01.06.2024, 11:42 ✶
Charlie skupił się na Brennie. Teraz, gdy emocje opadały, mógł dokładniej przyjrzeć się swojej wybawczyni. Nie była brzydka, to mógł stwierdzić na pierwszy rzut oka, ale nie przypominała mu nikogo znajomego. W Londynie był od niedawna i nie znał wielu osób, poza swoją najbliższą rodziną. Kusiło go, by dopytać o jej status krwi, jednak powstrzymał się. To nie był odpowiedni moment.
- Lubię kanapki z bekonem. - Uśmiechnął się lekko, ale zaraz speszył. Nie przemyślał tych słów! - To znaczy... tak. Zejdźmy z pomostu.
Zwleczenie się ze zbutwiałych desek było kolejnym wyzwaniem, na które młody Mulciber nie był gotowy. Powoli podniósł się i zszedł na plażę, krok po kroku, badając każdą kolejną deskę stopą nim odważył się na niej stanąć. Jednocześnie nie patrzył na boki. Nie mógł.
- Dziękuję, powinienem mieć jakiś eliksir w domu. - Powiedział cicho. Wuj w apteczce musiał przecież mieć zapas najpotrzebniejszych eliksirów! - Ale ta apteka też brzmi dobrze. W domu poproszę brata, żeby mnie obejrzał. W razie czego. - Kłamstwo było ewidentne. Nie przyzna się przecież Leonardowi, że wpadł w łapy... nie-druzgotka. Przyjemny dreszcz przeszedł go, gdy owiała go fala ciepłego powietrza.
- Lubię kanapki z bekonem. - Uśmiechnął się lekko, ale zaraz speszył. Nie przemyślał tych słów! - To znaczy... tak. Zejdźmy z pomostu.
Zwleczenie się ze zbutwiałych desek było kolejnym wyzwaniem, na które młody Mulciber nie był gotowy. Powoli podniósł się i zszedł na plażę, krok po kroku, badając każdą kolejną deskę stopą nim odważył się na niej stanąć. Jednocześnie nie patrzył na boki. Nie mógł.
- Dziękuję, powinienem mieć jakiś eliksir w domu. - Powiedział cicho. Wuj w apteczce musiał przecież mieć zapas najpotrzebniejszych eliksirów! - Ale ta apteka też brzmi dobrze. W domu poproszę brata, żeby mnie obejrzał. W razie czego. - Kłamstwo było ewidentne. Nie przyzna się przecież Leonardowi, że wpadł w łapy... nie-druzgotka. Przyjemny dreszcz przeszedł go, gdy owiała go fala ciepłego powietrza.