01.06.2024, 19:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.06.2024, 19:36 przez Leonard Mulciber.)
Musiał przyznać, że nie przypuszczał, że jego wiecznie łatwy do zastraszenia i stłamszenia (zwłaszcza przez starszych członków rodziny) brat, zdoła przeskoczyć niewidzialną barierę i mimo wszystko zignorować rzuconymi w jego stronę poleceniami. Chętnie by mu przyklasnął wbrew obecności ojca, gdyby w jego rękach wciąż nie znajdował się monstrualny kut-... świeczka o wiadomym kształcie. W najbliższej przyszłości z całą pewnością jednak zamierzał wypić jego zdrowie! A skoro już o zdrowiu mowa, to wyglądało na to, że nie na wszystkich zachowanie Charliego oraz całokształt chaosu, jaki zapanował dookoła ich stoiska, miały dobry wpływ.
Sam z siebie w pierwszym momencie nie przejął się nadmiernie łapiącym się pobliskiego blatu straganu wujem, podejrzewając, że ten ma po prostu dość i, jak zwykle zresztą, przesadza. Dopiero przyzywający go wrzaskiem ojciec sprawił, że ten jednak ruszył w kierunku Roberta. Nie stał daleko, dlatego też odległość przemierzył niemal błyskawicznie. Świeczkę przypomniał sobie odłożyć dopiero, kiedy do nich dotarł, więc na ten sam blat, o który opierał się wuj.
- Mhmm - mruknął bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, rzucając bacznym spojrzeniem po twarzy wuja. - Bez nerwów. Pozwólmy wujowi usiąść.
Miał nadzieję, że ojciec pomoże mu usadzić wuja na twardym gruncie mimo kurzu ulicy. Nie było czasu na przejmowanie się tego typu pierdołami. Gdy podeszła do nich Florence, rzucił jej baczne spojrzenie. Czyżby też, tak jak on, była z Munga? Pracował tam od niedawna i wciąż nie kojarzył zbyt wielu twarzy.
- W porządku. Dam sobie ra-... - uciął w połowie, najpierw słysząc piszczącą gniewnie Shopie, a później dostrzegając nieopodal jej próbę przywalenia w Charliego zaklęciem. Nawet nie zdążył dobrze otworzyć ust, kiedy doszło do rykoszetu, dwójka zderzyła się ze sobą, a otumaniona kuzynka, jak na złość rąbnęła jeszcze głową o twardy grunt.
Lico nieco mu pobladło.
- Helvete! - wyrwało mu się po norwesku. - Potrzeba - zmienił więc zaraz zdanie, głową wskazując nowo poszkodowanych. - Będę wdzięczny, jeśli pomoże pani przy tamtej dwójce... Tutaj już raczej sobie poradzę.
Miał nadzieję, że Charlie nie złamał sobie nochala przy rąbnięciu, ale Shopie musiała oberwać znacznie gorzej podczas upadku i to też było nieco bardziej niepokojące.
Leonard złapał głębszy wdech i przetarł dłonią twarz, wracając nieco niechętnie zainteresowaniem do wuja.
- W porządku, wujku. Możesz mówić? Możesz powiedzieć, gdzie czujesz dyskomfort? Gdzieś boli? Klatka piersiowa? - zaczął spokojnie zadawać pytania, łapiąc Roberta w nadgarstku, żeby tam wymacać tętnice i zmierzyć mu puls.
Sam z siebie w pierwszym momencie nie przejął się nadmiernie łapiącym się pobliskiego blatu straganu wujem, podejrzewając, że ten ma po prostu dość i, jak zwykle zresztą, przesadza. Dopiero przyzywający go wrzaskiem ojciec sprawił, że ten jednak ruszył w kierunku Roberta. Nie stał daleko, dlatego też odległość przemierzył niemal błyskawicznie. Świeczkę przypomniał sobie odłożyć dopiero, kiedy do nich dotarł, więc na ten sam blat, o który opierał się wuj.
- Mhmm - mruknął bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, rzucając bacznym spojrzeniem po twarzy wuja. - Bez nerwów. Pozwólmy wujowi usiąść.
Miał nadzieję, że ojciec pomoże mu usadzić wuja na twardym gruncie mimo kurzu ulicy. Nie było czasu na przejmowanie się tego typu pierdołami. Gdy podeszła do nich Florence, rzucił jej baczne spojrzenie. Czyżby też, tak jak on, była z Munga? Pracował tam od niedawna i wciąż nie kojarzył zbyt wielu twarzy.
- W porządku. Dam sobie ra-... - uciął w połowie, najpierw słysząc piszczącą gniewnie Shopie, a później dostrzegając nieopodal jej próbę przywalenia w Charliego zaklęciem. Nawet nie zdążył dobrze otworzyć ust, kiedy doszło do rykoszetu, dwójka zderzyła się ze sobą, a otumaniona kuzynka, jak na złość rąbnęła jeszcze głową o twardy grunt.
Lico nieco mu pobladło.
- Helvete! - wyrwało mu się po norwesku. - Potrzeba - zmienił więc zaraz zdanie, głową wskazując nowo poszkodowanych. - Będę wdzięczny, jeśli pomoże pani przy tamtej dwójce... Tutaj już raczej sobie poradzę.
Miał nadzieję, że Charlie nie złamał sobie nochala przy rąbnięciu, ale Shopie musiała oberwać znacznie gorzej podczas upadku i to też było nieco bardziej niepokojące.
Leonard złapał głębszy wdech i przetarł dłonią twarz, wracając nieco niechętnie zainteresowaniem do wuja.
- W porządku, wujku. Możesz mówić? Możesz powiedzieć, gdzie czujesz dyskomfort? Gdzieś boli? Klatka piersiowa? - zaczął spokojnie zadawać pytania, łapiąc Roberta w nadgarstku, żeby tam wymacać tętnice i zmierzyć mu puls.