31.05.2024, 23:42 ✶
Ta to ma odpowiedź na wszystko, pomyślał Cameron, kręcąc głową z pobłażliwą miną. Chociaż sam musiał się nieco polubić ze zwiększaną aktywnością fizyczną przez pracę w szpitalu i bieganie wte i we wte między poszczególnymi oddziałami, tak nie robił tego dla przyjemności. Po prostu ruch wpisywał się w obowiązki stażystów na terenie tej konkretnej placówki medycznej. Może gdyby przepisał się na inną specjalizację, to mógłby się powoli przechadzać po Lecznicy Dusz, jednak... Magipsychiatria czy magipsychologia nie była jego powołaniem. Dużo lepiej odnajdywał się pośród zaklęć leczniczych i pracowniach alchemicznych.
— Myślisz, że ma w swojej armii miejsce dla takiego kurdupla? — Wyszczerzył zęby, gdy odpowiedziała na jego krytykę. — Chociaż... Mogłabyś być pierwszą czarownicą przyjętą do jego oddziałów powietrznych. Śmierciożercy chyba zazwyczaj poruszają się pieszo, czyż nie? — Zmarszczył czoło. Dzięki Merlinowi nie miał zbyt wielu dośwadczeń z tą grupą, jednak z doniesień prasowych nie kojarzył wzmianek o bojówkach terrorystów na miotłach. — Brygadzistka, Harpia z Holyhead... Aż się prosi, żeby zaangażować cię w coś takiego.
Lupin bardzo się starał, aby dorównać Heather, jednak ''chęci'' rzadko kiedy wygrywały z talentem. Ruda momentalnie przegoniła swego partnera, pozostawiając go w tyle. Przynajmniej dalej jestem na nogach, pomyślał trzeźwo, skupiając się na utrzymaniu równego tempa. Nagle nawiedził go wspomnienia z nocy Beltane, kiedy wraz z Norą Figg próbował przedostać się z powrotem na miejsce festynu. To ciągłe zerkanie przez ramię czy wiedźma przypadkiem nie postanowiła za nimi pójść... Potrząsnął głową, odsuwając od siebie te przemyślenia.
Z tego wszystkiego zdążył minąć Wood, nie do końca wiedząc, czemu się zatrzymała. Cameron przebiegł jeszcze parę metrów, zbliżając się do drzewa, które obrali sobie za cel, kiedy nieoczekiwanie coś go... uderzyło po tyłku. Odskoczył w bok, robiąc przy tym dosyć niezdarny obrót i zadzierając głowę, próbując wypatrzeć, kto też pozwolił sobie na taki gest. Heather jeszcze się z nim nie zrównała, a w okolicy nie było też nikogo innego...
— Nieładnie tak rzucać zaklęcia i klepać ludzi po dupach, wiesz? — zawołał do Heather, gdy ta skracała dzielący ich dystans.
— Myślisz, że ma w swojej armii miejsce dla takiego kurdupla? — Wyszczerzył zęby, gdy odpowiedziała na jego krytykę. — Chociaż... Mogłabyś być pierwszą czarownicą przyjętą do jego oddziałów powietrznych. Śmierciożercy chyba zazwyczaj poruszają się pieszo, czyż nie? — Zmarszczył czoło. Dzięki Merlinowi nie miał zbyt wielu dośwadczeń z tą grupą, jednak z doniesień prasowych nie kojarzył wzmianek o bojówkach terrorystów na miotłach. — Brygadzistka, Harpia z Holyhead... Aż się prosi, żeby zaangażować cię w coś takiego.
Lupin bardzo się starał, aby dorównać Heather, jednak ''chęci'' rzadko kiedy wygrywały z talentem. Ruda momentalnie przegoniła swego partnera, pozostawiając go w tyle. Przynajmniej dalej jestem na nogach, pomyślał trzeźwo, skupiając się na utrzymaniu równego tempa. Nagle nawiedził go wspomnienia z nocy Beltane, kiedy wraz z Norą Figg próbował przedostać się z powrotem na miejsce festynu. To ciągłe zerkanie przez ramię czy wiedźma przypadkiem nie postanowiła za nimi pójść... Potrząsnął głową, odsuwając od siebie te przemyślenia.
Z tego wszystkiego zdążył minąć Wood, nie do końca wiedząc, czemu się zatrzymała. Cameron przebiegł jeszcze parę metrów, zbliżając się do drzewa, które obrali sobie za cel, kiedy nieoczekiwanie coś go... uderzyło po tyłku. Odskoczył w bok, robiąc przy tym dosyć niezdarny obrót i zadzierając głowę, próbując wypatrzeć, kto też pozwolił sobie na taki gest. Heather jeszcze się z nim nie zrównała, a w okolicy nie było też nikogo innego...
— Nieładnie tak rzucać zaklęcia i klepać ludzi po dupach, wiesz? — zawołał do Heather, gdy ta skracała dzielący ich dystans.