządzając bal dla całej magicznej socjety. Rozejrzał się w poszukiwaniu swojej laski, ale jej nie zlazł. Oddał ją jakiemuś kelnerowi przed pierwszym tańcem i teraz nie dość, że schorowana noga dawała o sobie znać bólem przeszywającym prawą stopę, to nie wiedział, co zrobić ma z rękami; zazwyczaj w takich sytuacjach wodził opuszkami po posrebrzanej główce kruka, choć znał jej kształt już na pamięć. Vespera z kolei zdawała się znosić tę sytuację znaczniej lepiej; ale ona lubiła zwracać na siebie uwagę i kokietować. Zazdrościł jej tej pewności siebie, lecz ona - w przeciwieństwie do Perseusa - była istotą idealną.
Chciał z nią pomówić, na osobności najlepiej, ale Walburga bezustannie ją zagadywała - w pewnym momencie przestał nadążać za rozmową, dlatego tylko kiwał głową i się uśmiechał. Uważaj, co jej mówisz, ukochana, prosił ją w myślach. Ta harpia wdała się w naszą matkę i szuka materiałów do plotek ze swymi równie wścibskimi przyjaciółkami. Jednak jego obawy były zbędne; Vespera wiedziała, jak obchodzić się z podobnymi jego krewniaczkom. Samo to, w jak dyplomatyczny sposób odpowiadała na przytyki Daphne, było niesamowite.
Szukał życzliwej mu duszy, z którą mógłby ulotnić się z jadalni, albo chociaż wcisnąć w jej kąt, gdzie nie będzie musiał mierzyć się z tyloma spojrzeniami. Kiedy więc jego wzrok napotkał Laurenta, ujrzał w nim swojego wybawcę. On również chciał w pewien sposób uratować jego - przecież widział jego oczy, te smutne błękitne oczy i chciał mu pomóc. Nie uszło jego uwadze również to, jak zareagował na widok swego ojca, przez co poczuł jeszcze silniejszą potrzebę otoczenia go swym ramieniem i zapewnienia, że jest tu bezpiecznie. Chyba ta jedna sekunda wystarczyła, żeby podświadomie wyrobił sobie zdanie na temat Edwarda Prewetta.
— Dziękuję, jest wspaniałe — odparł z uśmiechem, tym sztucznym, niedochodzącym do oczu, bo wcale tak nie uważał — Właśnie rozmawiałem z twoim ojcem, że cieszę się z waszego przybycia. Dziękuję też za udostępnienie abraksanów, są naprawdę zjawiskowe. Och, jakże zazdroszczę ci możliwości osiodłania tych pięknych istot... Moje umiejętności jeździeckie zakończyły się na wątpliwej umiejętności utrzymania się w siodle... — zawsze, gdy był zdenerwowany mówił dużo, trochę bez składu i przeskakiwał z tematu na temat.
Później jego wzrok spoczął na Rodolphusie i również o nim Perseus nie wiedział, co powinien myśleć. Miał do niego neutralny stosunek, ale dyskretnie rozejrzał się w poszukiwaniu Bellatrix, by upewnić się, że nie rani w jej jakiś sposób, rozmawiając z narzeczonym, z którym miała się posprzeczać. A może młodzi zdążyli się pogodzić? Nie...? Cóż, to nie jego sprawa.
— Mam nadzieję, że wy również świetnie się bawicie — a przynajmniej lepiej, niż ja — Macie może ochotę na drinka?
Bo on miał. Nawet na dwa.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory