29.12.2022, 13:44 ✶
- Wieeesz… Czego oczy nie widzą… On tego nie wie – teraz zachichotała już jawnie, bo jakoś bardzo rozbawiła ją ta wizja. Nie to, by sama namawiała Brennę do zdrady – ale ta rozmowa była tak abstrakcyjna, że panna Longbottom chyba nawet tak nie pomyślała? Sama Victoria nie była ambasadorką rozwiązłości, ot po prostu pasowało do kontekstu w jakim rozmawiały.
- No wiesz. Z godnością – wyjaśniła jej swój tok rozumowania. - Nie chodzi o odstrzelenie się jak na spotkanie rodzinne, gdzie podadzą ci jakieś najlepsze wino, po którym skręci ci twarz, bo takie cierpkie, więc prosisz wujka o wodę, a on z uśmiechem podaje ci wódę – uśmiechnęła się do Brenny. Brzmiało to tak, jakby mówiła z własnego doświadczenia, ale przecież Victorii nie było stać na taką skazę na jej wizerunku, na tą niedoskonałość, prawda?
- A czym cioteczka Eva sobie zasłużyła na twój gniew? Bo zakładam, że jest słuszny – a to dlatego, że Brenna była jak taka cynamonowa bułka – słodka i kochana. Zalewała innych swoim dobrym humorem, który bywał zaraźliwy, jeśli tylko się otworzyło na to swój umysł, i dlatego Victoria była całkiem ciekawa co też cioteczka Eva zrobiła takiego, że Brenna unika powrotu do domu, bo „polałaby się krew”.
Wyciągnęła swoją różdżkę, kiedy brunetka przysunęła do niej swoją kawę, bardzo delikatnie zrobiła machnięcie nadgarstkiem tuż nad filiżanką, było widać, że to wyuczony i latami wypracowany ruch, po czym spojrzała krytycznie na kawę i oddała ją Brennie.
- Spróbuj teraz, tylko uważaj. Mam nadzieję, że nie przesadziłam – wystarczyło bowiem zrobić zbyt zamaszysty ruch i nagle napój był już zbyt ciepły. A wystarczyło przesadzić tylko o kilka stopni. Po wszystkim schowała różdżkę i wróciła do swojej szklanicy. - Zimną kawę piją tylko psychopaci – zawyrokowała. - Jak jeszcze byłam w Brygadzie, to zawsze unikałam tych pączków. Za dużo i za słodkie – i jak tu dbać o linię? Zbędne kilogramy odłożone w boczkach z pewnością by jej nie pomagały. Ale Vitoria dołączyła do Brygadzistów od razu z myślą, ze gdy tylko będzie mogła, to będzie się ubiegać o dołączenie do aurorów – dłużej więc znała się już z aurorami niż brygadzistami. - A wzięłaś ich po równo? Czy wszystkich tyle, żeby każdemu wystarczyło po jednym? Na przyszłość może trzeba je pokroić na pół, będzie więcej dla każdego, a i wyrzuty sumienia też niby mniejsze… - tak tylko głośno myślała. Kiedy dzisiaj wychodziła z pracy, to nawet nie sądziła, że będzie w Kotle rozmawiać o pączkach. - Dużo roboty. Bardzo się nasiliły ruchy czarnomagiczne odkąd Czarny Pan ogłosił wszem i wobec swoje postulaty – to oznaczało faktycznie więcej roboty dla aurorów – miała więc intensywny ostatni rok kursu na aurora i teraz, gdy go już zdała, również nie było nudy. - Nie ma czasu na bicie się o pączki. Zresztą… robią się coraz bardziej zuchwali. Albo chcą nas zalać ilością. A u was?
- No wiesz. Z godnością – wyjaśniła jej swój tok rozumowania. - Nie chodzi o odstrzelenie się jak na spotkanie rodzinne, gdzie podadzą ci jakieś najlepsze wino, po którym skręci ci twarz, bo takie cierpkie, więc prosisz wujka o wodę, a on z uśmiechem podaje ci wódę – uśmiechnęła się do Brenny. Brzmiało to tak, jakby mówiła z własnego doświadczenia, ale przecież Victorii nie było stać na taką skazę na jej wizerunku, na tą niedoskonałość, prawda?
- A czym cioteczka Eva sobie zasłużyła na twój gniew? Bo zakładam, że jest słuszny – a to dlatego, że Brenna była jak taka cynamonowa bułka – słodka i kochana. Zalewała innych swoim dobrym humorem, który bywał zaraźliwy, jeśli tylko się otworzyło na to swój umysł, i dlatego Victoria była całkiem ciekawa co też cioteczka Eva zrobiła takiego, że Brenna unika powrotu do domu, bo „polałaby się krew”.
Wyciągnęła swoją różdżkę, kiedy brunetka przysunęła do niej swoją kawę, bardzo delikatnie zrobiła machnięcie nadgarstkiem tuż nad filiżanką, było widać, że to wyuczony i latami wypracowany ruch, po czym spojrzała krytycznie na kawę i oddała ją Brennie.
- Spróbuj teraz, tylko uważaj. Mam nadzieję, że nie przesadziłam – wystarczyło bowiem zrobić zbyt zamaszysty ruch i nagle napój był już zbyt ciepły. A wystarczyło przesadzić tylko o kilka stopni. Po wszystkim schowała różdżkę i wróciła do swojej szklanicy. - Zimną kawę piją tylko psychopaci – zawyrokowała. - Jak jeszcze byłam w Brygadzie, to zawsze unikałam tych pączków. Za dużo i za słodkie – i jak tu dbać o linię? Zbędne kilogramy odłożone w boczkach z pewnością by jej nie pomagały. Ale Vitoria dołączyła do Brygadzistów od razu z myślą, ze gdy tylko będzie mogła, to będzie się ubiegać o dołączenie do aurorów – dłużej więc znała się już z aurorami niż brygadzistami. - A wzięłaś ich po równo? Czy wszystkich tyle, żeby każdemu wystarczyło po jednym? Na przyszłość może trzeba je pokroić na pół, będzie więcej dla każdego, a i wyrzuty sumienia też niby mniejsze… - tak tylko głośno myślała. Kiedy dzisiaj wychodziła z pracy, to nawet nie sądziła, że będzie w Kotle rozmawiać o pączkach. - Dużo roboty. Bardzo się nasiliły ruchy czarnomagiczne odkąd Czarny Pan ogłosił wszem i wobec swoje postulaty – to oznaczało faktycznie więcej roboty dla aurorów – miała więc intensywny ostatni rok kursu na aurora i teraz, gdy go już zdała, również nie było nudy. - Nie ma czasu na bicie się o pączki. Zresztą… robią się coraz bardziej zuchwali. Albo chcą nas zalać ilością. A u was?