03.06.2024, 13:56 ✶
Cokolwiek Peppa miała do powiedzenia, Ambrosia to zignorowana, już zanadto zajęta własnymi myślami, tak samo jak i przez fakt, że trochę ją to zirytowało. Teraz się gówniarze zebrało na rozmowy, tak jakby jeszcze przed chwilą nie deklarowała, że to nie czas na takie rozmowy. Może i coś było w tym co mówiła, ale do tej pory rośliny zdawały się zaledwie reagować na aktywne zagrożenie. Kiedy ktoś je złamał albo podpalił to dopiero wtedy zaczynały się ożywiać.
Kiedy Morpheus wspomniał o zejściu się, zerknęła na niego z ukosa. Chciała, żeby tak było naprawdę, bo nawet jeśli w Windermere przepełniało ją to słodkie uczucie miłości, jakaś jej cześć podchodziła do tego ze smutkiem - ta sama którą obudził Alexander słowami o barwie, która otulała ich nici. Fiolet był dobry. Chronił. Ale co jeśli też amplifikował? Skoro czerń zdawała się zaszczepiać i pobudzać najgorsze instynkty, to tylko logicznym było dojście do podobnych wniosków odnośnie fioletu. A podobało jej się to uczucie, bo przypominało jej o dawnych czasach i chciała tak bardzo uchwycić się go w pełni i zachować na stałe.
- A córkę Melinoe, żeby dzieci snów były zawsze ze sobą. Jedno zaklinające w sobie ukochane osoby, a drugie stojące na straży koszmarów - odpowiedziała i pewnym wyrachowaniem wspominając o roli Morfeusza jako posłańca snów. Jeśli Alexander już wcześniej widział czerwień zaszłej relacji, mogły tylko ją uwydatnić. - A teraz uspokój się, bo tu dzisiaj nie umrzesz - była w swych słowach nieco obcesowa, ale jej głos ocierał się we wprawiony sposób o ten, którego zdarzało się używać wróżbitom, na wpół wyrwanych z jakiejś wiekopomnej wizji. Nie posiadała trzeciego oka, ale była na tyle doświadczona w ludziach by wyuczyć się tego tonu na pamięć i używała go szczególnie, kiedy chciała żeby ktoś uciął temat.
Czasem ta pewność jasnowidzów zwyczajnie ją drażniła. Dostrzegali przyszłość, ale była to zaledwie jedna z wielu możliwości. Tak samo momentami odnosiła wrażenie, że przez swoje prekognitywne zdolności tak naprawdę zamykali się na los; widziałem to i to, więc tego przychodzi mi oczekiwać.
Pierdolenie. Pomyślała, zaglądając Robertsowi w puste, wybielone oczodoły i zieleniejące się w nich rośliny. Kiedy dotarli do rozpadliny, zbliżyła się do niej, przyklękując na jej krawędzi i zaglądając w dół. Może było tam coś widać, a nawet jeśli nie, to i tak miała swoje plany co do tej dziury.
- Millie?! Penny?! - zawołała ku dołowi. Spróbować nigdy nie zaszkodzi, a może rozpadlina była jakoś połączona z miejscem, gdzie wcześniej kobiety wpadły pod ziemię.
rzucam na percepcje tak na zaś, może coś zobaczę w tej dziurwie
Kiedy Morpheus wspomniał o zejściu się, zerknęła na niego z ukosa. Chciała, żeby tak było naprawdę, bo nawet jeśli w Windermere przepełniało ją to słodkie uczucie miłości, jakaś jej cześć podchodziła do tego ze smutkiem - ta sama którą obudził Alexander słowami o barwie, która otulała ich nici. Fiolet był dobry. Chronił. Ale co jeśli też amplifikował? Skoro czerń zdawała się zaszczepiać i pobudzać najgorsze instynkty, to tylko logicznym było dojście do podobnych wniosków odnośnie fioletu. A podobało jej się to uczucie, bo przypominało jej o dawnych czasach i chciała tak bardzo uchwycić się go w pełni i zachować na stałe.
- A córkę Melinoe, żeby dzieci snów były zawsze ze sobą. Jedno zaklinające w sobie ukochane osoby, a drugie stojące na straży koszmarów - odpowiedziała i pewnym wyrachowaniem wspominając o roli Morfeusza jako posłańca snów. Jeśli Alexander już wcześniej widział czerwień zaszłej relacji, mogły tylko ją uwydatnić. - A teraz uspokój się, bo tu dzisiaj nie umrzesz - była w swych słowach nieco obcesowa, ale jej głos ocierał się we wprawiony sposób o ten, którego zdarzało się używać wróżbitom, na wpół wyrwanych z jakiejś wiekopomnej wizji. Nie posiadała trzeciego oka, ale była na tyle doświadczona w ludziach by wyuczyć się tego tonu na pamięć i używała go szczególnie, kiedy chciała żeby ktoś uciął temat.
Czasem ta pewność jasnowidzów zwyczajnie ją drażniła. Dostrzegali przyszłość, ale była to zaledwie jedna z wielu możliwości. Tak samo momentami odnosiła wrażenie, że przez swoje prekognitywne zdolności tak naprawdę zamykali się na los; widziałem to i to, więc tego przychodzi mi oczekiwać.
Pierdolenie. Pomyślała, zaglądając Robertsowi w puste, wybielone oczodoły i zieleniejące się w nich rośliny. Kiedy dotarli do rozpadliny, zbliżyła się do niej, przyklękując na jej krawędzi i zaglądając w dół. Może było tam coś widać, a nawet jeśli nie, to i tak miała swoje plany co do tej dziury.
- Millie?! Penny?! - zawołała ku dołowi. Spróbować nigdy nie zaszkodzi, a może rozpadlina była jakoś połączona z miejscem, gdzie wcześniej kobiety wpadły pod ziemię.
rzucam na percepcje tak na zaś, może coś zobaczę w tej dziurwie
Rzut Z 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 28
Akcja nieudana
Akcja nieudana
she was a gentle
sort of horror
sort of horror