01.06.2024, 20:45 ✶
Gdy dotarła do niego informacja, że kolejny Lupin zdecydował się wystąpić o praktyki w Mungu, czuł się niezwykle podekscytowany. Uwielbiał swoją pracę, pomaganie innym było po prostu świetne. Był przekonany, że Cameron podzieli jego pasję. W głowie wyobrażał sobie wspólne dyżury i rozwiązywanie zagadek medycznych, ale prawda była nieco bardziej szarobura. Niekończące się kolejki pacjentów skutecznie zajmowały grafik mężczyzny, a gdyby tego było mało — godziny ich dyżurów oraz obowiązki często się różniły, przez co najczęściej się mijali. Cedric nie był tym faktem pocieszony, bo naprawdę zależało mu na młodszym bracie. Chciał mu pomagać, a finalnie skończyło się na tym, że podpytywał znajomych o jego progres. Fakt, że mogli spędzić razem przerwę obiadową, był niezwykle przyjemnym zaskoczeniem.
— Wiem, że ostatnimi czasy pracuję więcej, ale mamy problemy z personelem. Nie chcę zostawić tych wszystkich chorych na lodzie — odparł, próbując się jakoś wytłumaczyć. Do tej pory przez myśl mu nie przyszło, że Cameron może być na niego zły, przynajmniej z tego powodu. — Dzisiaj kończymy o tej samej godzinie, także możemy nawet wrócić razem do domu. No ale, póki siedzimy tutaj. Jak tam pracowanie pod Florence? Słyszałem, że daje Wam mały wycisk? — dodał jeszcze, obrzucając go troskliwym spojrzeniem.
Początkowo zakładał, że ich rozmowa skupi się na pracy. Nie wiedział jeszcze wtedy, w jak dużym był błędzie. Tyle dobrego, że nie chodziło o nic złego. Zaręczyny? Wiedział, że dobrze im się układa, ale taki krok brzmiał poważnie, nawet bardzo. Cieszył się szczęściem brata, ale do tej pory traktował go chyba jak dziecko, co nagle gwałtownie się zmieniło. Cameron dawno temu przestał być dzieckiem. Był ambitnym stażystą w Szpitalu Świętego Munga, a gdyby tego, Heather Wood była jego narzeczoną. Tak, to zdecydowanie były pozytywne wiadomości.
— Coś tam mówiłeś? Jeśli mama dowie się o tym z gazet, urwie ci głowę. Sugeruję przegadać z nią temat jeszcze dzisiaj wieczorem, najlepiej z Heather. Będzie przeszczęśliwa. Z minusów, pewnie zacznie od razu planować Wasze wesele — Pokręcił lekko głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. W końcu wydarzyło się coś, co skutecznie oderwało go od myślenia o tym, co zaszło kilka dni temu. Felerny wyjazd nad jezioro z Vior. Dalej nie potrafił w pełni zrozumieć rzeczy, do których tam doszło. Czyżby za bardzo się starał? Był nachalny? Co, jeśli pomyślała, że chciał ją po prosty wykorzystać? Każda z tych opcji wiązała nieprzyjemny supeł w jego żołądku.
Nie skomentował wzmianki o zemdleniu. Chyba dlatego, że sam zachowałby się pewnie identycznie. — Oświadczasz się młodym damom na imprezach dla dzianych ludzi? Czy Ty na pewno jesteś moim bratem? Nie poznaję cię — zaśmiał się, po czym lekko rozczochrał włosy Camerona. Tak, miło było oderwać się od ponurej rzeczywistości, a z nikim nie wychodziło to tak dobrze, jak z rodziną.
Zaraz jednak spoważniał, widząc że temat robi się nieco bardziej poważny. Był chyba najgorszą opcją, jeśli chodziło o rady życiowe, ale nie chciał go zostawić na lodzie, zwłaszcza w takim momencie. — Może i żyję dłużej, ale w relacjach damsko-męskich zdecydowanie ze mną wygrywasz — zażartował, mając nadzieję, że dzięki temu nieco rozluźni atmosferę. — Słuchaj. To, że nie dałeś jej złotej biżuterii z gigantycznym brylantem nic nie znaczy. To tylko gest. Liczy się to, co idzie za nim. Heather wie, że ją kochasz i czuje dokładnie to samo — Mówiąc to, przysunął się nieco do brata, podsuwając mu nieruszoną szklankę gorącej czekolady. — Co pary robią dalej? W teorii kolejnym etapem jest ślub, ale myślę, że z tym możecie jeszcze chwilę poczekać. Możecie być narzeczeństwem przez jakiś czas, okey? Oswój się w tej nowej roli, ułóż myśli. Liczy się to, co masz tutaj — dokończył, palcem wskazując klatkę piersiową brata. — Co podpowiada ci serce?
