Im bliżej znajdywały się kolejnej kawerny, tym bardziej oczywistym zdawało się to, że kolejny korytarz nie miał doprowadzić ich do wyjścia. Zauważone na jego końcu światło wydawało się zbyt nienaturalne. Świadomość tegoż skutecznie zdołała zabić tę słabą iskierkę nadziei, która przez krótszą chwilę towarzyszyła Penny. Zarazem też podsyciła obawy. Bo skoro nie do wyjścia... dokąd miało ich to wszystko doprowadzić? W co takiego przyszło im się tutaj wpakować?
Kiedy wreszcie dotarły do celu - albo może kolejnego przestanku podczas tej wycieczki tuneloznawczej? - na dłuższy moment spojrzenie utkwiła we fluorescencyjnych grzybach. Czy kiedykolwiek mogła gdzieś się z czymś takim spotkać? Nawet niekoniecznie na własne oczy? Szukała odpowiedzi na to pytanie. Zastanawiała się nad tym. Również w tym momencie, kiedy spojrzenie zamiast na nieco dziwnej ścianie, skupiło się na poznawaniu kawerny. Powolnym jej badaniu.
I choć wiele elementów tej układanki powinno było wywołać w dziewczynie jakąś reakcje, przyglądając się im, Penny dała radę zachować ciszę. Względny spokój. Powstrzymać się od uwag. Kolejnych komentarzy. Od dzielenia się z Millie swoimi obawami. Te ostatnie zresztą, wydawały się teraz najmniej potrzebne.
Odezwała się dopiero, kiedy podczas tych całych oględzin, natrafiła na męską sylwetkę.
- Millie? - padło z jej strony, głos miała nieco roztrzęsiony od emocji, których w tej sytuacji oczywiście nie brakowało. - My nie... nie jesteśmy tu s-same. - poinformowała znajomą czarownice. Tym razem nie mogła jednak przyglądać się wszystkiemu z dystansu. Na spokojnie. Nie czekając na odpowiedź brygadzistki, nie zważając na to, co mogło znajdywać się pod stopami, ewentualnie ją zaskoczyć z innej strony, innego kierunku, zdecydowała się podejść bliżej. Jeden krok, drugi, trzeci. Lumos musiało oświetlić również tę część kawerny. Pozwolić dostrzec coś więcej.
Zignorowała znajdującą się na ziemi różdżkę. Wolna dłoń powędrowała ostrożnie w kierunku ciała. Za pierwszym razem cofnęła ją ledwo tylko doszło do kontaktu. Jakby obawiając się następstw tego działania. Jeśli żadne nie nastąpiły, postąpiła ponownie w ten sam sposób, starając się ocenić czy ofiara tych cholernych korzeni była jeszcze żywa. Oddychała? Dało się cokolwiek wyczuć?
I w jaki sposób na to zareagowały korzenie? Czy sama również powinna obawiać się podobnego losu? Miala zawisnąć za chwilę tuż obok?