31.05.2024, 13:55 ✶
Południowe stragany, blisko świeczek Mulciberów. Szarpiemy się z Hadesem, a potem Atreus i Alastor nas cockblokują.
Kurwa, zabolało.
Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Ledwie udało mu się zminimalizować szkody wizerunkowe będące efektem Kutasowej Katastrofy – Bolcowej Burzy? Penisowego Pandemonium? Fallicznego Fiasko? – ledwie zdołał odwrócić się, by ostatni raz nacieszyć oczy widokiem Philipa Notta okładanego świeczką w kształcie męskiego przyrodzenia, poczuł, jak ktoś z całej siły daje mu w mordę.
Wszędzie poznałby ten głos. Wybacz, Rosie, pomyślał zrezygnowany.
- GRZECZNIEJ MOŻE, PSIE - warknął, napinając się momentalnie, i próbując osłonić się przed kolejnym ciosem.
Gdyby był Morpheusem, zapewne zmówiłby w tej sytuacji stosowną modlitwę. Miej mnie w opiece, Marsie, wielki patronie wojny, choć obraziłem cię siedem dni temu – pokalałem twoje imię, mówiąc, że “mars” od tyłu to “sram” – ale udziel mi, proszę, swej łaski, natchnij siłą moją prawicę. Gdyby był Murtaghiem, rzuciłby z teatralną emfazą jakąś inteligentną, celnie wymierzoną w ego przeciwnika inwektywą, tylko po to, by z iście wężową przebiegłością wsadzić mu różdżkę między żebra. Gdyby był Donaldem…
Niestety, Alexander Mulciber był sobą, dlatego zaśmiał się pierdolonemu Hadesowi McKinnonowi w twarz: krótki, zimny śmiech, pozbawiony wesołości, i, jak skończony psychol, zaczął się szarpać z mężczyzną niemalże na oślep, ignorując zalewający go ból. Wkurwiało go, że był taki słaby w porównaniu ze zwalistym McKinnonem. Kiedyś mogli się ze sobą równać, teraz zaś, wymizerowany przez narkotyczne ekscesy i styrany po mającej miejsce ledwo kilka dni temu bójce z Louvainem, wiedział, że nie ma z nim szans.
Nie zmieniało to faktu, że zamierzał się z nim napierdalać dopóki wystarczy mu sił. W praktyce oznaczało to, że nawet gdyby nie zdołał ustać na nogach, zacząłby się czołgać w stronę przeciwnika i ze wściekłą zajadłością dzikiego psa spróbowałby mu przegryźć tętnicę udową. A gdyby nie dał rady się czołgać, prowokowałby go obelgami tak długo, że ten zmuszony byłby kopać leżącego.
To nie jest coś, co można naprawić pięściami, usłyszał w głowie smutny głos Ambrosii. Jest teraz zbyt wiele rzeczy, których nie można tak załatwić.
Zacisnął zęby, i uniósł pięści.
na aktywność fizyczną, żeby przypierdolić Hadesowi
Pogrążony w dzikiej szarpaninie, która rozgorzała między nim a Hadesem, dopiero po chwili poczuł, że McKinnon rozluźnia uścisk: jakaś nieznana sił odciągnęła go od Alexa, który lekko zatoczył się na nogach, nie spodziewając się takiego obrotu sprawy.
Atreus Bulstrode, jak ja kurwa szczyla jebanego nienawidzę.
Można by pomyśleć, że tamtej ostro zakrapianej nocy, kiedy wymienili się pierścionkiem zaręczynowym – wygrał tę felerną błyskotkę od porzuconego przez narzeczoną aurora, kiedy grali razem w karty, z zamiarem wręczenia go potem Lorettcie, ale nigdy tego nie zrobił – złączyła ich jakaś niewidzialna więź: za każdym razem, kiedy Mulciber chciał komuś przyłożyć, Atreus Bulstrode magicznie materializował się u jego boku, i wpierdalał między wódkę a zakąskę. Najpierw Louvain, teraz Hades… Czy to możliwe, że dalej był pod obserwacją Departamentu Przestrzegania Prawa? Czy ktoś dalej mógł podejrzewać Alexa o udział w zamachu na życie Donalda, i przydzielił Bulstrode'a, by ten pilnował jego poczynań?
A teraz jeszcze pojawił się Alastor Moody ze swoją krzywą mordą, i zaczął wywrzaskiwać jakieś polecenia, niczym tępy klawisz z Azkabanu. Po chuj się wpierdalasz, pomyślał wściekle Mulciber, patrząc na aurora spode łba. Uniósł ręce. Stał spokojnie. Ani przez chwilę nie myślał, by sięgnąć po różdżkę.
To, co było między nim a Hadesem – to była sprawa osobista.
– Nic się nie stało – z trudem wycedził chryplawo Alexander. Wiedział, że ma rozjebaną mordę. Na szczęście, zdjęcie do gazety już cyknięte, pomyślał, z jakimś absurdalnym rozbawieniem. – Tylko spotkanie znajomych po latach. – Powstrzymał cisnący się na usta uśmiech. Zachował powagę.
– McKinnon po prostu dalej nie może przeżyć, że wyruchałem jego żonę.
Tak, Mulciber doskonale wiedział, że tymi słowami właśnie wydał na siebie wyrok śmierci. Miał jednak nadzieję, że Hades stratuje Atreusa Bulstrode'a i Alastora Moody'ego niczym rozjuszony byk, kiedy ruszy, by go zajebać za samo wspomnienie imienia jego drogiej Persefony.
