29.12.2022, 19:04 ✶
- Mhmmm – mruknęła inteligentnie. Można było odnieść wrażenie, że po kilku godzinach spędzonych tam, cofnęła się w rozwoju. Dla niektórych w takiej formie mogła być nawet bardziej zjadliwa. - Nic nie słyszę – stwierdziła jeszcze bardziej inteligentnie, kiedy Sauriel zaczął imitować granie na gitarze. Ale zaraz się zaśmiała, dając znać, że to był żart w jej wykonaniu. Może mało zabawny i nieudolny, ale nie należało oczekiwać od podpitego człowieka niczego lotnego, nie? - Umiesz grać? W sumie… Jak tak na ciebie patrzę, to pasowałbyś do The Hobogoblins – stwierdziła po chwili przyglądania się mężczyźnie i wykonując niezbędnej oceny. Skóra, czerń, mrok, złość, agresja – pasowałby do ich i z wyglądu i z aury, jaką wokół siebie roztaczał. To był swojego rodzaju komplement – równie kiepski jak będzie się czuła za kilka godzin. Victoria nie była wytrawnym kompanem do kieliszka, potrzebowała więc znacznie mniej alkoholu niż Rookwood, żeby wesoło jej grało w głowie. I żeby było jej cieplej niż powinno.
- Booo jestem. Nie pijam za często – przyznała się bez bicia i bez tego owijania w bawełnę własnie dlatego, że alkohol wesoło jej szumiał. - Ani za dużo – a tutaj było po prostu za długo. Długo razy małe ilości nadal wychodziło dużo, więc efekt był jaki był, a też nie piła delikatnego piwa kremowego. - Oooch, pan ciemności. Nawet byś pasował. Ale nazywanie cię kotem jest milsze – oto była smutna prawda: podpita, Victoria nagle zaczynała dużo gadać. I to dużo nieprzefiltrowanej treści, która po prostu przychodziła jej do głowy; krótko mówiąc rozwiązywał jej się język. - Ale to rozumiem, że się nie boisz. To dobrze. Nie ma czego. Chciałam… zobaczyć co się dzieje w okolicy. I wytrzeźwieć. Zanim zrobię coś głupiego.
- Booo jestem. Nie pijam za często – przyznała się bez bicia i bez tego owijania w bawełnę własnie dlatego, że alkohol wesoło jej szumiał. - Ani za dużo – a tutaj było po prostu za długo. Długo razy małe ilości nadal wychodziło dużo, więc efekt był jaki był, a też nie piła delikatnego piwa kremowego. - Oooch, pan ciemności. Nawet byś pasował. Ale nazywanie cię kotem jest milsze – oto była smutna prawda: podpita, Victoria nagle zaczynała dużo gadać. I to dużo nieprzefiltrowanej treści, która po prostu przychodziła jej do głowy; krótko mówiąc rozwiązywał jej się język. - Ale to rozumiem, że się nie boisz. To dobrze. Nie ma czego. Chciałam… zobaczyć co się dzieje w okolicy. I wytrzeźwieć. Zanim zrobię coś głupiego.