31.05.2024, 15:20 ✶
Sala bankietowa
Kiedy otrzymał zaproszenie na ślub, w pierwszym odruchu chciał zwyczajnie grzecznie podziękować, pożyczyć szczęścia i zostać tego dnia w domu. Potem jednak przyszło mu do głowy, że przecież nie musiało być tak źle i mógł zaproponować wspólną zabawę Septimie, bo nawet jeśli sam niezbyt przepadał za tego typu spędami, to wspólnie spędzony czas nieco zmieniał postać rzeczy. Inną sprawą było to, że zwyczajnie niekoniecznie wypadało odmówić. Może i Lazarus nie mrugnąłby na to okiem, ale jego żona wydawała się o wiele bardziej wyczulona tego typu potknięcia w wychowaniu swojego syna. Mógł biegać po rezerwacie ile tylko chciał, ale wymagała od niego by chociaż od czasu do czasu pokazał się w towarzystwie.
Wybrał bezpieczną czerń, która dominowała cały jego ubiór dzisiejszego dnia. Stylowa, czarodziejska szata szyta na miarę prezentowała się na nim całkiem zgrabnie, co może by nawet docenił, gdyby nie fakt że nie przywykł przejmować się takimi rzeczami. Zwykle też wolał sprawdzoną smoczą skórę, która o wiele lepiej sprawdzała się w jego codziennych obowiązkach.
Teraz wsunął palec za kołnierz koszuli, chcąc nieco poluźnić jego uścisk. Siedział w jadalni przy stole, z mało zainteresowaną miną przyglądając się sylwetkom innych gości. Wciąż nie był pewien jak czuł się z faktem, że jego partnerka na ceremonię w kowenie pojawiła się przywieziona przez Longbottoma i jego towarzyszkę. Czy to cokolwiek znaczyło? Czy powinien się martwić? A może zwyczajnie był przewrażliwiony i szukał tylko dziury w całym?
- Może chciałabyś zatańczyć? - pochylił się nieco w stronę siedzącej obok niej panny Ollivander, uśmiechając się to niej delikatnie. Może nie był największym fanem tańca, ale od czegoś trzeba było zacząć tę całą zabawę.