02.06.2024, 00:15 ✶
- Uznałabym, że jesteś bardzo dziwny, gdybyś nie lubił - oświadczyła lekko, posyłając mu uśmiech. Słowa wypowiedziała tylko na wpół serio, bo chociaż sama uwielbiała takie kanapki, to przecież znała kilka wegetarianek i nie próbowała wpychać im mięsa do gardła.
Prawdopodobnie pytanie o status krwi w tej chwili... po prostu utrwaliłoby jej opinię o Mulciberach. Może odpowiedziałaby coś wymijającego, w rodzaju „najgorszy możliwy”, tylko po to, by zobaczyć, w jaki sposób chłopak zareaguje. Wskoczy do wody znowu, bo uratował go ktoś niedostatecznie „czysty”? Pytanie nie padło jednak, Brenna więc ruszyła ku plaży, a ledwo zorientowała się, że chłopak idzie coś wolno i nie patrzy zupełnie na wodę, zwolniła, aby pozostać przy jego boku. Był młody, ranny i omal nie zginął: miał pełne prawo czuć się tutaj niepewnie. Sama zerkała to na niego, upewniając się, że wszystko w porządku, to na wodną powierzchnię, ale nie dostrzegła żadnych oznak, że mordercza istota powróciła. Ciepły wiatr osuszył częściowo skórę, włosy i ubrania, chociaż nie w stu procentach, i choć nie ociekali już, to buty i ciuchy pozostawały trochę wilgotne.
– Twój brat jest medykiem? W takim razie teleportować nas pod aptekę Lupinów, czy dasz radę przenieść się do swojego domu? – spytała, gdy stanęli już na piasku, w pewnym oddaleniu od wody. Zmierzała go trochę sceptycznym spojrzeniem, bo miała pewne obawy, że z takimi ranami i wyraźnie wstrząśnięty niedawnym atakiem, nie zdoła wylądować u celu, albo co gorsza się rozszczepi, ale przecież nie mogła siłą złapać go za rękę, deportować się z nim i zaciągnąć do apteki Lupinów. – Możesz to potem zgłosić do Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, jeśli chcesz.
Może wtedy do cholery coś się w tej sprawie ruszy, skoro ją zupełnie zignorowano.
Prawdopodobnie pytanie o status krwi w tej chwili... po prostu utrwaliłoby jej opinię o Mulciberach. Może odpowiedziałaby coś wymijającego, w rodzaju „najgorszy możliwy”, tylko po to, by zobaczyć, w jaki sposób chłopak zareaguje. Wskoczy do wody znowu, bo uratował go ktoś niedostatecznie „czysty”? Pytanie nie padło jednak, Brenna więc ruszyła ku plaży, a ledwo zorientowała się, że chłopak idzie coś wolno i nie patrzy zupełnie na wodę, zwolniła, aby pozostać przy jego boku. Był młody, ranny i omal nie zginął: miał pełne prawo czuć się tutaj niepewnie. Sama zerkała to na niego, upewniając się, że wszystko w porządku, to na wodną powierzchnię, ale nie dostrzegła żadnych oznak, że mordercza istota powróciła. Ciepły wiatr osuszył częściowo skórę, włosy i ubrania, chociaż nie w stu procentach, i choć nie ociekali już, to buty i ciuchy pozostawały trochę wilgotne.
– Twój brat jest medykiem? W takim razie teleportować nas pod aptekę Lupinów, czy dasz radę przenieść się do swojego domu? – spytała, gdy stanęli już na piasku, w pewnym oddaleniu od wody. Zmierzała go trochę sceptycznym spojrzeniem, bo miała pewne obawy, że z takimi ranami i wyraźnie wstrząśnięty niedawnym atakiem, nie zdoła wylądować u celu, albo co gorsza się rozszczepi, ale przecież nie mogła siłą złapać go za rękę, deportować się z nim i zaciągnąć do apteki Lupinów. – Możesz to potem zgłosić do Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, jeśli chcesz.
Może wtedy do cholery coś się w tej sprawie ruszy, skoro ją zupełnie zignorowano.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.