Irytacja zachowania dzieciaków, dosięgnąć mogła każdego dorosłego. I może nawet dosięgła. Każdy wyraził się jasno w słowach, czynach czy samym spojrzeniu, jak bardzo nie są zadowoleni z tego, co robili Charles, Leonard a nawet Sophie. Richard z chłopakami miał większy problem. Nie przypominał sobie, aby tak ich wychowywał. Nie tego zachowania ich uczył. Nie tego po nich oczekiwał. Czy to nadal byli jego chłopcy, z których miał być dumny? A tak naprawdę, okazują się totalną porażką wychowawczą? Czy winna temu była Sophie, którą Robert wysyłał do niego na miesiąc wakacyjny letni czy zimowy? Czy w życiu Charlesa i Leonarda stało się coś, o czym nie wiedział Richard, że zachowywali się, jak można było to zaobserwować obecnie? Rzucono na nich urok jakiś? Hipnozę? Nie miał pojęcia.
Richard zrobił co mógł. Wiedział, że roszada zamiennych miejsc siedzących przy stole nie powinna mieć nigdy miejsca. Być może chciał w tym momencie zastosować metodę oddzielenia chłopaków od siebie, żeby przestali przynosić mu znacznie więcej wstydu i zawodu. On sam zaczął odczuwać ból głowy zaistniałą sytuacją, że nie był wstanie dokończyć swojej porcji śniadaniowej.
Charles, przeprosił. Leonard musiał jeszcze dobić swoim gwoździem, zanim pokusił się o wypowiedzenie jednego przepraszającego słowa. Richard spojrzał na niego surowo. Jakby chciał mu przekazać, aby darował sobie porównań i nawiązywania do poczucia humoru. Jeżeli tak dalej będą wyglądać posiłki, chłopcy nie będą dzielić z nim tego miejsca, tylko w kuchni. Do odwołania. Będzie musiał z nimi porozmawiać na temat zachowania, bo może zapomnieli już zasadach, jakie im sam spajał. Czy może zachowywali się tak specjalnie, testując granice cierpliwości ojca i wuja?
Kwestia wystygłej kawy. Richard zauważył machnięcia różdżką Lorien, która chyba chciała poprawić jakość napoju swojego męża. Swojej nie podgrzewał ani nic. Wypił zimną, nawet jeżeli nie miała już tego wspaniałego smaku. Wszystko było mu jedno. Brakowało mu w tej chwili możliwości zapalenia papierosa. Gdyby wiedział, że odwalą się takie cyrki, zapaliłby przed śniadaniem. Musiał wstrzymać swój nałóg jeszcze jakiś czas. Po pierwsze, nie wypadało podczas posiłków rodzinnym palić tytoń. Po drugie, siedzą z nimi osoby które nie lubią zapachu papierosów i samego dymu tytoniowego, jak Leonard. A ten siedział teraz obok niego.
Lewą ręką podpierał się łokciem o blat stołu, zaś dłonią rozmasowywał skroń. Jakby to miało mu pomóc z pozbyciem się narastającego bólu głowy. Druga spoczywała na stole, trzymając kubek. Raczej opróżniony. Nie wtrącał się już do żadnych rozmów, skoro brat próbował najwyraźniej uzyskać potwierdzenie podjętej decyzji zawodowej przez Leonarda.
Richard uwagę swoją skierował po chwili w kierunku powracających Sophie i Stanleya. Kontrolnie sprawdzając, czy dalej nie odwaliła żadnego podejrzanego numeru. Standardowe zachowanie dorosłych, którzy "martwili się" o swojego gościa Borgina, w różnym stopniu.
Atmosfera przy stole była co prawda, napięta. Zmianę jaką mogli dostrzec Sophie i Stanley, to że Richard z Charlesem zamienili się miejscami przy stole.