02.06.2024, 00:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.06.2024, 00:21 przez Alexander Mulciber.)
Świeczki Mulciberów
Wszystko jest git.
We łbie mu się trochę ćmiło, nie rozumiał, gdzie jest Hades, z którym jeszcze przed chwilą wymieniał ciosy, nie ogarniał kompletnie, co, gdzie i jak ale wydawało mu się, że wszystko jest git, bo jego spojrzenie napotkało twarz zalewającego się krwią Philipa Notta, na co Alex stwierdził, że w sumie, to chuj, warto było: czekał na ten widok od czasu tego żałosnego pojedynku o honor Loretty. Po prawdzie, tak mu się już popierdoliło we łbie, że myślał przez chwilę, że to on, Alexander Mulciber, wyjebał Nottowi gonga na ryj (tak, akurat to, że ktoś okładał Philipa woskowym kutasem doskonale zapisało się w jego pamięci): może to i dobrze, że dostał zaburzeń zdolności poznawczych, bo dzięki temu osiągnął rzadki stan absolutnego pogodzenia się z samym sobą i otaczającym go światem, stał spokojnie, i ani myślał się awanturować.
– Taa – mruknął potwierdzająco w stronę Alastora Moody’ego, nie rozumiejąc tak do końca, o co się go tak właściwie pyta. Nie przepadał za przydługimi rozmowami z przedstawicielami służb. Oni zawsze próbowali człowieka oszukać, mówili: “współpracuj, dobrze na tym wyjdziesz”, a potem wychodziłeś – ale w kajdankach. Julius Mulciber był tego najlepszym przykładem. Alexander nie wiedział, o co się go właśnie oskarżało – miał nadzieję, że nie o molestowanie seksualne, wolałby już być sądzonym za usiłowanie morderstwa woskowym penisem, niż być podejrzanym o jakieś dewiacje – ale postanowił na razie zachować spokój.
Nagle, zalała go światłość: wydawało mu się, że widzi przed sobą twarz matki – jakkolwiek dziwnie rozmytą, halo, mamusiu? – ale zdał sobie sprawę, że Selina ma przecież ciemne oczy, a kobieta, która świeciła sobie różdżką, sprawdzając mu źrenice – jasne. Starał się przybrać możliwie najbardziej neutralny wyraz twarzy, rozpoznając w świetlistej postaci znajomą magimedyczkę, ale kiedy odruchowo zacisnął zęby, poczuł, że ząb mu się chwieje… Zaraz, co? Jaki eliksir leczący, jaki wypoczynek? Nie trzeba, chciał powiedzieć, nawet uniósł rękę w obronnym geście, a może dlatego, że trochę miał problemy z równowagą, i chciał się czegoś złapać, nie trzeba, wszystko jest w najlepszym porządku, i pokręcił gwałtownie głową, zanim zdał sobie sprawę, że popełnił duży błąd postępując wbrew zaleceń lekarki. Zemdliło go jeszcze bardziej.
Zrzygał się prosto na buty Hadesa McKinnona.
Wszystko jest git, pomyślał, ocierając usta. Od razu poczuł się o niebo lepiej.
– Wszystko jest git – stęknął (a przynajmniej taki miał zamiar), próbując oddalić się jak najdalej od całego towarzystwa (jak wyżej).
Wszystko jest git.
We łbie mu się trochę ćmiło, nie rozumiał, gdzie jest Hades, z którym jeszcze przed chwilą wymieniał ciosy, nie ogarniał kompletnie, co, gdzie i jak ale wydawało mu się, że wszystko jest git, bo jego spojrzenie napotkało twarz zalewającego się krwią Philipa Notta, na co Alex stwierdził, że w sumie, to chuj, warto było: czekał na ten widok od czasu tego żałosnego pojedynku o honor Loretty. Po prawdzie, tak mu się już popierdoliło we łbie, że myślał przez chwilę, że to on, Alexander Mulciber, wyjebał Nottowi gonga na ryj (tak, akurat to, że ktoś okładał Philipa woskowym kutasem doskonale zapisało się w jego pamięci): może to i dobrze, że dostał zaburzeń zdolności poznawczych, bo dzięki temu osiągnął rzadki stan absolutnego pogodzenia się z samym sobą i otaczającym go światem, stał spokojnie, i ani myślał się awanturować.
– Taa – mruknął potwierdzająco w stronę Alastora Moody’ego, nie rozumiejąc tak do końca, o co się go tak właściwie pyta. Nie przepadał za przydługimi rozmowami z przedstawicielami służb. Oni zawsze próbowali człowieka oszukać, mówili: “współpracuj, dobrze na tym wyjdziesz”, a potem wychodziłeś – ale w kajdankach. Julius Mulciber był tego najlepszym przykładem. Alexander nie wiedział, o co się go właśnie oskarżało – miał nadzieję, że nie o molestowanie seksualne, wolałby już być sądzonym za usiłowanie morderstwa woskowym penisem, niż być podejrzanym o jakieś dewiacje – ale postanowił na razie zachować spokój.
Nagle, zalała go światłość: wydawało mu się, że widzi przed sobą twarz matki – jakkolwiek dziwnie rozmytą, halo, mamusiu? – ale zdał sobie sprawę, że Selina ma przecież ciemne oczy, a kobieta, która świeciła sobie różdżką, sprawdzając mu źrenice – jasne. Starał się przybrać możliwie najbardziej neutralny wyraz twarzy, rozpoznając w świetlistej postaci znajomą magimedyczkę, ale kiedy odruchowo zacisnął zęby, poczuł, że ząb mu się chwieje… Zaraz, co? Jaki eliksir leczący, jaki wypoczynek? Nie trzeba, chciał powiedzieć, nawet uniósł rękę w obronnym geście, a może dlatego, że trochę miał problemy z równowagą, i chciał się czegoś złapać, nie trzeba, wszystko jest w najlepszym porządku, i pokręcił gwałtownie głową, zanim zdał sobie sprawę, że popełnił duży błąd postępując wbrew zaleceń lekarki. Zemdliło go jeszcze bardziej.
Zrzygał się prosto na buty Hadesa McKinnona.
Wszystko jest git, pomyślał, ocierając usta. Od razu poczuł się o niebo lepiej.
– Wszystko jest git – stęknął (a przynajmniej taki miał zamiar), próbując oddalić się jak najdalej od całego towarzystwa (jak wyżej).
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat