31.05.2024, 21:33 ✶
I zapanował chaos.
Wyścig miotlarski po schodach, nawet w dość dużej posiadłości, był prawdziwym szaleństwem i miał ogromne szanse skończyć się połamanymi kośćmi i urazami, kiedy wreszcie nie uda się jakiś zakręt i walnie się w ścianę. Thomas i Millie popisali się jednak iście mistrzowską kondycją, frunąc nad stopniami na górę, ku strychowi. Niejednemu zawodnikowi quidditcha opadłaby szczęka widząc, jak Mildred rzuca w locie zaklęcie na drzwi – szanse powodzenia takiej akcji były znikome, a jej… jakimś cudem się udało. Drzwi wyrwały się z magii poltergeista i uderzyły z impetem o ścianę, a Thomas Hardwick we wspaniałym zwodzie, który mógłby zachwycić trenera reprezentacji Anglii, uniknął walnięcia nimi.
Dolecieli na strych, wypełniony starciami, kurzem i naszykowanymi pieczęciami oraz amuletami – oboje wyprzedzając poltergeista. Przez brudne, niewielkie okienka, do środka wpadała zaledwie odrobina światła, a temperatura była tutaj znacznie wyższa niż w innych częściach domu.
Mieli zaledwie kilkanaście sekund, zanim złośliwy duch ich doścignie…
Tymczasem na dole Erik zdołał rozproszyć zaklęcie i Thomas Figg, który z racji na umiejętność pieczętowania na pewno bardzo by się na górze przydał, został uwolniony od kołatki. Balony popękały lub odleciały pod sufit, i wokół leżały smętne resztki… które wkrótce miały zacząć znikać, gdy zaklęcie się rozwinie. Longbottom ruszył po schodach, chociaż było jasne, że mimo sprawności fizycznej dobiegnięcie na strych zajmie mu nieco więcej czasu niż pozostałej dwójce i…
Potknął się na resztce jednego z balkonów.
To był ten moment, kiedy serce podchodzi ci do gardła, w chwili, w której nogi tracą podparcie, a dłoń próbująca się czegoś schwycić, trafia na pustkę. Erik poleciał w dół.
Czy to był moment, w którym całe życie przelatywało przed oczami?
Upadł.
Uderzył boleśnie, tak że dech wyrwało mi z piersi, ale… nie aż tak boleśnie, jak można by się spodziewać. Spadł prosto na transmutowane chwilę temu materace. Te ledwo kilka sekund później zamieniły się z powrotem w komodę, i jeden z jej rogów boleśnie wbił się w jego plecy.
Tura do 4 czerwca.
Wyścig miotlarski po schodach, nawet w dość dużej posiadłości, był prawdziwym szaleństwem i miał ogromne szanse skończyć się połamanymi kośćmi i urazami, kiedy wreszcie nie uda się jakiś zakręt i walnie się w ścianę. Thomas i Millie popisali się jednak iście mistrzowską kondycją, frunąc nad stopniami na górę, ku strychowi. Niejednemu zawodnikowi quidditcha opadłaby szczęka widząc, jak Mildred rzuca w locie zaklęcie na drzwi – szanse powodzenia takiej akcji były znikome, a jej… jakimś cudem się udało. Drzwi wyrwały się z magii poltergeista i uderzyły z impetem o ścianę, a Thomas Hardwick we wspaniałym zwodzie, który mógłby zachwycić trenera reprezentacji Anglii, uniknął walnięcia nimi.
Dolecieli na strych, wypełniony starciami, kurzem i naszykowanymi pieczęciami oraz amuletami – oboje wyprzedzając poltergeista. Przez brudne, niewielkie okienka, do środka wpadała zaledwie odrobina światła, a temperatura była tutaj znacznie wyższa niż w innych częściach domu.
Mieli zaledwie kilkanaście sekund, zanim złośliwy duch ich doścignie…
Tymczasem na dole Erik zdołał rozproszyć zaklęcie i Thomas Figg, który z racji na umiejętność pieczętowania na pewno bardzo by się na górze przydał, został uwolniony od kołatki. Balony popękały lub odleciały pod sufit, i wokół leżały smętne resztki… które wkrótce miały zacząć znikać, gdy zaklęcie się rozwinie. Longbottom ruszył po schodach, chociaż było jasne, że mimo sprawności fizycznej dobiegnięcie na strych zajmie mu nieco więcej czasu niż pozostałej dwójce i…
Potknął się na resztce jednego z balkonów.
To był ten moment, kiedy serce podchodzi ci do gardła, w chwili, w której nogi tracą podparcie, a dłoń próbująca się czegoś schwycić, trafia na pustkę. Erik poleciał w dół.
Czy to był moment, w którym całe życie przelatywało przed oczami?
Upadł.
Uderzył boleśnie, tak że dech wyrwało mi z piersi, ale… nie aż tak boleśnie, jak można by się spodziewać. Spadł prosto na transmutowane chwilę temu materace. Te ledwo kilka sekund później zamieniły się z powrotem w komodę, i jeden z jej rogów boleśnie wbił się w jego plecy.
Tura do 4 czerwca.