02.06.2024, 01:41 ✶
— Żółty. Pstrokaty. I to mocno — poinformował Longbottom, krzywiąc się lekko.
Biel i neonowa żółć - to połączenie było wyjątkowo paskudne. Z drugiej strony aktorzy musieli się jakoś wyróżnić na scenie. Dlatego stroje przywdziewane na scenie tak różniły się od mody z prawdziwego świata. Czasem trzeba było przesadzić, aby ludzie cię zapamiętali.
— W niektórych kwestiach, owszem. Za to w innych... Aż za bardzo. Niektórzy mogliby ci pozazdrościć, gdyby wiedzieli, na co cię stać w odpowiednich warunkach — odpowiedział cicho, dopasowując ton głosu do tego, jakim posługiwał się Anthony.
Czy wodził go na pokuszenie? Cóż, zdezorientowanie mężczyzny dwuznacznymi tekstami zdecydowanie opóźniłoby jego wyjście na scenę, jednak... Nie chciał mu odbierać tej zabawy. Wprawdzie nie miał zamiaru dać się namówić na to, aby zawitać tam wraz z nim, ale odebranie mu tej igraszki byłoby nie w porządku. A Erik będzie się bawił równie dobrze, obserwując Shafiqa z odpowiedniego miejsca.
— Nie mów już o klamrach, dobrze? Oboje wiemy, że zawsze miałeś z nimi problem.
A konkrentnie z ich odpinaniem, dodał w myślach Erik, uśmiechając się szeroko. W jakiś sposób to wodzenie Shafiqa za nos sprawiało mu satysfakcję. Może to i starszy czarodziej wybrał układ taneczny, od jakiego zaczęli, jednak Longbottom wplatał w taniec własne kroki, licząc na wytrącenie Anthony'ego z równowagi w jakby się zdawało losowych momentach. Ach, ci młodzi... Zawsze chcieli dokuczyć starszym.
— Czy upadek żyrandola to ten moment, gdy publiczność zostaje zaangażowana w fabułę na scenie? — Uniósł brwi z na wpół rozbawioną i zmartwioną miną, jakby zastanawiał się, do jakiego ekstremum Selwynowi byli skorzy pchnąć swe słynne przedstawienia. Bądź co bądź, wystawianie ich w gmachu rodzinnego teatru pozwalało im na nieco więcej fantazji. — Wolałbym nie spędzić tego wieczoru na przymusowej ewakuacji. Zwłaszcza gdybym musiał ratować z opresji więcej niż jedną osobę.
Chociaż przez dawną relację z Laurencem zyskał jako taką wiedzę o funkcjonowaniu teatru, jak i szczegółach dotyczących konkretnych sztuk, tak rzadko kiedy spędzał czas za kulisami. Te kilka okazji był w stanie wyliczyć na palcach obu dłoni i z perspektywy czasu nie uważał ich za wyjątkowo intensywne. Nie kojarzył więc zbyt dobrze Upiora w operze, zwłaszcza w wersji Selwynów. Kojarzył główne motywy, pojedyncze fragmenty utworów, jednak w gruncie rzeczy teraz wszystko objaśniał mu Shafiq.
I nie był to wcale kompletnie nowy układ. Erik zdążył przywyknąć, że w porównaniu z bardziej doświadczonymi czarodziejami, którzy zjedli zęby na zagranicznych wyjazdach, nie wiedział zbyt wiele. To Anthony niezliczoną ilość razy zabierał go na małe przedstawiania, spotkania, które poszerzały horyzonty i pozwalały zatopić się w obcych lub nieznanych dotychczas klimatach. W przeszłości sytuacje te skupiały się jednak na obcych krajach. Teraz byli w ojczyźnie, a jednak... pewne rzeczy pozostawały niezmienne.
— Daj — rzucił krótko, odbierając od mężczyzny marynarkę. Chwilę później wycelował różdżką w samotny obrazek zawieszony na ścianie i przekształcił go w nieco krzywy, prosty wieszak w formie dużego gwoździa, który szybciej byłoby im dane zobaczyć w wiejskiej szopie niźli teatrze czarodziejów. — Nie stresuj się. To nic w porównaniu ze Skandynawią. Czy Włochami. Mam ci życzyć powodzenia?
