29.12.2022, 22:04 ✶
W tym wszystkim największą ironią było to, że ostatnio, choć alkohol był grany, nic z tego nie wyszło. Brakowało chęci, brakowało jakiegoś wspólnego celu i okoliczności też były jakieś takie… Nie takie. Oboje wtedy przyszli na to spotkanie z myślą, że wcale nie chcą na nim być. Dzisiaj było jednak zupełnie inaczej. Dzisiaj spędzili razem naprawdę kilka długich godzin, czasami musieli nawiązać kontakt fizyczny, rozmawiali ze sobą – o tyle o ile, ale jednak… a teraz spacerowali sobie niby bez większego celu, rozmawiając ze sobą jak gdyby nigdy nic. To była… zdaje się, że ich zupełnie pierwsza rozmowa bez warknięć, sarkazmu i złożeczenia na siebie wzajemnie pod nosem.
- Gdybym mniej wypiłaaa – kobieta zrobiła jeden dłuższy krok i odwróciła się ładko na palcach do Sauriela; popłynęła niemal jak w tańcu, ale tak szybko jak się to zaczęło, tak szybko się skończyło. - To bym sobie wyobraziła – dokończyła i uśmiechnęła się do niego. Gdyby teraz oglądał ich ktoś z boku, to raczej nie pomyślałby, że ich pobyt w pubie był farsą – że nie są razem ze sobą w takim rozumieniu, w jakim można to sobie było wyobrazić po tym, kiedy Sauriel przedstawił ją swojemu znajomemu i jego towarzystwu. - Zagraj dla mnie – nie że teraz, przecież wiedziała, że nie miał ze sobą gitary. Raczej chodziło jej, żeby tak w ogóle. - Nie wiem za wiele o mugolach. Niezbyt mnie interesowali – to chyba nie powinno być zaskoczenie. No i jej rodzina wbiła jej do głowy dość jasny obraz mugoli – więc i Victoria nie czuła potrzeby, by spędzać z nimi czas. Sądziła ich za kogoś kompletnie nieinteresującego. - Hahahhahahha, rzeczywiście jak kot! Pasuje – jak taki zadowolony z życia tłuścioch, który został pogłaskany i teraz może spokojnie iść spać. Co prawda nie bardzo zrozumiała co to za bebzol, ale kiedy tak się poklepał po brzuszku to uznała, że… to nic przesadnie ważnego.
Zachłysnęła się powietrzem, kiedy Sauriel tak nagle się pochylił. Jego szept był całkiem przyjemny, teraz, kiedy nie irytował jej tak bardzo jego ton – bo to chodziło o ton, teraz to zrozumiała. Że nie znosiła jego sarkastycznego tonu, który sam w sobie przekazywał wiadomość, że chciałby cię obrazić.
- Coo? – na moment straciła wątek, zamrugała kilka razy oczyma. Bardzo chciała się cofnąć, ale jednocześnie uparcie stała w miejscu, za to niekontrolowanie skuliła się w sobie. - Aaaa… Powiedziałabym matce, żeby… haha, poszła do diabła. ALe to pewnie i tak nic by nie dało. Podobno gdzie diabeł pójść nie może, tam babę pośle – zresztą… powiedzenie matce, żeby poszła do diabła, nie skończyłoby się dobrze, to na pewno. Wiedziała to nawet nietrzeźwa. Było jeszcze kilka rzeczy, ale to była pierwsza, jaka przyszła jej na myśl. - Do czego ty mnie namawiasz, ej! Jeszcze… Jeszcze myślę – i to było słowo klucz i sedno: jeszcze.
- Gdybym mniej wypiłaaa – kobieta zrobiła jeden dłuższy krok i odwróciła się ładko na palcach do Sauriela; popłynęła niemal jak w tańcu, ale tak szybko jak się to zaczęło, tak szybko się skończyło. - To bym sobie wyobraziła – dokończyła i uśmiechnęła się do niego. Gdyby teraz oglądał ich ktoś z boku, to raczej nie pomyślałby, że ich pobyt w pubie był farsą – że nie są razem ze sobą w takim rozumieniu, w jakim można to sobie było wyobrazić po tym, kiedy Sauriel przedstawił ją swojemu znajomemu i jego towarzystwu. - Zagraj dla mnie – nie że teraz, przecież wiedziała, że nie miał ze sobą gitary. Raczej chodziło jej, żeby tak w ogóle. - Nie wiem za wiele o mugolach. Niezbyt mnie interesowali – to chyba nie powinno być zaskoczenie. No i jej rodzina wbiła jej do głowy dość jasny obraz mugoli – więc i Victoria nie czuła potrzeby, by spędzać z nimi czas. Sądziła ich za kogoś kompletnie nieinteresującego. - Hahahhahahha, rzeczywiście jak kot! Pasuje – jak taki zadowolony z życia tłuścioch, który został pogłaskany i teraz może spokojnie iść spać. Co prawda nie bardzo zrozumiała co to za bebzol, ale kiedy tak się poklepał po brzuszku to uznała, że… to nic przesadnie ważnego.
Zachłysnęła się powietrzem, kiedy Sauriel tak nagle się pochylił. Jego szept był całkiem przyjemny, teraz, kiedy nie irytował jej tak bardzo jego ton – bo to chodziło o ton, teraz to zrozumiała. Że nie znosiła jego sarkastycznego tonu, który sam w sobie przekazywał wiadomość, że chciałby cię obrazić.
- Coo? – na moment straciła wątek, zamrugała kilka razy oczyma. Bardzo chciała się cofnąć, ale jednocześnie uparcie stała w miejscu, za to niekontrolowanie skuliła się w sobie. - Aaaa… Powiedziałabym matce, żeby… haha, poszła do diabła. ALe to pewnie i tak nic by nie dało. Podobno gdzie diabeł pójść nie może, tam babę pośle – zresztą… powiedzenie matce, żeby poszła do diabła, nie skończyłoby się dobrze, to na pewno. Wiedziała to nawet nietrzeźwa. Było jeszcze kilka rzeczy, ale to była pierwsza, jaka przyszła jej na myśl. - Do czego ty mnie namawiasz, ej! Jeszcze… Jeszcze myślę – i to było słowo klucz i sedno: jeszcze.