03.06.2024, 11:41 ✶
Stoisko – Magiczne Różności
Olivia żegna Laurenta, przyjmuje zapłatę od Leona i wita się z Brenną, zerkając na Jagodę
Olivia żegna Laurenta, przyjmuje zapłatę od Leona i wita się z Brenną, zerkając na Jagodę
- Taka moja rola - odpowiedziała odruchowo Laurentowi, obdarzając go jednym z tych swoich niewinnych uśmiechów. No chyba nie myślał, że będzie tu robić czarodziejom wykłady na temat eliksirów? No, owszem, to też by mogła, ale starała się jak mogła, by przyciągać ludzi do stoiska, zaczepiając uśmiechami, mówiącymi no chodź, mamy tu fajne rzeczy. Nie zapominała jednocześnie o tym, że musiała jeszcze mieć oko na Tristana, by w razie czego mu pomóc. Nie każdy przecież był tak wyrozumiały jak ona, Laurent czy Leon. Niektórym mogłoby przeszkadzać to, że Ward nie mówi, szczególnie jeśli był sprzedawcą. Świat był pełen chamów. - W takim razie nie mogła trafić lepiej.
Zerknęła jeszcze na Laurenta, a wzrok ześlizgnął się na kota. Diva... Imię pasowało do zwierzaka Prewetta. Podobnie jak Duma. Gdy Laurent się pożegnał, pomachała mu. Chciała coś dodać, ale nie zdążyła, bo wbrew temu co paplał Leon, nagle zaczęli się schodzić ludzie.
- No ja myślę, że najlepsza - odpowiedziała Leonowi, a grymas niezadowolenia szybko zniknął z jej twarzy. Wiedziała, że nie chciał źle, chociaż jego słowa trochę ją ubodły. Te o pustkach przy straganie, bo przecież to było to, czego razem z Tristanem się obawiali. Domyślała się jednak, że przyjaciel nie powiedział tego złośliwie, pewnie po prostu nie pomyślał, mimo że taki z niego zawsze był mądrala. Gdy zapytał o cenę, zerknęła na Tristana, bo w sumie sama nie wiedziała, ile to kosztuje. Znała ceny swoich eliksirów, ale to już mu powiedziała. Co do pięknych wyrobów Warda, to musiał sam napisać, co za ile, bo nawet gdyby wcześniej rozpisał Olivii wszystko od myślników, to dziewczyna zapewne by zapomniała. Za dużo się działo. Ale zapłatę odebrała, a co. Gdyby nie to, że dopiero zaczynali, to pewnie by machnęła ręką chociaż na cenę eliksiru nasennego, ale wolała teraz tego nie robić. Może później, jak Lammas się skończy, dośle Leonowi kilka fiolek po przyjacielsku, czyli za darmo.
Z boku mignęła jej kolejna osoba - Jagoda. Podeszła do straganu i przyglądała się błyskotkom. Gdyby nie to, że Jagoda właśnie się do kogoś zwracała, to pewnie by ją zaczepiła: ale postanowiła na razie nie wcinać się w rozmowę, tylko klasycznie się uśmiechnąć. Zaczynała boleć ją twarz od tych ciągłych uśmiechów, a to był dopiero początek. Bała się, co będzie za kilka godzin...
- Brenna! Liczyłam, że ty mi powiesz, chyba coś nie tak z chórem, bo nagle umilkł, może ktoś zasłabł? - z początku nie zwracała uwagi na zamieszanie przy scenie, bo była zajęta czymś innym, a i krzyki na jarmarkach i innych spędach były normą. Zaalarmował ją dopiero przerwany występ chóru, dzieciaki zniknęły ze sceny (albo przynajmniej przestały śpiewać, bo Olivia była niska i nie widziała dobrze). - Masz fioletowe włosy, wiesz?
Zapytała, ocierając czoło wierzchem dłoni. Spojrzała na Longbottom z ciekawością: ten kolor niezbyt do niej pasował, mimo wszystko. Do Brenny by bardziej pasowały czerwone, były żywiołowe, takie jak ona sama. Albo tęczowe, bo w sumie Brenna była jak wszystkie kolory tęczy.
- Przyszłaś je odczarować, czy szukasz czegoś, co pozwoli ci nie zasnąć gdy znowu cię wezwą do pracy? - zagadnęła, przekrzywiając głowę z zaciekawieniem. - Albo przeciwnie, kupić jakiś wisiorek z fioletowym szkiełkiem, żeby je podkreślił? To jakaś nowa moda, która mnie ominęła?
Rozpromieniła się. Nie była pewna, czy cokolwiek z tego, co miała na straganie, pomogłoby na fioletowe włosy, ale zawsze mogła spróbować magią, chociaż podejrzewała, że w magii to jednak przodowała jej koleżanka.
@Leon Bletchley @Jagoda Brodzki @Brenna Longbottom @Tristan Ward