29.12.2022, 17:48 ✶
Czy bankiety nie odbywały się właśnie po to, by sprawdzić, kto pasował do towarzystwa? Kto potrafił przybrać maskę ułożonego i potrafiącego zachować się wśród tych wyższych rangą, a kto odstawał, zbyt bezczelny na to, aby pozwolić sobie na rozmowy pełne fałszywych chichotów i jeszcze bardziej zakłamanych słów? Pod fasadą różu, falbanek i wymyślnych drinków knuło się między sobą przeciwko innym, szukając wpływów i koneksji. Za dzieciaka takie bale były spełnieniem marzeń rodem z baśni, w dorosłości zwykłą polityką i utrzymaniem relacji z podobnymi sobie.
- Nie zależy mi na twoim zaufaniu – przyznał, podświadomie drapiąc się po brodzie, gdy się zastanawiał. – Właściwie nie wiem, na czym mi zależy. Na pewno nie na poznaniu imienia twojej matki, choć znając wasze możliwości, pewnie jest Meropą albo inną Asterope – ciągnął jeszcze, kojarząc nazewnictwo, ale nie do końca pewien z czym. Chyba z Plejadami. Swoją drogą dość dziwnym było, że podczas astronomii zamiast gwiazd widział twarze szkolnych kolegów, gdy nauczyciel wymieniał im coraz to kolejne konstelacje. – Ale twoje chyba nie jest gwiazdą, prawda? – zmrużył oczy, przyglądając jej się z większą uwagą, niż to wymagało. W tym momencie nawet się zaintrygował zagadką, której rozwiązania nie znał. Skąd takie imię i czemu wyróżniało się na tle pozostałych? Czarna owca rodziny? To byłoby nawet zabawne.
- Aż strach się dowiedzieć, jaka jesteś w tym psim nastroju – mruknął i pociągnął kolejny łyk ze szklanki, przyjemnie palący w gardle i pozostawiający posmak na języku. – Jeśli masz mi pluć do szklanki, zależy, co jadłaś.
Jeszcze by mu zepsuła gamę smakową drinka, a na to nie mógł jej pozwolić. Samą śliną się nie przejmował, nie sądził, by w tym miejscu w ogóle myli szklanki. Cholera wie, kto wcześniej dotykał ją ustami. Może nawet by się wzdrygnął, ale było mu tak bardzo wszystko jedno. Zwłaszcza że rzeczywiście udało mu się znaleźć rozrywkę w tej kobiecie, która pragnęła być przerażająca, ale tylko zwracała tym na siebie większą uwagę.
- Na to jestem chyba zbyt trzeźwy, ale przynajmniej odpowiedziałaś mi na pytanie, że stałaby mi się zbyt wielka krzywda, skoro tak chętnie chcesz eksperymentować – zauważył. – Zresztą, obie ręce przydadzą mi się do pracy, nie będę zatem ryzykował.
Może jednak istniały w nim jakieś granice, które nie pozwalały się przekroczyć? Kiedyś mu się wydawało, że w imię nauki mógłby sobie zrobić krzywdę, ale teraz… Nie był taki pewien, choć sama porywczość pchała go w kłopoty. Mógł mieć tylko nadzieję, że nie upije się na tyle, by zasnąć na tym barze i by Lycoris Black miała szansę zatopić go w formalinie.
- Nie zależy mi na twoim zaufaniu – przyznał, podświadomie drapiąc się po brodzie, gdy się zastanawiał. – Właściwie nie wiem, na czym mi zależy. Na pewno nie na poznaniu imienia twojej matki, choć znając wasze możliwości, pewnie jest Meropą albo inną Asterope – ciągnął jeszcze, kojarząc nazewnictwo, ale nie do końca pewien z czym. Chyba z Plejadami. Swoją drogą dość dziwnym było, że podczas astronomii zamiast gwiazd widział twarze szkolnych kolegów, gdy nauczyciel wymieniał im coraz to kolejne konstelacje. – Ale twoje chyba nie jest gwiazdą, prawda? – zmrużył oczy, przyglądając jej się z większą uwagą, niż to wymagało. W tym momencie nawet się zaintrygował zagadką, której rozwiązania nie znał. Skąd takie imię i czemu wyróżniało się na tle pozostałych? Czarna owca rodziny? To byłoby nawet zabawne.
- Aż strach się dowiedzieć, jaka jesteś w tym psim nastroju – mruknął i pociągnął kolejny łyk ze szklanki, przyjemnie palący w gardle i pozostawiający posmak na języku. – Jeśli masz mi pluć do szklanki, zależy, co jadłaś.
Jeszcze by mu zepsuła gamę smakową drinka, a na to nie mógł jej pozwolić. Samą śliną się nie przejmował, nie sądził, by w tym miejscu w ogóle myli szklanki. Cholera wie, kto wcześniej dotykał ją ustami. Może nawet by się wzdrygnął, ale było mu tak bardzo wszystko jedno. Zwłaszcza że rzeczywiście udało mu się znaleźć rozrywkę w tej kobiecie, która pragnęła być przerażająca, ale tylko zwracała tym na siebie większą uwagę.
- Na to jestem chyba zbyt trzeźwy, ale przynajmniej odpowiedziałaś mi na pytanie, że stałaby mi się zbyt wielka krzywda, skoro tak chętnie chcesz eksperymentować – zauważył. – Zresztą, obie ręce przydadzą mi się do pracy, nie będę zatem ryzykował.
Może jednak istniały w nim jakieś granice, które nie pozwalały się przekroczyć? Kiedyś mu się wydawało, że w imię nauki mógłby sobie zrobić krzywdę, ale teraz… Nie był taki pewien, choć sama porywczość pchała go w kłopoty. Mógł mieć tylko nadzieję, że nie upije się na tyle, by zasnąć na tym barze i by Lycoris Black miała szansę zatopić go w formalinie.