Kurwa, zabolało.
Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Ledwie udało mu się zminimalizować szkody wizerunkowe będące efektem Kutasowej Katastrofy – Bolcowej Burzy? Penisowego Pandemonium? Fallicznego Fiasko? – ledwie zdołał odwrócić się, by ostatni raz nacieszyć oczy widokiem Philipa Notta okładanego świeczką w kształcie męskiego przyrodzenia, poczuł, jak ktoś z całej siły daje mu w mordę.
Wszędzie poznałby ten głos. Wybacz, Rosie, pomyślał zrezygnowany.
- GRZECZNIEJ MOŻE, PSIE - warknął, napinając się momentalnie, i próbując osłonić się przed kolejnym ciosem.
Gdyby był Morpheusem, zapewne zmówiłby w tej sytuacji stosowną modlitwę. Miej mnie w opiece, Marsie, wielki patronie wojny, choć obraziłem cię siedem dni temu – pokalałem twoje imię, mówiąc, że “mars” od tyłu to “sram” – ale udziel mi, proszę, swej łaski, natchnij siłą moją prawicę. Gdyby był Murtaghiem, rzuciłby z teatralną emfazą jakąś inteligentną, celnie wymierzoną w ego przeciwnika inwektywą, tylko po to, by z iście wężową przebiegłością wsadzić mu różdżkę między żebra. Gdyby był Donaldem…
Niestety, Alexander Mulciber był sobą, dlatego zaśmiał się pierdolonemu Hadesowi McKinnonowi w twarz: krótki, zimny śmiech, pozbawiony wesołości, i, jak skończony psychol, zaczął się szarpać z mężczyzną niemalże na oślep, ignorując zalewający go ból. Wkurwiało go, że był taki słaby w porównaniu ze zwalistym McKinnonem. Kiedyś mogli się ze sobą równać, teraz zaś, wymizerowany przez narkotyczne ekscesy i styrany po mającej miejsce ledwo kilka dni temu bójce z Louvainem, wiedział, że nie ma z nim szans.
Nie zmieniało to faktu, że zamierzał się z nim napierdalać dopóki wystarczy mu sił. W praktyce oznaczało to, że nawet gdyby nie zdołał ustać na nogach, zacząłby się czołgać w stronę przeciwnika i ze wściekłą zajadłością dzikiego psa spróbowałby mu przegryźć tętnicę udową. A gdyby nie dał rady się czołgać, prowokowałby go obelgami tak długo, że ten zmuszony byłby kopać leżącego.
To nie jest coś, co można naprawić pięściami, usłyszał w głowie smutny głos Ambrosii. Jest teraz zbyt wiele rzeczy, których nie można tak załatwić.
Zacisnął zęby, i uniósł pięści.
na aktywność fizyczną, żeby przypierdolić Hadesowi
Rzut N 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Pogrążony w dzikiej szarpaninie, która rozgorzała między nim a Hadesem, dopiero po chwili poczuł, że McKinnon rozluźnia uścisk: jakaś nieznana sił odciągnęła go od Alexa, który lekko zatoczył się na nogach, nie spodziewając się takiego obrotu sprawy.
Atreus Bulstrode, jak ja kurwa szczyla jebanego nienawidzę.
Można by pomyśleć, że tamtej ostro zakrapianej nocy, kiedy wymienili się pierścionkiem zaręczynowym – wygrał tę felerną błyskotkę od porzuconego przez narzeczoną aurora, kiedy grali razem w karty, z zamiarem wręczenia go potem Lorettcie, ale nigdy tego nie zrobił – złączyła ich jakaś niewidzialna więź: za każdym razem, kiedy Mulciber chciał komuś przyłożyć, Atreus Bulstrode magicznie materializował się u jego boku, i wpierdalał między wódkę a zakąskę. Najpierw Louvain, teraz Hades… Czy to możliwe, że dalej był pod obserwacją Departamentu Przestrzegania Prawa? Czy ktoś dalej mógł podejrzewać Alexa o udział w zamachu na życie Donalda, i przydzielił Bulstrode'a, by ten pilnował jego poczynań?
A teraz jeszcze pojawił się Alastor Moody ze swoją krzywą mordą, i zaczął wywrzaskiwać jakieś polecenia, niczym tępy klawisz z Azkabanu. Po chuj się wpierdalasz, pomyślał wściekle Mulciber, patrząc na aurora spode łba. Uniósł ręce. Stał spokojnie. Ani przez chwilę nie myślał, by sięgnąć po różdżkę.
To, co było między nim a Hadesem – to była sprawa osobista.
– Nic się nie stało – z trudem wycedził chryplawo Alexander. Wiedział, że ma rozjebaną mordę. Na szczęście, zdjęcie do gazety już cyknięte, pomyślał, z jakimś absurdalnym rozbawieniem. – Tylko spotkanie znajomych po latach. – Powstrzymał cisnący się na usta uśmiech. Zachował powagę.
– McKinnon po prostu dalej nie może przeżyć, że wyruchałem jego żonę.
Tak, Mulciber doskonale wiedział, że tymi słowami właśnie wydał na siebie wyrok śmierci. Miał jednak nadzieję, że Hades stratuje Atreusa Bulstrode'a i Alastora Moody'ego niczym rozjuszony byk, kiedy ruszy, by go zajebać za samo wspomnienie imienia jego drogiej Persefony.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat