adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I
—13/08/1972—
Anglia, Londyn
Laurent Prewett & Anthony Shafiq
![[Obrazek: NE3lMn0.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NE3lMn0.png)
rescue (n.)
late 14c., rescoue, "act of saving from danger, confinement, enemies, etc., from rescue (v.). The earlier noun or form of the noun in Middle English was rescous (early 14c.), from Old French rescous, verbal noun to rescourre, rescorre.
![[Obrazek: NE3lMn0.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NE3lMn0.png)
rescue (n.)
late 14c., rescoue, "act of saving from danger, confinement, enemies, etc., from rescue (v.). The earlier noun or form of the noun in Middle English was rescous (early 14c.), from Old French rescous, verbal noun to rescourre, rescorre.
Trzynasty straszył klątwą templariuszy od kilku wieków, jego sczerniałe paluchy sięgały ku przesądnym ludziom z ochotą, skazując ich na liczne nieszczęśliwości, zmuszając do słuchania obrzydliwego chichotu koła fortuny. Szczęśliwie dzień chylił się już ku zachodowi, magowie przemierzający ulice wracali po dniu pełnym znojów do domu, przywykli do chodników wybitych zachłannym bluszczem i trawą, do ścian oplecionych zielenią. Część korzystała z uroków nieco chłodniejszej aury, zasiadając w kawiarniach i opowiadając sobie wzajem o przykrostkach, które osiadły na nich niczym sosnowy pyłek, o doświadczeniach, które teraz, przy dobrej kawie i uciekającym z talerza ciastku, jawiły się już tylko jako zabawne anegdotki.
Wysoka i samotna figura omijała to wszystko, myślami szybując wysoko nad Aleją Horyzontalną, do której przykute było spacerujące ciało. Twarz miał ściągniętą zamyśleniem, oddech jednak miarowy, odmierzany krokiem, jednym, drugim, kolejnym. Krążył szukając inspiracji, a może ukojenia po dniu pełnym planowania. Prawda była jednak taka, że nie był w stanie usiedzieć w miejscu, emocje rozsadzały mu pierś, a pęta autoanalizy zaciskała się coraz mocniej odcinając dopływ tlenu do mózgu.
Przystanął w końcu przy jednej z latarni i w roztargnieniu sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, choć jego ręka nie sięgnęła celu, gdy dotarły do niego pokrzykiwania i wyzwiska z pobliskiego zaułka. W normalnych okolicznościach szalenie daleko było Anthony'emu do bycia bohaterem. To nie była jego sprawa, a każdy kto był istotny w jego życiu albo omijałby podobnie do niego tego typu zaułki, albo... zaprowadzałby na nich właśnie porządek, chłoszczeniem wymiatając element przestępczy z londyńskich ulic. Mężczyzna jednak był zakochany, a zakochani ludzie robią głupie rzeczy. Na przykład chcąc być lepsi. Dlatego dłoń odstąpiła od pierwotnego zamiaru, a sięgnęła po cisową różdżkę. Nauki jego mistrzyni, czy też kambodżańskiej cioci – jak sama kazała się nazywać – nie szły na marne, potrafił już spalić liść, czy wzbić go w powietrze, to wciąż jednak byłoby za mało w obliczu konfrontacji.
Stłumił oddech nosem, by nie czuć swądu śmieci zalegających pod ścianami kamienicy. Łatwo było mu rozpoznać kto w tym układzie jest agresorem, kto ofiarą, jeśli ta druga miała narzucony na głowę płaszcz i szamotała się właśnie walcząc z własną odzieżą. Banda wyrostków bawiła się doskonale, przerzucając się pomysłami jak uprzykrzyć życie nieszczęśnikowi. Kolejny upokarzający psikus został odbity jednak sprawnie nakierowanym energetycznym rozproszeniem.
I potem rychło kolejne, tym razem wplatające magie w słowa, aby podbić efekt przychodzącego rozkazu. – Poszli stąd! – krzyknął bez względu na to, czy mu się udało, trzymając pewnie cisową witkę, będąc gotowy przyjąć ich uwagę na siebie.
Wysoka i samotna figura omijała to wszystko, myślami szybując wysoko nad Aleją Horyzontalną, do której przykute było spacerujące ciało. Twarz miał ściągniętą zamyśleniem, oddech jednak miarowy, odmierzany krokiem, jednym, drugim, kolejnym. Krążył szukając inspiracji, a może ukojenia po dniu pełnym planowania. Prawda była jednak taka, że nie był w stanie usiedzieć w miejscu, emocje rozsadzały mu pierś, a pęta autoanalizy zaciskała się coraz mocniej odcinając dopływ tlenu do mózgu.
Przystanął w końcu przy jednej z latarni i w roztargnieniu sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, choć jego ręka nie sięgnęła celu, gdy dotarły do niego pokrzykiwania i wyzwiska z pobliskiego zaułka. W normalnych okolicznościach szalenie daleko było Anthony'emu do bycia bohaterem. To nie była jego sprawa, a każdy kto był istotny w jego życiu albo omijałby podobnie do niego tego typu zaułki, albo... zaprowadzałby na nich właśnie porządek, chłoszczeniem wymiatając element przestępczy z londyńskich ulic. Mężczyzna jednak był zakochany, a zakochani ludzie robią głupie rzeczy. Na przykład chcąc być lepsi. Dlatego dłoń odstąpiła od pierwotnego zamiaru, a sięgnęła po cisową różdżkę. Nauki jego mistrzyni, czy też kambodżańskiej cioci – jak sama kazała się nazywać – nie szły na marne, potrafił już spalić liść, czy wzbić go w powietrze, to wciąż jednak byłoby za mało w obliczu konfrontacji.
Stłumił oddech nosem, by nie czuć swądu śmieci zalegających pod ścianami kamienicy. Łatwo było mu rozpoznać kto w tym układzie jest agresorem, kto ofiarą, jeśli ta druga miała narzucony na głowę płaszcz i szamotała się właśnie walcząc z własną odzieżą. Banda wyrostków bawiła się doskonale, przerzucając się pomysłami jak uprzykrzyć życie nieszczęśnikowi. Kolejny upokarzający psikus został odbity jednak sprawnie nakierowanym energetycznym rozproszeniem.
I potem rychło kolejne, tym razem wplatające magie w słowa, aby podbić efekt przychodzącego rozkazu. – Poszli stąd! – krzyknął bez względu na to, czy mu się udało, trzymając pewnie cisową witkę, będąc gotowy przyjąć ich uwagę na siebie.
Zauroczenie I na przestraszenie opryszków
Rzut O 1d100 - 18
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut O 1d100 - 33
Akcja nieudana
Akcja nieudana