02.06.2024, 22:31 ✶
Nie była wcale tak jasna, za jaką ją uważał. Miała wiele wad, miała trudny charakter, który było bardzo ciężko okiełznać. Gdyby jej zależało na wszystkich oh oraz ahah społeczeństwa, byłoby pewnie łatwiej. A Pandora miała naprawdę gdzieś to, co myśleli o niej inni, tak długo, jak była w zgodzie ze sobą. Chyba że były to nieliczne wyjątki, które umiały na nią wpłynąć i przebrnąć przez jej ośli upór. Nie potrzebowała wiele do szczęścia. Nie potrzebowała majątku, nie potrzebowała zamku oraz tytułu. Gdyby mogła złapać gwiazdkę z nieba i poprosić, aby spełniła jej życzenie, poprosiłaby najpewniej o koniec wojny i o to, aby jej najbliżsi byli szczęśliwi. Laurent, żeby był szczęśliwy. Bo chociaż chuderlawy i znacznie piękniejszy od niej chłopak był delikatny, dawał jej siłę. Był jej motorem do działania i faktycznie, wniosłaby go na drzewo, jeśli tylko się by uśmiechnął. Zrobiłaby właściwie wszystko dla jego uśmiechu. Pamiętała, gdy była jedynaczką i jak było okropnie, samotnie. On ją wyrwał z samotności i ze złotej klatki, nauczył ją kochać innych. Nauczył ją tak wiele. Nie mogła mu nigdy pokazać smutku, nie mogła mu pokazać niepewności i nie mogła go skazić — tych jego pięknych, głębokich oczu, tej twarzy o książęcych rysach. Musiała być silną siostrą, musiała być jego rycerzem, podczas gdy on, był jej księciem. Ot tak.
Nic więc dziwnego, że jej ramiona objęły go czule, ale i pewnie, że zaciągnęła się jego zapachem i gdy przymknęła oczy, zatańczyły przed nią obrazy z dzieciństwa. Był cały, bezpieczny i trzymanie go obok dawało jej spokój. Poza Laurentem tylko Hjalmar na nią działał w taki sposób. Kojący. Uśmiechnęła się promiennie na widok jego twarzy, w której zatopiła spojrzenie, szybko jednak dostrzegając błąkający się na niej cień. Stwierdzenie "nie podoba mi się to", byłoby niedopowiedzeniem roku. Uścisk w sercu sprawił, że musiała stłumić westchnienie, a niepokój rozlał się od stóp do głów. Jej palce odrobinę mocniej się na nim zacisnęły, jakby miało to cokolwiek zmienić i poprawić. Bo przecież gdyby mogła, wzięłaby wszystkie wątpliwości i strachy od niego na siebie, byle niczym nie musiał się troskać.
- Zawsze będę się o Ciebie martwić i zawsze będziesz moim małym bratem i niestety, ale obawiam się, że nie podlega to żadnej dyskusji. Nawet, jak będziemy starzy, za jakieś pięćdziesiąt lat, będę Ci tak mówić. - wyjaśniła mu, siląc się na poważny ton głosu. Pewnych rzeczy nie dało się zmienić. Jej polik przytulił się do jego dłoni, a spojrzenie ciemnych oczu nie uciekało z drobnej twarzy brata. Faktycznie, zarumieniła się nieco, przygryzając dolną wargę. Nie musiała kłamać, bo znał ją, jak nikt. Jakiekolwiek próby zaprzeczenia odnośnie do jej stanu byłby marnowaniem czasu i właściwie obrazą dla Laurenta. - Chciałabym, żebyś też trafił na ten sposób do rozkwitu... - mruknęła tylko cicho, odrobinę nieśmiało, co było widokiem niezwykle rzadkim.
Chrząknęła więc, prostując głowę, nieco rozluźniając objęcia, bo nie chciała przecież go udusić. Nigdy nie była też wścibska, wychodząc z założenia, że gdy w jego życiu pojawi się ta wyjątkowa osoba, po prostu jej o tym powie. Nie wątpiła w jego popularność i nie miała nic przeciwko, że mógł chcieć próbować różnych rzeczy, zanim zdecyduje się na konkretną. Był znacznie bardziej romantyczną duszą niż ona.
- To dlaczego nie odpoczniesz? Wyrwij się gdzieś, ucieknij. Wiesz, może wybrałbyś się z Hjalmarem na Islandię na weekend? - zaproponowała z troską, idąc grzecznie za nim do kawiarni, chociaż odsunięcie się od niego wcale nie było przyjemne. Na słowa o liście westchnęła, wywracając oczami, przypominała trochę tą małą, zbuntowaną Pandorkę, która nie chciała ubrać wybranej przez mamę sukienki. Gdy zajęli miejsce, a kelnerka przyniosła im karty, aby mogli się zastanowić nad zamówieniem, ułożyła torebkę na kolanach. Wyjęła z niego list, podając bratu. Nie było powodu niczego ukrywać. - Była dość dosadna, to prawda... - zaczęła, zwilżając usta i spoglądając w bok. Nerwowo stuknęła dłońmi o materiał plecaka. Dała mu chwilę na odczytanie listu. - Co o tym myślisz? Braciszku, powiedz mi wprost. Chcesz być dziedzicem Prewettów? - zapytała, podnosząc na niego spojrzenie. Mówiła łagodnie, spokojnie. Nie chciała się przecież z nim kłócić, chciała go po prostu wysłuchać. I może znaleźć przyczynę pojawienia się tego cienia w jego spojrzeniu? Musiała wiedzieć, co czuł i czego chciał, czy coś się zmieniło. Wiedział przecież, że nie będzie miała żadnego problemu z jego decyzją i niezależnie od niej, będzie chciała mu pomóc to zrealizować. - Nie wiem, co powinnam jej powiedzieć. Prawda jest taka Laurie, że mam mały problem.. Mały, duży problem. I nie wiem, co mam robić lub może, jak to zrobić?