— Wiem, że ostatnimi czasy pracuję więcej, ale mamy problemy z personelem. Nie chcę zostawić tych wszystkich chorych na lodzie — odparł, próbując się jakoś wytłumaczyć. Do tej pory przez myśl mu nie przyszło, że Cameron może być na niego zły, przynajmniej z tego powodu. — Dzisiaj kończymy o tej samej godzinie, także możemy nawet wrócić razem do domu. No ale, póki siedzimy tutaj. Jak tam pracowanie pod Florence? Słyszałem, że daje Wam mały wycisk? — dodał jeszcze, obrzucając go troskliwym spojrzeniem.
Początkowo zakładał, że ich rozmowa skupi się na pracy. Nie wiedział jeszcze wtedy, w jak dużym był błędzie. Tyle dobrego, że nie chodziło o nic złego. Zaręczyny? Wiedział, że dobrze im się układa, ale taki krok brzmiał poważnie, nawet bardzo. Cieszył się szczęściem brata, ale do tej pory traktował go chyba jak dziecko, co nagle gwałtownie się zmieniło. Cameron dawno temu przestał być dzieckiem. Był ambitnym stażystą w Szpitalu Świętego Munga, a gdyby tego, Heather Wood była jego narzeczoną. Tak, to zdecydowanie były pozytywne wiadomości.
— Coś tam mówiłeś? Jeśli mama dowie się o tym z gazet, urwie ci głowę. Sugeruję przegadać z nią temat jeszcze dzisiaj wieczorem, najlepiej z Heather. Będzie przeszczęśliwa. Z minusów, pewnie zacznie od razu planować Wasze wesele — Pokręcił lekko głową, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. W końcu wydarzyło się coś, co skutecznie oderwało go od myślenia o tym, co zaszło kilka dni temu. Felerny wyjazd nad jezioro z Vior. Dalej nie potrafił w pełni zrozumieć rzeczy, do których tam doszło. Czyżby za bardzo się starał? Był nachalny? Co, jeśli pomyślała, że chciał ją po prosty wykorzystać? Każda z tych opcji wiązała nieprzyjemny supeł w jego żołądku.
Nie skomentował wzmianki o zemdleniu. Chyba dlatego, że sam zachowałby się pewnie identycznie. — Oświadczasz się młodym damom na imprezach dla dzianych ludzi? Czy Ty na pewno jesteś moim bratem? Nie poznaję cię — zaśmiał się, po czym lekko rozczochrał włosy Camerona. Tak, miło było oderwać się od ponurej rzeczywistości, a z nikim nie wychodziło to tak dobrze, jak z rodziną.
Zaraz jednak spoważniał, widząc że temat robi się nieco bardziej poważny. Był chyba najgorszą opcją, jeśli chodziło o rady życiowe, ale nie chciał go zostawić na lodzie, zwłaszcza w takim momencie. — Może i żyję dłużej, ale w relacjach damsko-męskich zdecydowanie ze mną wygrywasz — zażartował, mając nadzieję, że dzięki temu nieco rozluźni atmosferę. — Słuchaj. To, że nie dałeś jej złotej biżuterii z gigantycznym brylantem nic nie znaczy. To tylko gest. Liczy się to, co idzie za nim. Heather wie, że ją kochasz i czuje dokładnie to samo — Mówiąc to, przysunął się nieco do brata, podsuwając mu nieruszoną szklankę gorącej czekolady. — Co pary robią dalej? W teorii kolejnym etapem jest ślub, ale myślę, że z tym możecie jeszcze chwilę poczekać. Możecie być narzeczeństwem przez jakiś czas, okey? Oswój się w tej nowej roli, ułóż myśli. Liczy się to, co masz tutaj — dokończył, palcem wskazując klatkę piersiową brata. — Co podpowiada ci serce?