03.06.2024, 13:31 ✶
Przy barze sobie stoję
Lyssa nie zwróciła większej uwagi na pojawiające się na granicy słyszalności szepty, wciąż przeżywające niedawną bójkę, która miała miejsce na parkiecie, niespecjalnie będąc zainteresowaną tego typu pokazem samczej głupoty. Nie dotyczył on jej, więc czemuż by i miała? Co jednak nie uszło jej uwadze, to błądzące spojrzenie Peregrinusa, zanim jeszcze zdążył się do niej odezwać.
- Oczywiście, baw się dobrze - rzuciła obojętnie, odprowadzając go spojrzeniem.
Tak samo jak potrafiła być intensywna w stosunku do niego, równie łatwo obdarzała go ocierającą się o chłód obojętnością. Często też, te dwa sposoby ocierały się o siebie, następując po sobie jakby Lyssa nawet nie musiała mrugnąć, żeby wskoczyć na inny tor. Prawda była taka, że w gruncie rzeczy traktowała Trelawneya bardzo przedmiotowo, jego funkcję sprowadzając w swojej głowie do akcesorium Dolohova. Nawet jeśli mogło to ujmować samemu Peregrinusowi, którego uznawała za sympatycznego i całkiem miłego jako towarzystwo, ułatwiało to wiele rzeczy. Bo nie mogła nie dostrzegać nici, którymi byli z Vakelem ciasno spleceni i nawet jeśli drobne zaczepki w stronę Trelawneya wydawały jej się zabawne, tak wchodzenie w tę plątaninę z pełną premedytacją nie wchodziło w grę.
Przez moment przyglądała się Millie, kiedy do niej podszedł, pozwalając rodzinnej zdolności pokazać jej to, co wiązało kobietę z asystentem jej ojca, ale kiedy tylko kolory zakwitły, odwróciła ze znudzeniem spojrzenie. Moody nie była żadnym zagrożeniem, tym bardziej rozrywką, dlatego też Mulciber skoncentrowała się w całości na zamówieniu drinka. Kiedy podano jej kieliszek, uśmiechnęła się wesoło do barmana chwytając szkło w dłonie, a potem upijając z niego łyk i odwracając się w kierunku sali, chcąc znaleźć sobie jakiś zajęcie na parę dłuższych chwil, skoro wszyscy ze świty Dolohova wydawali się nagle uwikłani w towarzyskie rozmówki. Ale zwyczajnie odwrócenie się i ruszenie przed siebie okazało się raczej trudne, szczególnie że łokciem zahaczyła o znajdującego się za nią mężczyznę. Jęknęła rozczarowana, kiedy alkohol w kieliszku rozbujał się i chlusnął jej na sukienkę, mocząc czarny materiał i co gorsza - pozbawiając ją picia.
- Uważaj gdzie chodzisz - sarknęła odruchowo, pośpiesznie odstawiając naczynie i sięgając po serwetki. W końcu jednak zerknęła ku górze, na twarz znajdującego się przed nią mężczyzny, który był powodem całej tej małej katastrofy. W gruncie rzeczy była bardzo prostą dziewczyną i kiedy coś jej się podobało, bardzo szybko była w stanie zapomnieć o niektórych niedogodnościach. A Ulysses prezentował się całkiem dobrze. - Myślę, że ten mały wypadek wymaga jakiejś rekompensaty - niby to uśmiechnęła się do niego odrobinę nieśmiało, ale w gruncie rzeczy to go właśnie informowała, wciąż przyciskając do siebie serwetki.
!weselnedrinki
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.