Anthony szybko przeszedł do toastu. Zatem Richard ujął w dłoń swój kufel i uniósł ku górze, aby po chwili także upić łyk. Tyle lat tutaj mieszka, że można było przyzwyczaić się do tutejszej kuchni i serwowanych napojów, jak i alkoholi. Jemu akurat tutaj wszystko pasowało. Choć niekiedy też brakowało mu tych angielskich zwyczajów. Starał się je wprowadzić w swoim domu. Utrzymać i w tych tradycjach wychować swoje dzieci. Aby nie przynosiły mu wstydu podczas rodzinnych wizyt w jego domu, jak i u Rebecci.
Czy było czego gratulować? Nie był tego przekonany. Dla pozorów, ukrycia prawdy, uśmiechnął się w podzięce za gratulacje.
Odpowiedział ze spokojem. Przyszłościowo złoży się najpewniej tak, że jego dzieci będą bogate dodatkowo w jeszcze jeden język, ze względu na Instytut Magii Durmstrang, do którego Richard chce ich zapisać.
Udzielił także odpowiedzi odnośnie swojej żony. Ich małżeństwo było aranżowane. Żadne z nich do siebie nie czuło nic, co można byłoby nazwać miłością. Akceptowali się, tolerowali, ustawili własne zasady. Dał jej dzieci jak chciała. W zamian otrzymał od niej zrozumienie, nie wtrącanie się w nie swoje sprawy. Nie dopytywanie. Lecz wychowywać dzieci, musieli razem. Jeżeli nie chciał, aby wyrośli mu na nieprzyzwoitych, niekulturalnych. Nie chciałby się ich wstydzić a udowodnić swojemu ojcu, że bez stosowania przemocy, można wychować dzieci na kulturalne, przyzwoite, porządne, ułożone etnicznie, z odpowiednimi manierami. Żeby umieli zachować się w każdej sytuacji, w gościnie i w rodzinie.
- Oby się powiodło. Mamy takie czasy, że dziedzic jest potrzebny do utrzymania linii rodzinnego nazwiska.Jeżeli mu się nie uda, to komu? Jego bratu? Podobnie oni mieli ten problem. Robertowi dopiero urodziła się córka. A wciąż nie miał syna. I choć Richardowi udało się "zabezpieczyć" ich ród, to jednak linia dziedziczenia musi iść przez jego brata bliźniaka.
- Przy okazji, gratuluję nominacji.
Należało mu się. Im obojgu. Osiągnęli coś w swoim życiu, że jeżeli nie ojcowie, robili to przecież dla siebie. Aby być kimś.
- Tak się składa, że w Anglii i we Francji mam rodzeństwo. Ale będę o tym pamiętał.
Nie odrzucił jego propozycji. Być może, jeżeli zaszłaby taka potrzeba, że znajomości Shafiqa mogą się przydać.
Podczas prowadzonej rozmowy, Richard wyjął paczkę papierosów i pozwolił sobie zapalić, przysuwając sobie bliżej popielniczkę.
- Nie będzie Ci przeszkadzać?Powinien zapytać, zanim zapalił a zrobił na odwrót. Najwyżej go zgasi. Tylko szkoda, aby ten jeden papieros mu się zmarnował. Nie był pewny, czy dym tytoniowy będzie mu przeszkadzać.