Całe szczęście, że podczas swojej niedawnej wizyty w bibliotece, miała przy sobie notes. W tym też notesie zanotowała kilka informacji, które teraz mogły okazać się całkiem przydatne. Wciągnięta pod powierzchnie, w to dziwne miejsce, wciąż miała ze sobą torebkę. Teraz, kiedy Millie pociągnęła temat, mogła się wykazać.
- W pobliskim mieście. - przytaknęła, nie próbując nawet kolejny raz podać jego prawidłowej nazwy. Teraz to i tak wydawało się być bez znaczenia. - Kiedy tam byłam razem z Peppą, zanotowałam kilka informacji. Powinnam mieć je w notesie.
Możliwe, że całe te podtrzymywanie rozmowy, rzeczywiście wpływało na Penny całkiem korzystnie. Zamiast na swojej kiepskiej sytuacji, na tym niezbyt komfortowym położeniu, mogła się skupić na innych kwestiach. Zarazem jednak sama nie była w stanie tego zaobserwować. Dostrzec tej drobnej zmiany.
Kiedy przez chwilę rozdzieliły się, każda zajmując czymś innym, znacznie łatwiej było jej działać. Nie tak trudno przychodziło się na tym wszystkim skupić. Może nawet wyciągnąć pewne wnioski? Szkoda tylko, że nie odkryła niczego rzeczywiście istotnego. A przynajmniej tak jej się wydawało.
Do momentu, kiedy badając wstępnie kolejny korytarz, dostrzegła... światło?
Chwilę wahała się. Millie nadal została w tyle. Weszła tutaj bez niej. Zapewne nie powinna była tego robić. Tak ryzykować. Z drugiej strony, te światło przecież mogło oznaczać nawet i ratunek. Wreszcie jednak zdecydowała się wycofać. Samą siebie przekonała, że przecież to nigdzie nie ucieknie.
- W kolejnym korytarzu widać jakieś światło. - poinformowała Millie, kiedy ta zwróciła na nią uwagę. A następnie chciała ruszyć dalej. Pozwoliła jej zerknąć w ten korytarz. Wydać jakąś opinię. Cokolwiek w zasadzie, na co tylko miała ochotę. - Tak. Tak. - przytaknęła, słysząc o tym, że powinny się postarać unikać korzeni. Nie drażnić ich. To brzmiało nawet rozsądnie. Tyle tylko, że kompletnie nie miały pojęcia, co te korzenie mogło rozdrażnić. Jeden nieświadomy błąd i...
Nie myśl o tym, Penny!
- Wiesz, kiedy byliśmy w tej bibliotece... - podążając tak ze dwa kroki za Millie, zdecydowała się wrócić do przerwanego wcześniej tematu. - ..mówiłam, że zapisałam kilka informacji. Przy tych swoich bazgrołach, Bagshot umieszczał jakieś daty. Zauważyłam, że wszystko dało się podzielić między dwa okresy? Jeden od czerwca do początku sierpnia, a drugi od sierpnia do października. I wiesz co? - tutaj akurat była najciekawsza rzecz, dało się to poznać po głosie Penny, który w tym momencie brzmiał nieco inaczej. Choć rzecz jasna nie była to w żadnym razie ekscytacja badacza. Na tą nie było miejsca. A i Penny badaczem nie była i zostawać nie zamierzała. - Wygląda to trochę tak, jak byśmy byli właśnie w takim okresie... kiedy ma miejsce jakaś zmiana? Dokładnie od 10 sierpnia, Bagshot wyznaczył inny obszar na mapie.
To wszystko musiało być naprawdę chaotyczne, ale Penny nie była w stanie przekazać tego w sposób bardziej uporządkowany. Zrozumiały. Po prostu jaśniejszy. Zwłaszcza, że sama nie rozumiała tak do końca tego, co udało jej się tam z Peppą znaleźć. Jedyne co, to zdołały wywnioskować, że całość dotyczyła różnych katastrof, które omijały tę okolice. Na to wskazywały pozyskane informacje.