Stanley, a raczej Matthew - ponieważ to on aktualnie tutaj siedział, a przynajmniej tak długo jak nie każą zdjąć mu tej śmiesznej maski, aby później nie był w stanie spojrzeć własnemu ojcowi w oczy czy chociażby Lorraine - siedział i słuchał dalej. Zastanawiał się jednak nad jednym, jak wszystko musiało pójść nie tak, aby miał zepsuć swoją opinię z "tajniaka z Ministerstwa" do "kogoś kto chodzi na randki w ciemno" u Malfoy. Może jeszcze miałaby uwierzyć w to, że Atreus go na to zapisał? Bez szans. Już lepiej było dać się złapać tej Brennie, aby odstawiła go do Azkabanu. Mogliby się chociaż pośmiać i powspominać stare czasy, a Longbottom to chociaż zawsze patrzyła na niego z tą samą nienawiścią co zawsze.
- To prawda. Akurat miał idealną możliwość, aby sobie pozwolić na nieco więcej, niż zazwyczaj - zgodził się z kandydatką numer jeden - Nie mniej jednak bardzo ciekawa odpowiedź i sugestia, że mogłyby się z Tobą zanudzić. Jeżeli weźmiemy pod uwagę pozostałe odpowiedzi, które sugerowały, że jednak jest bardziej wybuchowo, niż można było się tego spodziewać - westchnął - Może być ciężko znaleźć coś poważniejszego w dłuższym rozrachunku, ponieważ raczej większość nas - czarodziejów - pragnie kiedyś założyć rodziny i mieć dzieci, czyż nie? - dodał, zadając retoryczne pytanie na sam koniec. W końcu oni - czystokrwiści czarodzieje o jedynie słusznych poglądach - musieli dbać o dobro i przyszłość magicznego świata. Jak inaczej mieli o to zadbać, niż poprzez zapewnienie odpowiedniej ilości potomstwa, a następnie poprawne ich wychowanie? Przysposobienie pewnych zasad? Nauczenia tego jak świat powinien działać?
Stanleya może i jeszcze nie ciągnęło jakoś szczególnie w tym kierunku, ale Merlin jeden wiedział kiedy miało go dopaść obciążenie genetyczne ze strony jego dwóch rodzin, tj. Borginów i Mulciberów. Nie miał pojęcia czy któregoś dnia się nie obudzi rano i stwierdzi, że musi zacząć robić świeczki albo chodzić w golfie, a trzeba było przyznać, że już zdarzało mu się przestawiać książki, aby te były w idealnym porządku... Ah ta Robertowa krew.
Może jednak powiedział trochę za dużo w odniesieniu do kandydatki numer jeden? Może traktował ją zbyt ostro w porównaniu do innych dam? Cóż - tak bywa, a życie przecież nie jest usłane różami i ciągle kolorowe. Borgin mógł to podsumować jednym zdaniem - trudne się wylosowało, że akurat trafiło na niego w kwestii wyboru.
- Proszę bardzo. Nie dosyć, że emanujesz chęcią życia i pełnią energii, to jeszcze potrafisz dochować tajemnicy. W końcu niewinnym jest się tak długo, jak nie przedstawią odpowiednich dowodów? - odpowiedział na słowa kandydatki numer dwa. Tutaj ewidentnie był przykład "sztywnej mordeczki" i należało to "spropsować", ponieważ coraz mniej było prawilnych dziewczyn na tym świecie. Stanley przecież też się nie przyznawał do winy, a to urojenie tej całej Harper Moody, że jakaś Poppy się rozjebała na psiarskich, to była jedna, wielka próba wrobienia Borgina w przekręt stulecia.
- Rozumiem. Czyli to wszystko wina kuzyna bez którego jesteś niewinną istotą. Wszystko jasne - przyznał - A Twoja energia po prostu narasta wraz z tym jak udziela się innym osobom na sali czy w Twoim towarzystwie. Bardzo ciekawe - skwitował, bo nie miał nad czym więcej się rozwodzić. Słowa o drzemce to pewnie była podpucha, aby jej przypadkiem nie wziąć za jakąś słoneczną wampirzycę czy coś w ten deseń. Coś takiego było w ogóle możliwe? Nie wiedział, ale ilość chęci do życia, która z niej emanowała, sugerowało, że miało to prawo bytu w magicznym Londynie.
Kandydatka numer trzy u której to odpowiedź ojca zrobiła chyba największą furorę na całej sali. Czy Stanley mógł przyznać jakieś punkty stylu dla rodzica, ów kandydatki? Chyba powinien był spróbować w ogólnym rozrachunku, ponieważ należało się jakaś nagroda od publiczności czy coś podobnego.
- Wszystko jasne. Ojciec zapracowany, więc zapomniał o jednym czy drugim fakcie... - wzruszył ramionami - Czy tym, że córka jest już pełnoletnia... Ale skoro nie mamy problemu z Twoim wiekiem, to nie pozostaje nic innego jak życzyć samych sukcesów zawodowych, a ojciec na pewno będzie dumny. W końcu czy istnieje większy powód do dumy, niż samodzielne pociechy, które dodatkowo osiągają sukcesy zawodowe? - dodał od siebie, chcąc odrobinę wybrnąć ze swojego poprzedniego pytania, które może było trochę nieodpowiednie? Cóż - podobnie jak z kwestią kandydatki numer jeden - życie.
Po komentarzu na te wszystkie odpowiedzi od kandydatek, zaczął się zastanawiać czy można tutaj sięgnąć po papierosa. Raczek nieboraczek dawał się już Stanleyowi we znaki. Ciągnął go za płuco i nawoływał - "daj mi jeść". Niestety musiał jeszcze trochę poczekać.[/i]
[a] - Oczywiście, że tak. Taką mieliśmy umowę, czyż nie? - odparł retorycznie w kierunku prowadzącej - Na ten moment określiłbym to jako remis pomiędzy kandydatką numer dwa, a kandydatką numer trzy. Za tą serię pytań i odpowiedzi przyznałem punkt dla damy z numerem dwa, ponieważ moim zdaniem najbardziej zasługiwała na to - zwilżył odrobinę usta - No chyba, że możemy dać jakieś punkty stylu czy nagrodę publiczności, to prosiłbym o przekazanie jej dla ojca kandydatki numer trzy. Uważam, że zasłużył na takie wyróżnienie w dniu dzisiejszym - zaśmiał się pod nosem. Nie zmieniało to faktu, że ładnie poleciał odnośnie własnej córki.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972