Przekręciła głowę na bok, a brązowe pasmo spłynęło jej na twarz, usiłując przykleić się do warg. Nie odganiała do jednak tym razem. Było to coś, nad czym myślała już od dobrego roku i nadal nie wymyśliła, co zrobić.
Nic więc dziwnego, że jej ramiona objęły go czule, ale i pewnie, że zaciągnęła się jego zapachem i gdy przymknęła oczy, zatańczyły przed nią obrazy z dzieciństwa. Był cały, bezpieczny i trzymanie go obok dawało jej spokój. Poza Laurentem tylko Hjalmar na nią działał w taki sposób. Kojący. Uśmiechnęła się promiennie na widok jego twarzy, w której zatopiła spojrzenie, szybko jednak dostrzegając błąkający się na niej cień. Stwierdzenie "nie podoba mi się to", byłoby niedopowiedzeniem roku. Uścisk w sercu sprawił, że musiała stłumić westchnienie, a niepokój rozlał się od stóp do głów. Jej palce odrobinę mocniej się na nim zacisnęły, jakby miało to cokolwiek zmienić i poprawić. Bo przecież gdyby mogła, wzięłaby wszystkie wątpliwości i strachy od niego na siebie, byle niczym nie musiał się troskać.
- Zawsze będę się o Ciebie martwić i zawsze będziesz moim małym bratem i niestety, ale obawiam się, że nie podlega to żadnej dyskusji. Nawet, jak będziemy starzy, za jakieś pięćdziesiąt lat, będę Ci tak mówić. - wyjaśniła mu, siląc się na poważny ton głosu. Pewnych rzeczy nie dało się zmienić. Jej polik przytulił się do jego dłoni, a spojrzenie ciemnych oczu nie uciekało z drobnej twarzy brata. Faktycznie, zarumieniła się nieco, przygryzając dolną wargę. Nie musiała kłamać, bo znał ją, jak nikt. Jakiekolwiek próby zaprzeczenia odnośnie do jej stanu byłby marnowaniem czasu i właściwie obrazą dla Laurenta. - Chciałabym, żebyś też trafił na ten sposób do rozkwitu... - mruknęła tylko cicho, odrobinę nieśmiało, co było widokiem niezwykle rzadkim.
Chrząknęła więc, prostując głowę, nieco rozluźniając objęcia, bo nie chciała przecież go udusić. Nigdy nie była też wścibska, wychodząc z założenia, że gdy w jego życiu pojawi się ta wyjątkowa osoba, po prostu jej o tym powie. Nie wątpiła w jego popularność i nie miała nic przeciwko, że mógł chcieć próbować różnych rzeczy, zanim zdecyduje się na konkretną. Był znacznie bardziej romantyczną duszą niż ona.
- To dlaczego nie odpoczniesz? Wyrwij się gdzieś, ucieknij. Wiesz, może wybrałbyś się z Hjalmarem na Islandię na weekend? - zaproponowała z troską, idąc grzecznie za nim do kawiarni, chociaż odsunięcie się od niego wcale nie było przyjemne. Na słowa o liście westchnęła, wywracając oczami, przypominała trochę tą małą, zbuntowaną Pandorkę, która nie chciała ubrać wybranej przez mamę sukienki. Gdy zajęli miejsce, a kelnerka przyniosła im karty, aby mogli się zastanowić nad zamówieniem, ułożyła torebkę na kolanach. Wyjęła z niego list, podając bratu. Nie było powodu niczego ukrywać. - Była dość dosadna, to prawda... - zaczęła, zwilżając usta i spoglądając w bok. Nerwowo stuknęła dłońmi o materiał plecaka. Dała mu chwilę na odczytanie listu. - Co o tym myślisz? Braciszku, powiedz mi wprost. Chcesz być dziedzicem Prewettów? - zapytała, podnosząc na niego spojrzenie. Mówiła łagodnie, spokojnie. Nie chciała się przecież z nim kłócić, chciała go po prostu wysłuchać. I może znaleźć przyczynę pojawienia się tego cienia w jego spojrzeniu? Musiała wiedzieć, co czuł i czego chciał, czy coś się zmieniło. Wiedział przecież, że nie będzie miała żadnego problemu z jego decyzją i niezależnie od niej, będzie chciała mu pomóc to zrealizować. - Nie wiem, co powinnam jej powiedzieć. Prawda jest taka Laurie, że mam mały problem.. Mały, duży problem. I nie wiem, co mam robić lub może, jak to zrobić?
Przekręciła głowę na bok, a brązowe pasmo spłynęło jej na twarz, usiłując przykleić się do warg. Nie odganiała do jednak tym razem. Było to coś, nad czym myślała już od dobrego roku i nadal nie wymyśliła, co zrobić.