30.12.2022, 19:37 ✶
- Przecież to prawda – zauważył, udając oburzenie całą tą sytuacją. – Nie idzie przy tobie zachować zdrowych zmysłów.
Czuł, jak każda chwila z Castielem mąci mu w głowie. Nie pomogłoby nawet oblanie go wiadrem zimnej wody. Wciąż widziałby w tym jakiejś powiązania z tym mężczyzną. Czy nie właśnie szok spowodowany przymusową, lodowatą kąpielą był początkiem tego wszystkiego? Miał ochotę śmiać się z własnej głupoty, uświadomiwszy sobie, jak długo i bezcelowo analizował w głowie tę sytuację, szukając w niej drugiego dna. Jakim cudem tak trudno było mu uwierzyć, że nie działało to wyłącznie w jedną stronę? Wciąż nie mógł się nacieszyć tym, że miał Flinta tuż obok, skupiającego całą swoją uwagę tylko na nim.
- Naprawdę wspominasz teraz o Cynthii? – jęknął, wyraźnie tym faktem niepocieszony. Wolałby chyba zapomnieć o jej istnieniu, niż rozmawiać na jej temat w dokładnie tym momencie. Samo to imię sprawiało, ze przechodził go zimny dreszcz, natychmiast ostudzający jego entuzjazm. Zabiłaby ich i rzuciła rybom na pożarcie, gdyby tylko się dowiedziała, co Fergus robił z jej bratem, gdy nikt nie patrzył.
- Czyli mogę cię dręczyć i nie zastanawiać się nad tym, czy w ogóle powinienem? – spytał, patrząc na niego szczenięcym wzrokiem, nim wtulił się w jego szyję. Ta wizja całkiem mu się podobała. Niemyślenie o żadnych konsekwencjach, przyczynach i skutkach. Po prostu tu i teraz i jeszcze więcej takich chwil w przyszłości. Co wtedy zdołają odkryć, gdy przestaną się starać to robić?
- Czy ty się na mózgi z meduzą zamieniłeś? – obruszył się trochę zbyt głośno, słuchając Castiela i jego litanii o tym, jak bardzo się nie wyróżniał. Zaraz ściszył głos, ciesząc się, ze Flint nie mógł zobaczyć jego miny. Zobaczyłby zawód tym, że nie wierzył jego słowom. – Zanim coś powiesz, tak, zdaję sobie sprawę, że meduzy nie mają mózgów. Spodziewałem się raczej czegoś w stylu: dziękuję za komplement, Fergus. Też cię lubię.
Oczywiście sobie żartował, wiedząc, że Cas miał prawo się dziwić. Praktycznie się nie znali, informacje na jego temat zbierał od Cynthii i innych znajomych. Nawet nie musiał wypytywać (nie żeby w ogóle to robił, bo nie wiedziałby wówczas, po co), sami mu co nieco zdradzali, mimochodem opowiadając o swoim bracie i przyjacielu. I tak w jego głowie powstała jakaś wizja idealnego Flinta, który na żywo okazał się jeszcze bardziej interesującą osobą. Przede wszystkim zaskakiwało to, co kryło się pod fasadą tego spokoju rodem z tafli jeziora.
- Dlaczego? – zapytał niemal z dziecięcą szczerością, odrobinę przerażony myślą, że znów mógł robić coś nie tak. Uniósł głowę, łapiąc spojrzenie Castiela. Nie dostrzegał w nim jednak żadnych oznak irytacji czy sprzeciwu, dzięki czemu mu ulżyło. Uśmiechnął się do niego wesoło, nieco zadziornie, bo w jego głowie już rodził się plan. – A gdybym zrobił tak? – Nachylił się do niego i polizał go po nosie, śmiejąc się przy tym ze swojego głupiego pomysłu. Odbijało mu, rzeczywiście tracił rozum, skoro potrafił się już przy nim wygłupiać w ten sposób.
Czuł, jak każda chwila z Castielem mąci mu w głowie. Nie pomogłoby nawet oblanie go wiadrem zimnej wody. Wciąż widziałby w tym jakiejś powiązania z tym mężczyzną. Czy nie właśnie szok spowodowany przymusową, lodowatą kąpielą był początkiem tego wszystkiego? Miał ochotę śmiać się z własnej głupoty, uświadomiwszy sobie, jak długo i bezcelowo analizował w głowie tę sytuację, szukając w niej drugiego dna. Jakim cudem tak trudno było mu uwierzyć, że nie działało to wyłącznie w jedną stronę? Wciąż nie mógł się nacieszyć tym, że miał Flinta tuż obok, skupiającego całą swoją uwagę tylko na nim.
- Naprawdę wspominasz teraz o Cynthii? – jęknął, wyraźnie tym faktem niepocieszony. Wolałby chyba zapomnieć o jej istnieniu, niż rozmawiać na jej temat w dokładnie tym momencie. Samo to imię sprawiało, ze przechodził go zimny dreszcz, natychmiast ostudzający jego entuzjazm. Zabiłaby ich i rzuciła rybom na pożarcie, gdyby tylko się dowiedziała, co Fergus robił z jej bratem, gdy nikt nie patrzył.
- Czyli mogę cię dręczyć i nie zastanawiać się nad tym, czy w ogóle powinienem? – spytał, patrząc na niego szczenięcym wzrokiem, nim wtulił się w jego szyję. Ta wizja całkiem mu się podobała. Niemyślenie o żadnych konsekwencjach, przyczynach i skutkach. Po prostu tu i teraz i jeszcze więcej takich chwil w przyszłości. Co wtedy zdołają odkryć, gdy przestaną się starać to robić?
- Czy ty się na mózgi z meduzą zamieniłeś? – obruszył się trochę zbyt głośno, słuchając Castiela i jego litanii o tym, jak bardzo się nie wyróżniał. Zaraz ściszył głos, ciesząc się, ze Flint nie mógł zobaczyć jego miny. Zobaczyłby zawód tym, że nie wierzył jego słowom. – Zanim coś powiesz, tak, zdaję sobie sprawę, że meduzy nie mają mózgów. Spodziewałem się raczej czegoś w stylu: dziękuję za komplement, Fergus. Też cię lubię.
Oczywiście sobie żartował, wiedząc, że Cas miał prawo się dziwić. Praktycznie się nie znali, informacje na jego temat zbierał od Cynthii i innych znajomych. Nawet nie musiał wypytywać (nie żeby w ogóle to robił, bo nie wiedziałby wówczas, po co), sami mu co nieco zdradzali, mimochodem opowiadając o swoim bracie i przyjacielu. I tak w jego głowie powstała jakaś wizja idealnego Flinta, który na żywo okazał się jeszcze bardziej interesującą osobą. Przede wszystkim zaskakiwało to, co kryło się pod fasadą tego spokoju rodem z tafli jeziora.
- Dlaczego? – zapytał niemal z dziecięcą szczerością, odrobinę przerażony myślą, że znów mógł robić coś nie tak. Uniósł głowę, łapiąc spojrzenie Castiela. Nie dostrzegał w nim jednak żadnych oznak irytacji czy sprzeciwu, dzięki czemu mu ulżyło. Uśmiechnął się do niego wesoło, nieco zadziornie, bo w jego głowie już rodził się plan. – A gdybym zrobił tak? – Nachylił się do niego i polizał go po nosie, śmiejąc się przy tym ze swojego głupiego pomysłu. Odbijało mu, rzeczywiście tracił rozum, skoro potrafił się już przy nim wygłupiać w ten sposób.