Nie był jedynie za silny na rękę Bletchleya - był też za szybki na reakcję faceta, na którego rzucił się z całym swoim impetem, żeby powalić go na ziemię i wykrzywić mu rękę. Nie zarejestrował nawet tego, że pistolet wysunął mu się z dłoni sam - bo i tak zamierzał napieprzać w nią teraz do skutku, najwyraźniej nie zważając na zagrożenie własnego życia. Kopnął go jedynie dalej, żeby nie dało się z tego miejsca do niego sięgnąć. Przycisnął go do ścieżki prowadzącej na drewniany podest, przejechał mu mordą po trawniku i siłował się z nim, dosadnie dając mu do zrozumienia, że nawet mimo krzepy i jakiegoś tam obycia w zastosowaniu własnej siły, nie miał szans z cholernym akrobatą, który trzymał go w pozycji poziomej i nie dawał za wygraną.
Oczywiście, że chciałby mu przypierdolić. Normalnie nie powstrzymywał się przed klepaniem typów, którzy sobie na to w pełni zasłużyli, dopadał ich szybciej niż karma za chujostwo jakiego się dopuszczali, ale... No właśnie - dlaczego był aż tak zły? Bo Cain przed chwilą był szczęśliwy i się uśmiechał, a teraz nie dość, że nie będzie się uśmiechał, to jeszcze to mógł być jego ostatni taniec z chłopakiem w życiu - on miał ochotę tego człowieka przywiązać łańcuchami do auta i przeciągnąć po jezdni aż do samego Londynu. No ale właśnie - Cain. Cain się na niego teraz gapił z tego tłumu i jakby mu teraz przypieprzył, to... Ah, kurwa.
Walcząc z tym jak koleś się szarpał, wygiął mu tę rękę tak, żeby bolało bardziej. Ktoś się najwyraźniej tymi jękami, co napastnik z siebie wydusił, przejął aż za bardzo, bo ostatecznie od niego tego Flynna odciągnęli, a on z frustracji splunął na trawnik, w wyobraźni ubierając tę kępę trawy w rysy napastnika. Nikt nie wiedział, co zrobić z tą bronią leżącą na trawniku i w pierwszej chwili miał taki odruch - żeby tam pójść, podnieść to, wysypać zawartość magazynka i upewnić się, że nikomu nic się już tutaj nie przytrafi, ale kim on kurwa był, żeby się tutaj rządzić. Żeby tego dotykać, żeby zapisywać się w tę scenę jeszcze mocniej i wyraziściej.
Przesunął się na kilka kroków. Rzucił spojrzenie na tę pannę młodą ryczącą wniebogłosy i wcale jej się kurwa nie dziwił. Gdyby ta kula przeszyła gardło Bletchleya to żadne z nich by z tych wakacji nie wróciło. Przepchany łokciami przez ludzi, którzy nagle chcieli pomóc, zadawali pytania, ruszali do robienia czegokolwiek innego niż gapienie się z daleka, Flynn się zawiesił. Stał tak w bezruchu, obok filaru wspierającego drewniany daszek i milczał. Nie płakał, nie uśmiechał się, nie miał też miny bez wyrazu. Ani to smutek, ani rozczarowanie. Podkrążone oczy i bezradny wyraz twarzy sugerował, że był... zmęczony.
Strach przyszedł dopiero później. Co mogło człowieka skłonić do takiego zachowania? Do zniszczenia komuś najpiękniejszego dnia w życiu? Zazdrość o to, że twój ukochany kończył w objęciach kogoś innego. Zakrył usta dłonią, odsunął się jeszcze na krok, wpadając na ten filar i zaczął szukać wzrokiem Caina.
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Oczywiście, że chciałby mu przypierdolić. Normalnie nie powstrzymywał się przed klepaniem typów, którzy sobie na to w pełni zasłużyli, dopadał ich szybciej niż karma za chujostwo jakiego się dopuszczali, ale... No właśnie - dlaczego był aż tak zły? Bo Cain przed chwilą był szczęśliwy i się uśmiechał, a teraz nie dość, że nie będzie się uśmiechał, to jeszcze to mógł być jego ostatni taniec z chłopakiem w życiu - on miał ochotę tego człowieka przywiązać łańcuchami do auta i przeciągnąć po jezdni aż do samego Londynu. No ale właśnie - Cain. Cain się na niego teraz gapił z tego tłumu i jakby mu teraz przypieprzył, to... Ah, kurwa.
Walcząc z tym jak koleś się szarpał, wygiął mu tę rękę tak, żeby bolało bardziej. Ktoś się najwyraźniej tymi jękami, co napastnik z siebie wydusił, przejął aż za bardzo, bo ostatecznie od niego tego Flynna odciągnęli, a on z frustracji splunął na trawnik, w wyobraźni ubierając tę kępę trawy w rysy napastnika. Nikt nie wiedział, co zrobić z tą bronią leżącą na trawniku i w pierwszej chwili miał taki odruch - żeby tam pójść, podnieść to, wysypać zawartość magazynka i upewnić się, że nikomu nic się już tutaj nie przytrafi, ale kim on kurwa był, żeby się tutaj rządzić. Żeby tego dotykać, żeby zapisywać się w tę scenę jeszcze mocniej i wyraziściej.
Przesunął się na kilka kroków. Rzucił spojrzenie na tę pannę młodą ryczącą wniebogłosy i wcale jej się kurwa nie dziwił. Gdyby ta kula przeszyła gardło Bletchleya to żadne z nich by z tych wakacji nie wróciło. Przepchany łokciami przez ludzi, którzy nagle chcieli pomóc, zadawali pytania, ruszali do robienia czegokolwiek innego niż gapienie się z daleka, Flynn się zawiesił. Stał tak w bezruchu, obok filaru wspierającego drewniany daszek i milczał. Nie płakał, nie uśmiechał się, nie miał też miny bez wyrazu. Ani to smutek, ani rozczarowanie. Podkrążone oczy i bezradny wyraz twarzy sugerował, że był... zmęczony.
Strach przyszedł dopiero później. Co mogło człowieka skłonić do takiego zachowania? Do zniszczenia komuś najpiękniejszego dnia w życiu? Zazdrość o to, że twój ukochany kończył w objęciach kogoś innego. Zakrył usta dłonią, odsunął się jeszcze na krok, wpadając na ten filar i zaczął szukać wzrokiem Caina.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.