30.12.2022, 02:42 ✶
Może i było o co walczyć, ale w gruncie rzeczy… przecież prawda była taka, że niczego jej nie brakowało. No może prócz wolności w wybieraniu sobie partnera na całe życie, ale chyba nie można było mieć wszystkiego. Victoria się nie buntowała, bo w takim klimacie została wychowana. Od najmłodszych lat wiedziała, że kiedyś zostanie jej wybrany mężczyzna, którego poślubi by zachować czystą linię krwi i pielęgnować stare tradycje. Tak było w pokoleniu jej rodziców, jej dziadków, pradziadków i wcześniej też. Rodowody były starannie budowane, nie było tam zbyt wielu przypadków. Jeden wyskok mógł przekreślić całe dziesięciolecia pilnowania czystości. Więc nie buntowała się, bo nie była zakochana w nikim spoza radaru rodziców, nie buntowała się, bo pogodziła się ze swoim losem dawno temu – i wiedziała, że to zupełnie normalne. I że to spotyka nie tylko ją, ale jej kuzynki, kuzynów również. A skoro to coś normalnego, to znaczy, że tak ma po prostu być, prawda? Jednego narzeczonego już miała na koncie – nie wyszło. Teraz był drugi. Poznawanie, przyzwyczajanie się do trzeciego jakoś nie widniało na jej planie działania na przyszłość. Jakoś nawet nie brała tego pod uwagę. Dlatego starała się jakoś tam poznać Sauriela, żeby ta wspólna przyszłość nakreślana przez ich rodziców nie była tak cholernie smutna i samotna jak mogłaby być.
- Nie wiem. Cierpię na bezsenność. Potrafię tak bez snu kilka nocy – nawet jak była bardzo zmęczona… i tak miewała problemy z zaśnięciem. Pomocny był eliksir, którego się nauczyła przyrządzać, żeby nie być ciągle zależna od innych. Gdyby nie ten alkohol, to by się do tego nie przyznała. Ale ta zdradliwa żmija rozwiązywała język.
Przeszli tak dobry kawałek i Victoria bardzo wątpiła, by mieli tutaj coś jeszcze zastać ciekawego. I prawdę mówiąc – chciała już wracać do domu, jakkolwiek miło się z Saurielem rozmawiało. Istniał tylko jeden problem: wolała się po pijaku nie aportować, bo był to prosty przepis, żeby się jednak rozszczepić.
- Wracamy? – rzuciła po chwili i zamrugała, próbując zapanować nad powoli ciążącymi powiekami.
- Nie wiem. Cierpię na bezsenność. Potrafię tak bez snu kilka nocy – nawet jak była bardzo zmęczona… i tak miewała problemy z zaśnięciem. Pomocny był eliksir, którego się nauczyła przyrządzać, żeby nie być ciągle zależna od innych. Gdyby nie ten alkohol, to by się do tego nie przyznała. Ale ta zdradliwa żmija rozwiązywała język.
Przeszli tak dobry kawałek i Victoria bardzo wątpiła, by mieli tutaj coś jeszcze zastać ciekawego. I prawdę mówiąc – chciała już wracać do domu, jakkolwiek miło się z Saurielem rozmawiało. Istniał tylko jeden problem: wolała się po pijaku nie aportować, bo był to prosty przepis, żeby się jednak rozszczepić.
- Wracamy? – rzuciła po chwili i zamrugała, próbując zapanować nad powoli ciążącymi powiekami.