01.06.2024, 23:57 ✶
Upiła wina słuchając wyjaśnień na temat tego całego "słońca".
To miało sens, a Mulciberowe dziewczę nie raz nie dwa pokazało, że potrafi poparzyć. Z reguły samą siebie co prawda, ale jednak.
Już miała rzucić jakimś tekstem o tym, że chętnie posłucha oryginału, kiedy… połączyła parę kropek i zamarła z kieliszkiem zawieszonym parę cali nad drewnianym blatem stolika. Trybiki pod nienaganną fryzurą Lorien zaskrzypiały zmuszone do tak poważnego wysiłku.
Chwila.
Moment.
Przecież Robert nie napisał tego listu na kolanie na kwadrans przed wyjściem, prawda? Cała ta korespondencja mogła nawet nie wydarzyć się dzisiaj, kiedy rzeczywiście "byłoby już za późno" - przecież sam wspomniał, że organizatorzy mieli czas go dodatkowo zmodyfikować. A skoro informacja o tajnym uczestnictwie ich małej wiewióreczki wypłynęła na światło dzienne wcześniej… Do całej tej sytuacji nie musiało wcale dojść. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby Sophie, niczym prawdziwa pasierbica rodem z baśni, siedziała teraz zamknięta we własnym pokoju konwersując z myszami i oddzielając proszek fiuu od popiołu.
- Napisałeś list… Wiedziałeś o tym cyrku.- Powiedziała cicho coś co mogło brzmieć jak oczywistość. Nieważne. Ważniejsze było to czego Lorien w tej chwili nie powiedziała na głos.
Pytanie “czemu na to pozwoliłeś?” zawisło między nimi niczym bezgłośne oskarżenie.
Miała mieszane uczucia i to dało się z twarzy czarownicy odczytać jak z otwartej księgi. Pozwalać dziecku popełniać błędy i kazać mu znosić konsekwencje w zaciszu domu - to jedno. Upokarzać je, ryzykując dobrym imieniem całej rodziny jeśli wyjdzie na jaw kim jest “tajemnicza kandydatka nr 3” - to zupełnie inna historia.
Niezależnie od tego czy Robert postanowił jej odpowiedzieć czy nie, pokręciła głową w geście lekkiego niedowierzania.
Ostatecznie odstawiła kieliszek na stół, skupiając się na kolejnym pytaniu. Dlaczego miałaby w ogóle kojarzyć jakiegoś spragnionego miłości, hajsu czy atencji chłopaczka na scenie?
- Naprawdę, nie sądzę, żeby ktokolwiek z naszych przyjaciół zniżał się do poziomu udziału w takiej… zabawie.- Odparła pani “wcale-nie-spędzałam-młodości-w-kasynach” Mulciber, jasno dając do zrozumienia co o tym wszystkim sądzi. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni zresztą tego wieczoru.
Choć z drugiej strony - nie podejrzewałaby o to też Sophie, a jednak! Wróciła na moment myślami do pasierbicy. Na szczęście, wciąż jeszcze istniała szansa że to się nie wyda, a dziewczyna po cichutku wróci do domu. Nie potrzebowali w tym momencie żadnej afery, żadnej wschodzącej gwiazdy londyńskiej sceny randkowej.
Ale nie byłaby sobą, gdyby nie przyjrzała się temu całemu Matthew (czy jak go tam nazywali) nieco uważniej. Z twarzy… No podobny do nikogo w tej swojej bardzo gustownej masce. Ale zaciekawiło ją coś zupełnie innego.
Chłopak gadał i gadał i gadał… I może w tym całym słowotoku o kandydatkach i przyznaniu nagrody publiczności było coś znajomego?
Rzut na percepcję czy zdoła rozpoznać głos Stanley’a - skoro się go całkiem sporo osłuchała w MM…
To miało sens, a Mulciberowe dziewczę nie raz nie dwa pokazało, że potrafi poparzyć. Z reguły samą siebie co prawda, ale jednak.
Już miała rzucić jakimś tekstem o tym, że chętnie posłucha oryginału, kiedy… połączyła parę kropek i zamarła z kieliszkiem zawieszonym parę cali nad drewnianym blatem stolika. Trybiki pod nienaganną fryzurą Lorien zaskrzypiały zmuszone do tak poważnego wysiłku.
Chwila.
Moment.
Przecież Robert nie napisał tego listu na kolanie na kwadrans przed wyjściem, prawda? Cała ta korespondencja mogła nawet nie wydarzyć się dzisiaj, kiedy rzeczywiście "byłoby już za późno" - przecież sam wspomniał, że organizatorzy mieli czas go dodatkowo zmodyfikować. A skoro informacja o tajnym uczestnictwie ich małej wiewióreczki wypłynęła na światło dzienne wcześniej… Do całej tej sytuacji nie musiało wcale dojść. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby Sophie, niczym prawdziwa pasierbica rodem z baśni, siedziała teraz zamknięta we własnym pokoju konwersując z myszami i oddzielając proszek fiuu od popiołu.
- Napisałeś list… Wiedziałeś o tym cyrku.- Powiedziała cicho coś co mogło brzmieć jak oczywistość. Nieważne. Ważniejsze było to czego Lorien w tej chwili nie powiedziała na głos.
Pytanie “czemu na to pozwoliłeś?” zawisło między nimi niczym bezgłośne oskarżenie.
Miała mieszane uczucia i to dało się z twarzy czarownicy odczytać jak z otwartej księgi. Pozwalać dziecku popełniać błędy i kazać mu znosić konsekwencje w zaciszu domu - to jedno. Upokarzać je, ryzykując dobrym imieniem całej rodziny jeśli wyjdzie na jaw kim jest “tajemnicza kandydatka nr 3” - to zupełnie inna historia.
Niezależnie od tego czy Robert postanowił jej odpowiedzieć czy nie, pokręciła głową w geście lekkiego niedowierzania.
Ostatecznie odstawiła kieliszek na stół, skupiając się na kolejnym pytaniu. Dlaczego miałaby w ogóle kojarzyć jakiegoś spragnionego miłości, hajsu czy atencji chłopaczka na scenie?
- Naprawdę, nie sądzę, żeby ktokolwiek z naszych przyjaciół zniżał się do poziomu udziału w takiej… zabawie.- Odparła pani “wcale-nie-spędzałam-młodości-w-kasynach” Mulciber, jasno dając do zrozumienia co o tym wszystkim sądzi. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni zresztą tego wieczoru.
Choć z drugiej strony - nie podejrzewałaby o to też Sophie, a jednak! Wróciła na moment myślami do pasierbicy. Na szczęście, wciąż jeszcze istniała szansa że to się nie wyda, a dziewczyna po cichutku wróci do domu. Nie potrzebowali w tym momencie żadnej afery, żadnej wschodzącej gwiazdy londyńskiej sceny randkowej.
Ale nie byłaby sobą, gdyby nie przyjrzała się temu całemu Matthew (czy jak go tam nazywali) nieco uważniej. Z twarzy… No podobny do nikogo w tej swojej bardzo gustownej masce. Ale zaciekawiło ją coś zupełnie innego.
Chłopak gadał i gadał i gadał… I może w tym całym słowotoku o kandydatkach i przyznaniu nagrody publiczności było coś znajomego?
Rzut na percepcję czy zdoła rozpoznać głos Stanley’a - skoro się go całkiem sporo osłuchała w MM…
Rzut Z 1d100 - 79
Sukces!
Sukces!