Biel i neonowa żółć - to połączenie było wyjątkowo paskudne. Z drugiej strony aktorzy musieli się jakoś wyróżnić na scenie. Dlatego stroje przywdziewane na scenie tak różniły się od mody z prawdziwego świata. Czasem trzeba było przesadzić, aby ludzie cię zapamiętali.
— W niektórych kwestiach, owszem. Za to w innych... Aż za bardzo. Niektórzy mogliby ci pozazdrościć, gdyby wiedzieli, na co cię stać w odpowiednich warunkach — odpowiedział cicho, dopasowując ton głosu do tego, jakim posługiwał się Anthony.
Czy wodził go na pokuszenie? Cóż, zdezorientowanie mężczyzny dwuznacznymi tekstami zdecydowanie opóźniłoby jego wyjście na scenę, jednak... Nie chciał mu odbierać tej zabawy. Wprawdzie nie miał zamiaru dać się namówić na to, aby zawitać tam wraz z nim, ale odebranie mu tej igraszki byłoby nie w porządku. A Erik będzie się bawił równie dobrze, obserwując Shafiqa z odpowiedniego miejsca.
— Nie mów już o klamrach, dobrze? Oboje wiemy, że zawsze miałeś z nimi problem.
A konkrentnie z ich odpinaniem, dodał w myślach Erik, uśmiechając się szeroko. W jakiś sposób to wodzenie Shafiqa za nos sprawiało mu satysfakcję. Może to i starszy czarodziej wybrał układ taneczny, od jakiego zaczęli, jednak Longbottom wplatał w taniec własne kroki, licząc na wytrącenie Anthony'ego z równowagi w jakby się zdawało losowych momentach. Ach, ci młodzi... Zawsze chcieli dokuczyć starszym.
— Czy upadek żyrandola to ten moment, gdy publiczność zostaje zaangażowana w fabułę na scenie? — Uniósł brwi z na wpół rozbawioną i zmartwioną miną, jakby zastanawiał się, do jakiego ekstremum Selwynowi byli skorzy pchnąć swe słynne przedstawienia. Bądź co bądź, wystawianie ich w gmachu rodzinnego teatru pozwalało im na nieco więcej fantazji. — Wolałbym nie spędzić tego wieczoru na przymusowej ewakuacji. Zwłaszcza gdybym musiał ratować z opresji więcej niż jedną osobę.
Chociaż przez dawną relację z Laurencem zyskał jako taką wiedzę o funkcjonowaniu teatru, jak i szczegółach dotyczących konkretnych sztuk, tak rzadko kiedy spędzał czas za kulisami. Te kilka okazji był w stanie wyliczyć na palcach obu dłoni i z perspektywy czasu nie uważał ich za wyjątkowo intensywne. Nie kojarzył więc zbyt dobrze Upiora w operze, zwłaszcza w wersji Selwynów. Kojarzył główne motywy, pojedyncze fragmenty utworów, jednak w gruncie rzeczy teraz wszystko objaśniał mu Shafiq.
I nie był to wcale kompletnie nowy układ. Erik zdążył przywyknąć, że w porównaniu z bardziej doświadczonymi czarodziejami, którzy zjedli zęby na zagranicznych wyjazdach, nie wiedział zbyt wiele. To Anthony niezliczoną ilość razy zabierał go na małe przedstawiania, spotkania, które poszerzały horyzonty i pozwalały zatopić się w obcych lub nieznanych dotychczas klimatach. W przeszłości sytuacje te skupiały się jednak na obcych krajach. Teraz byli w ojczyźnie, a jednak... pewne rzeczy pozostawały niezmienne.
— Daj — rzucił krótko, odbierając od mężczyzny marynarkę. Chwilę później wycelował różdżką w samotny obrazek zawieszony na ścianie i przekształcił go w nieco krzywy, prosty wieszak w formie dużego gwoździa, który szybciej byłoby im dane zobaczyć w wiejskiej szopie niźli teatrze czarodziejów. — Nie stresuj się. To nic w porównaniu ze Skandynawią. Czy Włochami. Mam ci życzyć powodzenia?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