03.06.2024, 09:50 ✶
Południowe stragany Szato des dragone z wińskiem. Przynoszę Bottowi podwójną porcję i zachwycam się Alastorem.
W sumie to jej i Bertiemu przydałoby się wiadro, albo chociaż śliniaczki, bo tak zapatrzonych w aurora ciskającego się nad całym zajściem to próżno było szukać w okolicy i nawet jakby zebrać całą miłość i uwielbienie ze wszystkich jego byłych czy obecnych whatever dup z którymi gdzieś tam się woził, to aż dziw, że plecy nie płonęły mu od zapatrzonych weń dwóch par oczu.
Miles w pewnym momencie jednak zamrugała, czując pewną niezręczność swojej bezpośredniości (to wszystko przez Botta, on to robił tak jakoś bez krępacji, jakby był jakimś jebanym pedałem, ale przecież gdyby był, to Alik by go tak nie lubił i z pewnością podczas noclegów w Dolinie waliłby jakimiś tekstami, że teraz to musi spać dupą do ściany czy coś). W każdym razie Moody rzuciła:
– Dobra to chodźmy po to wino – i rychło odkryła, że trunek poustawiany w papierowych kubeczkach jest... za darmo?
Degustacja. Dziwne.
Od razu zlała zawartość dwóch kubków w jeden (Bertie większy facet, toż nawet nie poczuje jak te zlewkę dostanie małą). Dla siebie tylko dla odwagi przed wykonem. Już ją skóra świeżbiła od ilości ludzi, odwykła trochę przez te dwa miesiące w lecznicy. Podała blondynowi kubek i wypaliła:
– Ej tak w ogóle to mm... mam urodziny niedługo, wpadniesz? Robimy je w Warowni, Alastor się ucieszy – dodała, jakby sama jej osoba nie wystarczała, by ktoś chciał przyjść i świętować jej brak zgonu w ostatnim czasie. – W ogóle ciekawe czy jeszcze te świece będzie można kupić, bo w sumie chciałam wieczorem okadzić chatę... – zmartwiła się tym, a nie uciekającym w panice tłumkiem. Dla niej zysk, mniejsze korki do straganów, jak teraz, bez problemu sięgneli wino. Całkiem dobry był ten sok, choć jak na jej gust, znanej i lubianej bimbrowniczki, zdecydowanie za słaby.
W sumie to jej i Bertiemu przydałoby się wiadro, albo chociaż śliniaczki, bo tak zapatrzonych w aurora ciskającego się nad całym zajściem to próżno było szukać w okolicy i nawet jakby zebrać całą miłość i uwielbienie ze wszystkich jego byłych czy obecnych whatever dup z którymi gdzieś tam się woził, to aż dziw, że plecy nie płonęły mu od zapatrzonych weń dwóch par oczu.
Miles w pewnym momencie jednak zamrugała, czując pewną niezręczność swojej bezpośredniości (to wszystko przez Botta, on to robił tak jakoś bez krępacji, jakby był jakimś jebanym pedałem, ale przecież gdyby był, to Alik by go tak nie lubił i z pewnością podczas noclegów w Dolinie waliłby jakimiś tekstami, że teraz to musi spać dupą do ściany czy coś). W każdym razie Moody rzuciła:
– Dobra to chodźmy po to wino – i rychło odkryła, że trunek poustawiany w papierowych kubeczkach jest... za darmo?
Degustacja. Dziwne.
Od razu zlała zawartość dwóch kubków w jeden (Bertie większy facet, toż nawet nie poczuje jak te zlewkę dostanie małą). Dla siebie tylko dla odwagi przed wykonem. Już ją skóra świeżbiła od ilości ludzi, odwykła trochę przez te dwa miesiące w lecznicy. Podała blondynowi kubek i wypaliła:
– Ej tak w ogóle to mm... mam urodziny niedługo, wpadniesz? Robimy je w Warowni, Alastor się ucieszy – dodała, jakby sama jej osoba nie wystarczała, by ktoś chciał przyjść i świętować jej brak zgonu w ostatnim czasie. – W ogóle ciekawe czy jeszcze te świece będzie można kupić, bo w sumie chciałam wieczorem okadzić chatę... – zmartwiła się tym, a nie uciekającym w panice tłumkiem. Dla niej zysk, mniejsze korki do straganów, jak teraz, bez problemu sięgneli wino. Całkiem dobry był ten sok, choć jak na jej gust, znanej i lubianej bimbrowniczki, zdecydowanie za słaby.