Namioty za sceną
Nie powinien mówić Bagshotowi żadnej z rzeczy, które powiedział. Nie powinien mu tego mówić, nie powinien z nim flirtować, nie powinien pokazywać mu się od tej strony. Powinien czuć zażenowanie, wstyd, ale kiedy wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze... odkrył, że nie czuł żadnej z tych rzeczy - w jego sercu znajdowała się olbrzymia pustka, przeplatana tęsknotą za ciepłym, dobrym czerwcem.
- Oba - przyznał Jimowi smutno. - Ogniste anioły to coś, co musi wyglądać naprawdę ładnie, ale ta piosenka nie ma nic wspólnego z dobrymi emocjami. - Brzmiał ciszej niż kiedy rozmawiał z Isaaciem, inaczej niż kiedy opowiadał żarty o Żydach i śmiał się odrobinę zbyt głośno. Flynn był... smutny. Wyraźnie smutny. Miętosił swoją smutną, spuchniętą od ryczenia przez trzy ostatnie dni twarz, jakby to miało cokolwiek dać i zdał sobie sprawę z tego, że kiedy nie słyszał już gwaru ludzi znajdujących się na kiermaszu, a zamiast tego znalazł się w miejscu cichym i ustronnym - ból wrócił. Po cichym westchnięciu zaczął wycierać twarz mokrą chusteczką, próbując doczyścić tę wiecznie niewdzięczną mordę. Nie lubił tego robić, ale zdążył już zrozumieć, że to naprawdę pomagało nałożyć makijaż i... całkiem nieźle maskowało to, jak oczy zachodziły mu łzami. No bo śmiechy śmiechami, durnoctwa tu jakieś opowiadał i próbował się bawić, ale wciąż czuł się tragicznie. Wiele by oddał za możliwość bycia zamkniętym w ramionach kogoś, kogo obecności tu oczekiwał, ale no własnie - Alexander nie był miłosierny i Flynn spuszczał głowę w dół kiedy tylko go widział, Caina wywiało chuj wie gdzie i znając jego szczęście, to nie żył już, tylko nikt go o tym nie poinformował, bo przecież byli dla siebie haha nikim. - Anioły powinny być czymś skąpanym w jasnym świetle, czymś, co kojarzy się z lepszym jutrem. Czymś, co robi wrażenie, jakby miało uratować cię z najbardziej pokurwiałej sytuacji, nie? Walka mocą miłości. - Pierdolnął sobie te skrzydła na plecach nie bez powodu, tak?
Rzucił przelotne spojrzenie na zdjęcie kobiety o rudych włosach. Też sobie pomyślał - ładna, miała też przyjemnie ciepły uśmiech, trochę jak Nora Figg. Niestety nawet Olivia Quirke otoczona kilkoma prezerwatywami nie miała szans wyrwać go z tych objęć rozpaczy. Zrobił to dopiero kolejny łyk wódki wyciągniętej z kieszeni kurtki wciąż przewieszonej w pasie. Przełknął ją, schował buteleczkę z powrotem i odwiesił wszystko na oparcie krzesła stojącego przy toaletce, a później zadarł głowę do góry, wpatrując się w Jima.
- Podoba mi się to - powiedział otwarcie, ale już w samym tonie dało się wyczuć, że coś jest nie tak. - Tylko... - kurwa, przecież to był śliczny pomysł i schlebiało mu to, że Jim w ogóle o tym myślał, nawet zabiło mu mocniej serce - ja ten tatuaż miałem jak zajmowałem się... nieprzyjemnymi rzeczami i... boję się, że ktoś - Bagshot na przykład - uwieczni to później w gazecie albo coś. Wszyscy dostaliby namacalny dowód tego, że dalej żyję. Zaraz obok nazwy cyrku. - Nerwowo skubał skórki przy swoich paznokciach, póki nie dostał tej farbki, jak już ją dostał, to zaciskał palce na opakowaniu. - Ale wiesz, to jest naprawdę śliczny pomysł, a jeżeli nie wiedzą, czym są anioły, to mogliby się wreszcie kurwa dowiedzieć. - Uśmiechnął się do niego. Szczerze. Nawet jeżeli w kącikach jego oczu od dobrych kilku minut zbierały się łzy. Wykorzystał to, że Jim się nad nim pochylał, żeby pocałować go w policzek. Dokładnie w taki sposób, w jaki robiły to dziękujące za coś kobiety. - Mógłbyś co? - Zapytał jeszcze, ale nie miał pojęcia, czy uzyska na to odpowiedź, bo... coś się stało na zewnątrz? Nie poderwał się z krzesła, ale odwrócił twarz w kierunku, z którego dochodziły dźwięki krzyku. Sytuacja wydawała się być opanowana, chociaż te dzieciaczki... uh. Nie miał czasu się nimi martwić, zakrył tylko te gumki portfelem okradzionego dziennikarza, zanim zrujnuje opinie gejów w tym mieście już doszczętnie.
- Kurwa - rzucił przelotne spojrzenie na jakieś zagubione dziecko - znaczy eeee bulwa, a ja chciałem jeszcze zapalić... - dziecko nadal się na niego gapiło - znicz mojej zmarłej matce...?
Dlaczego właściwie ten występ był aż taką katastrofą...? Nie zdążył zapytać, bo zaczął się w pośpiechu ubierać w dzisiejszy kostium.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.