01.06.2024, 01:44 ✶
Przy drinkach z Laurentem, potem wychodzimy do ogrodu
Zdziwienie ściągnęło jego brwi. Od kiedy Rodolphus nie pił alkoholu? Od zawsze, idioto, syknął złośliwy głos w jego głowie, a Perseus poczuł, jak pąsowieją mu policzki, gdy zdał sobie sprawę z popełnionej przez siebie gafy. Nigdy przecież nie widział młodego Lestrange'a pod wpływem, choć okazje, w jakich się spotykały, idealnie ku temu sprzyjały.
— Och... Rzeczywiście, przepraszam — bąknął zmieszany — Z tych emocji nie pamiętam nawet, jak się nazywam...
Nie skłamał; ilość bodźców, z jakimi musiał mierzyć się tego popołudnia, była ogromna, a przecież przyjęcie dopiero się zaczęło. Do tego już wydarzył się pewien incydent, który próbował uparcie ignorować, ale kiedy zobaczył, jak Laurent blednie i podtrzymuje się sylwetki Rodolphusa, wreszcie zmusił się do spojrzenia w tamtą stronę. Jeden z ochroniarzy właśnie wyprowadził Bulstrode'a i Rosiera z sali bankietowej; Perseus widział tylko ich plecy znikające w otwartych drzwiach tarasowych prowadzących do ogrodu i westchnął tylko ciężko w odpowiedzi na ten ambaras. A potem położył dłoń na plecach zmartwionego Prewetta (sam rzucał mu przy tym pełne troski spojrzenia) i zaprowadził go w stronę ukrytego w półmroku baru.
— Cokolwiek ten hultaj Bulstrode wyczynia, obawiam się, że na trzeźwo tego nie zniosę — oświadczył Perseus, a w jego głosie nie wybrzmiała ani jedna nuta złości, po czym poprosił barmana o dwa drinki - dla siebie i Laurenta - zastrzegając przy tym, że mają być wolne od wszelkich urozmaiceń. Do tego, pamiętając o słabościach selkie, poprosił, by ten dla jego towarzysza był nieco słabszy. W oczekiwaniu uśmiechnął się do Laurenta konspiracyjnie i pochylił się w jego stronę, jakby chciał zdradzić mu największy sekret — Słyszałeś, co zrobił na Lammas? Podobno złamał świeczkę o bardzo charakterystycznym kształcie na twarzy Philipa Notta — mówił cicho, szeptem niemalże, by nikt poza Prewettem nie chłonął jego słów; niepotrzebnie zresztą, bo nikogo obok nich nie było — Nie wiem, o co poszło i nie popieram przemocy, jednakże w tym przypadku... W tym przypadku pozwolę sobie na odrobinę hipokryzji. Zwłaszcza po tym, jak potraktował moją drogą kuzynkę, Lorettę.
Z wdzięcznością chwycił gotowy napitek z blatu i uniósł do góry szklankę wznosząc toast. Upił łyk, może dwa - i tak zamierzał sączyć drinka powoli. Vespera by mu nie wybaczyła, gdyby szybko stał się niedysponowany. Ba, gdyby w ogóle doprowadził się do takiego stanu.
— Sprawdzimy, czy nie potrzebują uzdrowiciela? — zaproponował wreszcie z pobłażliwym rozbawieniem; cokolwiek wydarzyło się pomiędzy Atreusem, a Christopherem, najwidoczniej wcale nie rozgniewało Perseusa — Wprawdzie na co dzień leczę umysły, ale w razie potrzeby umiem też udzielić pierwszej pomocy ciału...
Umiał poruszać się bez laski, choć był w tym odrobinę niezgrabny, a trzymany w dłoniach drink niebezpiecznie kołysał się w szkle, jednak nie tylko udało mu się przejść przez całą salę bankietową i nie uronić ani kropli, lecz także zejść po schodach na zewnątrz i poruszać się po miękkiej trawie. Przystanął wreszcie nieopodal kolorowych namiotów i z pewnej odległości obserwował poczynania obu panów. Wyglądało jednak na to, że najgorsze za nimi, choć nie mógł dosłyszeć o czym rozmawiają.
— Cokolwiek między nimi zaszło, nie jesteś w żaden sposób zobowiązany do rozładowania napięcia — zwrócił się do Laurenta, a potem znów upił drinka.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory