Sen nie przychodził, a gdy przychodził, był urywany. W końcu poprosił Wergiliusza o leki nasenne i te pozwoliły mu zanurzyć się w krótki, ale regenerujący sen. Od lat miał problemy ze spaniem, które rozpoczęły się już za czasów szkolnych. Nie tylko wizje profetyczne, nie tylko nadmiar bodźców, który go obezwładniał, gdy widział czterdzieści wersji tej samej rozmowy, a każda wizyta w pokoju wspólnym brzmiała jak ogolne przekrzykiwanie się, ale również morderstwo Marty. Nigdy nie lubił jej, właściwie nikt jej nie lubił. Była złośliwa, wtrącała się w sprawy każdego i wprawiała wielu chłopców o dyskomfort. To był delikatny czas, gdy hormony buzowały, ciała zmieniały się i ostatnie czego potrzebowali to komentarze na temat wzrostu, masy, zarostu i podejrzenia, że koleżanka podgląda ich przez dziurkę od klucza. A później Marta została zamordowana w jednej z damskich łazienek, kilku uczniów spetryfikowanych, a jej duch nawiedzał szkołę po dziś dzień. Morpheus widział ciało Marty.
Od tego czasu pojawiły się już nowe koszmary.
Kiedy otworzył oczy na widok Antoniusza, w dresie, przez chwilę myślał, że to tylko sen, kolejny, ale nie. Po chwili przypomniał sobie ich ustalenia dotyczące ćwiczeń skoro świt i podniósł się z paskudnego, beżowego łóżka w paskudnym, beżowym pokoju. Tym co zwykle. Była w tym pewna familiarność i komfort.
Nękała go sprawa ciasta. Ledwie więc wyszedł z łóżka, wyjął talię, potasował ją, patrząc na różanopalcą jutrzenkę, która nadchodziła niespiesznie, rozjaśniając horyzont. Wyciągnął kartę.
Parsknął i pokręcił głową. Siła.
W mitycznym ogrodzie duszy, karta Siły objawia się jako delikatna kobieta stojąca przy potężnym lwie. Nie jest to siła brutalna ani agresywna, lecz subtelna moc łagodności. Kobieta nie walczy z lwem; ona go przytula, przekazując swoje ciepło i spokój. To symbol wewnętrznej harmonii, gdzie serce i umysł współpracują w doskonałej równowadze. Siła ta nie pochodzi z fizycznej mocy, lecz z głębokiego zrozumienia siebie i świata wokół. Siła mówi o cierpliwości i samokontroli. To ostatnie było mu nader potrzebne. Wisielec i Siła. Samokontrola i trwanie. Co ma wisieć, nie utonie.
Przebrał się w krótkie spodenki oraz t-shirt, sporo za duży, który ukradł któremuś ze swoich braci, z logotypem BUM-u. Mógł być nawet Erika, prawdę mówiąc. Nie sprawdził metki i miał to gdzieś.
Poranne ćwiczenia nie były mu obce, chociaż nie robił ich już od lat, zaczynając od protestu przed dołączeniem do BUM-u czy Aurorów. Zasłonił usta dłonią, gdy pokonała go potrzeba ziewnięcia.
— To twój pomysł, mi obojętnie, niech będzie do zamku — stwierdził, rozgrzewając kostki w głupich, ale skutecznych ćwiczeniach. — Tak, mówiłem. Zresztą, pytasz tak, jakby nie spotykał się regularnie z Malwą na plotki.
Wywrócił oczami i zaczął monotonny bieg.
Sukces!