29.12.2022, 18:39 ✶
- Uważaj, bo na nieznanych wodach łatwo popłynąć z prądem – zażartował, choć nawet nie miał pewności, czy była to prawda. Nie znał się na tych wszystkich rzecznych i morskich tematach. Zazwyczaj wymyślał na bieżąco, bawiąc się słowotwórstwem: jak z tym zwodnikiem. Swoją drogą całkiem zmyślnie trafił, wabiony jasnym światłem, mamiony słodkim głosem. A teraz stał w objęciach tego swojego wyimaginowanego demona, ciesząc się na każde słowo, które wychodziło z jego ust. Chyba uśmiechał się całym ciałem, o ile coś takiego było rzeczywiście możliwe. Czuł ciepło na skórze w każdym miejscu, którego dotknął Castiel; jakby zostawiał za sobą iskry. A mimo to, pomimo wszystkich tych zdań, pełnego pożądania uśmiechu i uwodzicielskiego dotyku wciąż czuł dziwną niepewność, że to nie było prawdziwe. I że nie powinni, dlatego szybko się skończy. Ten strach był tak boleśnie nieznośny, że gdyby tylko mógł, zapakowałby go do worka i wepchnął głęboko do jeziora. Najlepiej przywiązany do tej kotwicy kwitnącej w rogu pokoju Flinta. Chyba ona najbardziej utkwiła mu w głowie, zaraz za morzem namalowanym nad ich głowami. Unosić się na morzu, pływać w odmętach nieba. Tak właśnie się czuł w jego towarzystwie, dowiadując o tym, że nawet z pozoru niemożliwe rzeczy mogły się ziścić. Dlaczego więc wciąż ogarniał go lęk? Podświadomość podsuwała trudne tematy?
- Nie – urwał mu szybko i stanowczo, by nie mógł zagłębić się w pomysł tego, że w ogóle spróbowałby żałować. Nie miał czego. Wręcz powinien mu dziękować za tę śmiałość.
Zakrył twarz dłońmi i jęknął w nie przeciągle, jeszcze bardziej zażenowany faktem, że Castiel wyczytał cokolwiek z wyrazu jego twarzy. Czuł się jak zawstydzony dzieciak i przez to jeszcze bardziej się tak zachowywał, nieprzywykły do tego, że ktokolwiek mógł patrzeć na niego w ten sposób. Spojrzał spomiędzy palców na niepewną minę Flinta, a żołądek wykręcił mu się na myśl, że przez jego głupie zachowanie mógł mu namieszać w głowie sprzecznymi sygnałami.
- To po prostu… coś nowego. I nie do końca wiem, co o tym myśleć – powiedział w końcu, odsuwając dłonie od twarzy i wyciągając je w kierunku Castiela, by przyciągnąć go siebie. Wtulił się w niego, wciskając nos w zagłębienie jego szyi i wdychając jego zapach. – Ale mi się to podoba. I ciągnie mnie do ciebie, tak cholernie mocno – wymruczał jeszcze, zaczepiając ustami skrawek jego skóry. Czuł pod wargami, jak przyspiesza mu tętno. – Wiesz, chyba zawsze cię trochę podziwiałem, nawet kiedy mnie nie zauważałeś.
Czy on mu się właśnie przyznał do tego na głos? Chociaż sam doszedł do tego wniosku o wiele za późno, lustrując swoje wspomnienia z zupełnie innej perspektywy w ciągu tych długich nocy, gdy nie nadchodził sen.
Co ty ze mną robisz? Co Castiel robił z nim! Przesunął dłoń z jego pleców na bok i zaraz potem na brzuch, wodząc palcami to w górę to w dół. Próbował przywrócić w sobie tę pewność siebie, którą miał wtedy w jeziorze i tutaj w tej kanciapie, gdy rzucił się na niego z pocałunkiem. Przyssał się do jego szyi, zostawiając po sobie zaczerwieniony, lekko wilgotny ślad. Za bardzo go kusiło, zbyt mocno chciał bliskości.
- Nie – urwał mu szybko i stanowczo, by nie mógł zagłębić się w pomysł tego, że w ogóle spróbowałby żałować. Nie miał czego. Wręcz powinien mu dziękować za tę śmiałość.
Zakrył twarz dłońmi i jęknął w nie przeciągle, jeszcze bardziej zażenowany faktem, że Castiel wyczytał cokolwiek z wyrazu jego twarzy. Czuł się jak zawstydzony dzieciak i przez to jeszcze bardziej się tak zachowywał, nieprzywykły do tego, że ktokolwiek mógł patrzeć na niego w ten sposób. Spojrzał spomiędzy palców na niepewną minę Flinta, a żołądek wykręcił mu się na myśl, że przez jego głupie zachowanie mógł mu namieszać w głowie sprzecznymi sygnałami.
- To po prostu… coś nowego. I nie do końca wiem, co o tym myśleć – powiedział w końcu, odsuwając dłonie od twarzy i wyciągając je w kierunku Castiela, by przyciągnąć go siebie. Wtulił się w niego, wciskając nos w zagłębienie jego szyi i wdychając jego zapach. – Ale mi się to podoba. I ciągnie mnie do ciebie, tak cholernie mocno – wymruczał jeszcze, zaczepiając ustami skrawek jego skóry. Czuł pod wargami, jak przyspiesza mu tętno. – Wiesz, chyba zawsze cię trochę podziwiałem, nawet kiedy mnie nie zauważałeś.
Czy on mu się właśnie przyznał do tego na głos? Chociaż sam doszedł do tego wniosku o wiele za późno, lustrując swoje wspomnienia z zupełnie innej perspektywy w ciągu tych długich nocy, gdy nie nadchodził sen.
Co ty ze mną robisz? Co Castiel robił z nim! Przesunął dłoń z jego pleców na bok i zaraz potem na brzuch, wodząc palcami to w górę to w dół. Próbował przywrócić w sobie tę pewność siebie, którą miał wtedy w jeziorze i tutaj w tej kanciapie, gdy rzucił się na niego z pocałunkiem. Przyssał się do jego szyi, zostawiając po sobie zaczerwieniony, lekko wilgotny ślad. Za bardzo go kusiło, zbyt mocno chciał bliskości.