01.06.2024, 23:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.06.2024, 23:29 przez Florence Bulstrode.)
Stoisko Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber
Oczywiście, że ludziom się nie podobało to co się stało, a rozbicie komuś świeczki - kutasa na głowie zrobiło z pewnością w oczach wielu z Atreusa kretyna bardziej niż z jego ofiary. W tej chwili jednak ta ofiara dzielnie to nadrabiała, stając i wygłaszając przemowę, gdy dwóch aurorów trzymało bijących się już na poważnie furiatów, a uzdrowiciele rozbiegali na wszystkie strony, by pomagać poszkodowanym, tu zawał, tu magiczny paraliż - jakby poczekanie pięciu minut miało być sprawą życia i śmierci...
Florence w pierwszej chwili ruszyła się w stronę Sophii, która wyglądała na najpoważniej ranną, a Roberta ogarniał już chłopak, którego niedawno przyjęto na oddział, ale na miejsce szybko dotarł też Basilius, a ją zawołał Atreus.
– Sprawdź czy poza paraliżem magicznym nie ma urazu głowy, uderzyła się o stoisko - rzuciła do kuzyna, który stał nieco dalej, gdy do tego doszło, a sama poderwała się i ruszyła w stronę brata, Alastora i Mulcibera, tego drugiego obdarzając skinieniem głowy. Alexandra dość mgliście kojarzyła ze szkoły, gdzie oboje trafili do tego samego Domu i jeżeli nie zwodziła jej pamięć, to sytuacje takie jak ta nie powinny być żadną nowością… Nottowi przez moment miała ochotę głośno oświadczyć, że gdyby trzymał ręce przy sobie tak, jak mu doradzała, nie byłoby problemów, ale uznała, że to mogłoby zranić Laurenta. Zignorowała więc go kompletnie.
Gdzieś w tle wciąż słychać było krzyki Mulciberów, przerywano występ dzieci, ale teraz najważniejsi byli pacjenci.
Najpierw upewniła się, czy Alexander nie próbuje dalej bić pięściami powietrza i aurorzy są w stanie go przed napaścią na nią powstrzymać - naprawdę nie zamierzała udzielać pomocy medycznej, gdy pacjent mógłby ją znokautować – i jeśli nic nie wskazywało na to, że dostanie prawym sierpowym, stanęła przed nim, wyciągając różdżkę, by zaświecić mu w oczy i sprawdzić reakcję źrenic. Spojrzeniem przesunęła też po twarzy i głowie, sprawdzając, gdzie ten został uderzony i czy nie widać jakichś złamań albo innych poważnych obrażeń.
- Wstrząśnienie mózgu. Trzeba zaaplikować podstawowy eliksir leczący, ale i tak powinien unikać nadmiaru bodźców, gwałtownych ruchów i wypoczywać, a na pewno nie zostawać na Lammas - powiedziała, wstępną diagnozę opierając na tym, jakie dźwięki wydobywały się z ust Alexandra Mulcibera. A potem... dość nagle wykonała krok w bok.
Oczywiście, że ludziom się nie podobało to co się stało, a rozbicie komuś świeczki - kutasa na głowie zrobiło z pewnością w oczach wielu z Atreusa kretyna bardziej niż z jego ofiary. W tej chwili jednak ta ofiara dzielnie to nadrabiała, stając i wygłaszając przemowę, gdy dwóch aurorów trzymało bijących się już na poważnie furiatów, a uzdrowiciele rozbiegali na wszystkie strony, by pomagać poszkodowanym, tu zawał, tu magiczny paraliż - jakby poczekanie pięciu minut miało być sprawą życia i śmierci...
Florence w pierwszej chwili ruszyła się w stronę Sophii, która wyglądała na najpoważniej ranną, a Roberta ogarniał już chłopak, którego niedawno przyjęto na oddział, ale na miejsce szybko dotarł też Basilius, a ją zawołał Atreus.
– Sprawdź czy poza paraliżem magicznym nie ma urazu głowy, uderzyła się o stoisko - rzuciła do kuzyna, który stał nieco dalej, gdy do tego doszło, a sama poderwała się i ruszyła w stronę brata, Alastora i Mulcibera, tego drugiego obdarzając skinieniem głowy. Alexandra dość mgliście kojarzyła ze szkoły, gdzie oboje trafili do tego samego Domu i jeżeli nie zwodziła jej pamięć, to sytuacje takie jak ta nie powinny być żadną nowością… Nottowi przez moment miała ochotę głośno oświadczyć, że gdyby trzymał ręce przy sobie tak, jak mu doradzała, nie byłoby problemów, ale uznała, że to mogłoby zranić Laurenta. Zignorowała więc go kompletnie.
Gdzieś w tle wciąż słychać było krzyki Mulciberów, przerywano występ dzieci, ale teraz najważniejsi byli pacjenci.
Najpierw upewniła się, czy Alexander nie próbuje dalej bić pięściami powietrza i aurorzy są w stanie go przed napaścią na nią powstrzymać - naprawdę nie zamierzała udzielać pomocy medycznej, gdy pacjent mógłby ją znokautować – i jeśli nic nie wskazywało na to, że dostanie prawym sierpowym, stanęła przed nim, wyciągając różdżkę, by zaświecić mu w oczy i sprawdzić reakcję źrenic. Spojrzeniem przesunęła też po twarzy i głowie, sprawdzając, gdzie ten został uderzony i czy nie widać jakichś złamań albo innych poważnych obrażeń.
- Wstrząśnienie mózgu. Trzeba zaaplikować podstawowy eliksir leczący, ale i tak powinien unikać nadmiaru bodźców, gwałtownych ruchów i wypoczywać, a na pewno nie zostawać na Lammas - powiedziała, wstępną diagnozę opierając na tym, jakie dźwięki wydobywały się z ust Alexandra Mulcibera. A potem... dość nagle wykonała krok w bok.