02.06.2024, 17:28 ✶
Zaproszenie od Shafiq’a wzbudziło w niej pewne zainteresowanie. A to wystarczyło, by zgodzić się na odwiedziny w jego kamienicy, która swoją drogą była całkiem gustownie urządzona. Annaleigh lubiła stonowane kolory, choć sama często wolała ich połączenie ze zgrabnym minimalizmem, tak wszelkie egzotyczne ozdoby zdawały się pasować do osoby Anthonego, jakby ich otoczenie wybijało charakter gospodarza.
Cieszyła się, że może sobie pozwolić tego dnia na małą, planową odskocznię od jej gabinetu, domu i św. Munga, gdzie spędzała większość czasu.
Nie, żeby wychodziło jej to na zdrowie. Ostatnio trochę schudła, stała się jeszcze bledsza, a pod oczami widniały nikłe, przykryte makijażem sińce, które były oznaką małej ilości snu, na którą mogła sobie pozwolić. Pracowała, pracowała i udawała, że jej życie nie zaczęło się od jakiegoś czasu sypać jak mały domek z kart.
Mimo to publicznie, wraz ze swoim mężem udawała, że wszystko jest w porządku.
Choć nie lubiła kłamać.
Uśmiechnęła się jednak do Shafiqa, wchodząc do gabinetu, nie ukrywając, że jej spojrzenie co i rusz uciekało do półek i gablot wypełnionych jego kolekcją. Miał zauważalną pasję. Uwielbiała osoby z pasją.
- Dzień dobry - przywitała się, pozwalając na ucałowanie wierzchu jej dłoni.
Nie ubierała się tak naprawdę jak dama. W szarych, luźnych acz eleganckich spodniach, białej koszuli i granatowej szacie spiętej przez dwa srebrne kruki na piersi, oraz w swoich krótkich włosach prezentowała się szlachetnie, ale nie zmysłowo. Choć ciągną się za nią zapach kobiecych perfum, miała w sobie coś niezaprzeczalnie silnego, mimo słabego ciała. A jednak mało kto potrafił zaprzeczyć, że była damą. I to z potężnego rodu czarodziejskiego.
- Mi też miło cię widzieć - odpowiedziała, siadając we wskazanym fotelu. - Twoja kolekcja jak zwykle zachwyca. Udało ci się ostatnio zdobyć coś nowego? - zapytała, szczerze ciekawa. Lubiła opowieści Anthonego, choć nie leżały kompletnie w kręgu jej prywatnych zainteresowań. Lubiła, gdy inni po prostu mówili o czymś wartościowym.
Zastanowiła się nad wyborem napojów. Kawy nie pijała, herbata zdawała się więc oczywistością, patrząc, że alkoholu, ze względów zdrowotnych, zwykle nie pijała. Czasami jednak pozwalała sobie na lampkę wina, która raczej nie mogła w całej skali jej ostrożności zaszkodzić. Dziś mógł być ten dzień.
- Jeśli masz jakiś dobry rocznik czerwonego wina, najlepiej półwytrawnego, chętnie skosztuję. - Nie bała się stawiać konkretnych wymagań gdy była gościem, na pewno nie u Anthony'ego, który wiedział, jak być hojnym gospodarzem.
Sam przecież zawsze mógł liczyć na to samo, gdy nawiedział jej progi.
Uśmiechnęła się na jego bezpośredniość. Widać znał ją dość dobrze by wiedzieć, jak z nią najlepiej rozmawiać. Skinęła więc głową i założyła nogę na nogę, opierając ręce wygodnie na kolanie.
- Oczywiście, nie mam nic przeciwko. Cóż więc ciekawego zaplanowałeś? - W końcu po byle zlecenie na eliksir mógł wysłać kogoś do jej gabinetu.
Cieszyła się, że może sobie pozwolić tego dnia na małą, planową odskocznię od jej gabinetu, domu i św. Munga, gdzie spędzała większość czasu.
Nie, żeby wychodziło jej to na zdrowie. Ostatnio trochę schudła, stała się jeszcze bledsza, a pod oczami widniały nikłe, przykryte makijażem sińce, które były oznaką małej ilości snu, na którą mogła sobie pozwolić. Pracowała, pracowała i udawała, że jej życie nie zaczęło się od jakiegoś czasu sypać jak mały domek z kart.
Mimo to publicznie, wraz ze swoim mężem udawała, że wszystko jest w porządku.
Choć nie lubiła kłamać.
Uśmiechnęła się jednak do Shafiqa, wchodząc do gabinetu, nie ukrywając, że jej spojrzenie co i rusz uciekało do półek i gablot wypełnionych jego kolekcją. Miał zauważalną pasję. Uwielbiała osoby z pasją.
- Dzień dobry - przywitała się, pozwalając na ucałowanie wierzchu jej dłoni.
Nie ubierała się tak naprawdę jak dama. W szarych, luźnych acz eleganckich spodniach, białej koszuli i granatowej szacie spiętej przez dwa srebrne kruki na piersi, oraz w swoich krótkich włosach prezentowała się szlachetnie, ale nie zmysłowo. Choć ciągną się za nią zapach kobiecych perfum, miała w sobie coś niezaprzeczalnie silnego, mimo słabego ciała. A jednak mało kto potrafił zaprzeczyć, że była damą. I to z potężnego rodu czarodziejskiego.
- Mi też miło cię widzieć - odpowiedziała, siadając we wskazanym fotelu. - Twoja kolekcja jak zwykle zachwyca. Udało ci się ostatnio zdobyć coś nowego? - zapytała, szczerze ciekawa. Lubiła opowieści Anthonego, choć nie leżały kompletnie w kręgu jej prywatnych zainteresowań. Lubiła, gdy inni po prostu mówili o czymś wartościowym.
Zastanowiła się nad wyborem napojów. Kawy nie pijała, herbata zdawała się więc oczywistością, patrząc, że alkoholu, ze względów zdrowotnych, zwykle nie pijała. Czasami jednak pozwalała sobie na lampkę wina, która raczej nie mogła w całej skali jej ostrożności zaszkodzić. Dziś mógł być ten dzień.
- Jeśli masz jakiś dobry rocznik czerwonego wina, najlepiej półwytrawnego, chętnie skosztuję. - Nie bała się stawiać konkretnych wymagań gdy była gościem, na pewno nie u Anthony'ego, który wiedział, jak być hojnym gospodarzem.
Sam przecież zawsze mógł liczyć na to samo, gdy nawiedział jej progi.
Uśmiechnęła się na jego bezpośredniość. Widać znał ją dość dobrze by wiedzieć, jak z nią najlepiej rozmawiać. Skinęła więc głową i założyła nogę na nogę, opierając ręce wygodnie na kolanie.
- Oczywiście, nie mam nic przeciwko. Cóż więc ciekawego zaplanowałeś? - W końcu po byle zlecenie na eliksir mógł wysłać kogoś do jej gabinetu.