• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[03.08.72] It's a family matter| Annaleigh & Louvain

[03.08.72] It's a family matter| Annaleigh & Louvain
Pani doktor
Don't touch my crown with your flithy hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne, krótkie włosy okalają wręcz niezdrowo baldą twarz. Patrzą na ciebie szarozielone oczy, zwykle wyrażające znudzenie, choć potafią czasem rozbłysnąć, gdy ich włąścicielka uzna coś za interesujące. Wąskie wargi rzadko kiedy zdobi usmiech, szczególnie ten szczery. Jest szczupła, doś wysoka, ma 170 centymetrów wzrostu. Zwylke ubrana elagancko, acz wygodnie. Woli spodnie od sukienek czy spódnic, z drugej strony częsciej dojrzy się ja w koszuli i marynarce niż w swetrze. Wybiera raczej ciemne oraz stonowane kolory. Wielbicielka delikatnej biżuterii, szczególnie tej wykonanej ze srebra i pereł. Unois się za nią zpach ziół, a także ciężkich perfum o nucie opium.

Annaleigh Dolohov
#5
02.06.2024, 15:56  ✶  
Annie również służbę Czarnemu Panu uznawała za jedną z ważniejszych aktualnie misji w swoim życiu, miała jednak świadomość, że choć stanowiła teraz większą jego część, tak nie jedyną. Jeśli kiedykolwiek mogłaby być przed kimś szczera, a o to aktualnie było trudno, na najważniejszym miejscu zawsze postawiłaby własną rodzinę, nie ideologię. Tę drugą przyjęła ze względu właśnie na dwa czystokrwiste rody, których była częścią i za które czuła się odpowiedzialna.
Był to więc jeden z powodów, dla których, mimo konieczności zjawienia się zawsze wtedy, gdy Czarny Pan wezwie, kontynuowała swoje życie w formie większości niezmienionej. Choć nie jedyny.
Doskonale wiedziała w końcu, że praca w odpowiednim miejscu oznacza dostęp do znacznej ilości osób, plotek, wiadomości i środków, które w innej sytuacji przeszłyby im koło nosa. Nie była czysto człowiekiem akcji. Wolała zawsze podchodzić do spraw z rozwagą, planem i odpowiednio przygotowana. Jej status szanowanego lekarza dawał jej dostęp do pacjentów, ale także ograniczał podejrzliwość w kwestii kupowania pewnych składników, czy wytwarzania pewnych eliksirów, chociażby w ramach prowadzenia małych badań.
Praca ze świstoklikami była w jej oczach niezwykle ważna.
Możliwość posiadania jednego, który umknął by rejestracji, lub zostałby przypisany innemu nazwisku… Cóż, widać nawet zwykły urzędnik miał w rękach wielką władzę, choć mógł jej nie doceniać. Nie o tym jednak mieli dziś rozmawiać.
Westchnęła, gdy jej brat w końcu ruszył ku stolikowi, w stanie gorszym niż, przypuszczała. Usta zacisnęły się w wąską linię, czoło przecięła zmarszczka zmartwienia, czuła jednak ulgę, że znajdowali się tu, w bezpiecznych czterech ścianach, a nie gdzieś w jakiejś podejrzanej spelunie. To oznaczało, że Louvain zachował resztki rozsądku. Choć pewnie w tej chwili zaprzeczał by, że go posiadał.
- Miejmy nadzieję, że ta allergia na wiedzę kiedyś zostanie wyleczona. Nasz świat by na tym zyskał - mruknęła, zerkając na odłożony wolumin.
Wiedziała, że to koniec spokojnego wieczoru, wiedziała jednak, że powinna cenić to, iż rodzeństwo przychodziło z troskami prosto do niej, ufając jej na tyle, że znajdzie rozwiązanie problemu. Ceniła to. Czuła się potrzebna.
Uniosła więc tylko więc brwi, na popisy młodszego brata, czekając aż skończy. Był niezwykle teatralny, jakby starała się odwrócić uwagę, tym swoją,od problemów, które go dręczyły. Była cierpliwa. Choć na pocałunek z butelką nie mogła się powstrzymać przed przewróceniem oczami. Wiedziała jednak, że nie ma co dyskutować z osobą w stanie tak poważnego upojenia. I tak to nic nie da.
Poczekała aż jej brat posłusznie zażyje lekarstwo, po czym sama upiła łyk herbaty. Czasami zastanawiała się, czy on i Loretta w ogóle kiedyś dorośli, czy jednak zatrzymali się na etapie absolwentów Hogwartu. W jej oczach w końcu nadal byli niemalże nastolatkami.
Choć widać mieli dorosłe problemy.
Znów westchnęła, widząc, że sprawa była raczej poważna. Oparła jedną z rąk na stole i oparła na niej głowę, tracą trochę surowego wyrazu. Zmarszczyła brwi.
- Każdy popełnia błędy - nawet ona, co przyjmowała z trudem. - To część życia. I jeśli mało ważne jest to, co do nich doprowadziło, tak liczy się, jak je naprawimy. A jeśli cię to przerasta, zawsze możesz prosić o radę, szczególnie kogoś z nas. - Także ją. Louvain musiał już wiedzieć, że nigdy nie odmówiłaby komukolwiek z rodzeństwa pomocy. - A teraz mów o co dokładnie chodzi. Może się zdenerwuję, ale nie zostawię cię samego nawet z największą katastrofą.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Annaleigh Dolohov (1940), Louvain Lestrange (1667)




Wiadomości w tym wątku
[03.08.72] It's a family matter| Annaleigh & Louvain - przez Annaleigh Dolohov - 21.04.2024, 22:04
RE: [05.08.72] It's a family matter| Annaleigh & Louvain - przez Louvain Lestrange - 12.05.2024, 14:44
RE: [05.08.72] It's a family matter| Annaleigh & Louvain - przez Annaleigh Dolohov - 19.05.2024, 16:09
RE: [05.08.72] It's a family matter| Annaleigh & Louvain - przez Louvain Lestrange - 26.05.2024, 22:34
RE: [05.08.72] It's a family matter| Annaleigh & Louvain - przez Annaleigh Dolohov - 02.06.2024, 15:56
RE: [03.08.72] It's a family matter| Annaleigh & Louvain - przez Louvain Lestrange - 29.07.2024, 17:57
RE: [03.08.72] It's a family matter| Annaleigh & Louvain - przez Annaleigh Dolohov - 21.08.2024, 16:52

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa