- Nie ma za co ci być wstyd, przecież nie masz z tym nic wspólnego. - Ciekawa jednak była, kto miał coś wspólnego, ale może uda jej się znaleźć odpowiedź na to pytanie nieco później, na pewno spróbuje to zrobić, żeby zaspokoić swoje zainteresowanie.
Saurielowi w tańcu mało kto mógł dorównać, widać było, że czuje muzykę. Może miało z tym coś wspólnego to, że sam grał, więc słyszał więcej niżeli zwyczajni zjadacze chleba. Przynajmniej tak się pannie Black wydawało, chociaż prawie w ogóle się na tym nie znała. Taniec z wampirem był więc prawdziwą przyjemnością, bo nie musiała się o nic martwić, Rookwood wiedział, co robi.
Kolejne zamieszanie zostało spowodowane po raz kolejny przez Atreusa. Chyba chciał dzisiaj zabłysnąć, szkoda, że wmieszał w to Rosiera, nie spodziewała się po nim podobnego zachowania. Założyła więc, że Bulstrode był za to odpowiedzialny, może trochę na wyrost, w końcu nie widzieli, co się tam dokładnie wydarzyło. - Zdecydowanie ktoś chce stąd dzisiaj wylecieć z hukiem. - Skomentowała cicho, zabawnie się patrzyło na to, jak zgrabnie ochroniarz wyprowadził tych dwóch mężczyzn, mieli całkiem delikatne metody, bo gospodarze w końcu mogli wyprosić ich z imprezy, a stosowali jedynie półśrodki. Najwyraźniej mieli bardzo wysoką tolerancję, jak na czystokrwistych, co nawet ją zdziwiło.
- Trzeba wiedzieć, kiedy można sobie pozwolić na bycie niegrzecznym. - Dodała z uśmiechem, nie zawsze warto było zwracać na siebie uwagę, były sytuacje, w których dużo lepiej być tłem, nie rzucać się w oczy i zachowywać się przyzwoicie. Szczególnie, że w tym miejscu znajdowała się cała śmietanka towarzyska czarodziejów.
Black skupiła się na tańcu, nie spoglądała na to, kto znajduje się tuż obok, bo po co. Miała w tej chwili Sauriela i niczego więcej nie potrzebowała do szczęścia.