03.06.2024, 10:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 11:08 przez Perseus Black.)
Ogrody, później hol
— Będziesz miał z tym pewne trudności; mamy wśród gości kilku seniorów, którzy również używają lasek — roześmiał się. Ale prawda była taka, że żadna z osób nie miała aż tak... finezyjnej podpory jak Perseus. Podobno zamiłowanie do pragmatyzmu prostoty przychodziło z wiekiem; on wciąż jednak był na etapie osobliwości. Pozwolił się zatem zaprowadzić z powrotem do okazałej posiadłości, lecz tym razem ściągnął Laurenta w stronę głównego wyjścia, a nie tarasu, przez który znaleźli się na zewnątrz.
Wydarzenia towarzyskie były doskonałą okazją, by dowiedzieć się czegoś więcej o innych członkach magicznej socjety i wcale nie chodziło tutaj o samo wchodzenie z nimi w interakcje, lecz obserwowanie ich reakcji na to, co dzieje się wokół; te uciekające spojrzenia, nerwowe uśmiechy, dłonie splatane ze sobą w koszyczki i nerwowo rozplatane, gdy nie wiedziano już, co z nimi zrobić, skrzętne omijanie tematów, które sprawiały dyskomfort - to wszystko nie umykało uwadze Perseusa, który z zawodową wprawą obserwował zebranych. Zauważył więc, jak Laurent w odpowiedzi na jego słowa przystaje, a jego palce zaciskają się mocniej na szklance.
Och nie, Laurencie, nie rób tak, skaleczysz się jeszcze, pomyślał z troską i uspokajająco pogładził jego ramię opuszkiem kciuka, dość blizn nosisz na duszy; odpuść więc swojej skórze. Chciał powiedzieć mu coś więcej, być może przeprosić go za to, że... właściwie, to za co? Za to, że również znał Crowa? Że przed pięcioma laty łączył ich krótki romans, który dziś pozostał jedynie słodko-gorzkim wspomnieniem? Perseus przywykł przepraszać do wielu rzeczy, również tych, które nie były jego winą, ale nawet on nie wyobrażał sobie przepraszać za to, że kiedyś obdarzył kogoś uczuciem. Przecież miłość nie była zbrodnią... A jednak, zdawało mu się, że w jakiś sposób skrzywdził swojego towarzysza i poczuł się z tym po prostu podle.
— On również jest ci bliski — nie pytał, lecz stwierdził półszeptem dedykowanym tylko jego uszom. Przypomniał sobie, jak Prewett przed niespełna dwoma tygodniami wspomniał, że wiele osób jest skłonnych leczyć jego samotność - czy Crow był jedną z nich? Och, czy to oznaczało, że Laurent czuł się w jakiś sposób... zagrożony? Tak, Perseus właśnie tak to odebrał i pomyślał, że właśnie tutaj leży problem. Uśmiechnął się więc do niego pokrzepiająco; tylko tyle mógł zrobić w otoczeniu świadków, choć ramiona wyrywały się do tego, by objąć jego drobną sylwetkę i zapewnić go, że wszystko będzie w porządku.
Zmiana tematu. Tak, będzie dobrze, jeśli zmienią temat. Niech porozmawiają o tym wolnym duchu, Geraldine i koniach, i wyjeździe do Brazylii, i kapibarach.
— Sądziłem, że Gerry urodziła się w siodle...? — zdziwił się nieco, ale zaraz potem przypomniał sobie, że przecież nigdy nie widział panny Yaxley na koniu. Po prostu jakoś jeździectwo pasowało mu do tego, że była łowczynią, choć nie miał okazji widzieć jej w akcji. — Ze mną jest nieco trudniej, niż z nią. Wiesz... Kilka razy pogryzł mnie koń Elliotta. Według niego tak okazywał mi swoją sympatię, ale trochę obawiam się podchodzić do nich z przodu... A wybieramy się do Brazylii. Chciałbym zobaczyć na własne oczy kapibary... Uwielbiam kapibary. I... delfiny.... i... i... foki.
Ale chociaż Perseus starał się ze wszystkich sił, temat samopoczucia Laurenta wracał do niego ze zdwojoną siłą. Nie mógł przecież, nie mógł tak po prostu go zignorować. Był przecież jego terapeutą, o ile ten rzeczywiście chciał kontynuować u niego leczenie. Zdawało mu się, że to napięcie między nimi jest tak mocne, iż niemal namacalne.
— Nie mogę wyzbyć się wrażenia, że od początku wesela jesteś jakiś... przygaszony. Czy coś stało? — zapytał, gdy wkroczyli w półmrok holu.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory