03.06.2024, 14:33 ✶
- Prawdopodobnie dokładnie to, co zalecasz Brygadzistom i aurorom, kiedy trafiają na nasz oddział z urazami - odparła Florence gładko, bo przedstawiciele Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów trafiali do nich wyjątkowo często. - Zwłaszcza tym, którzy jak mój najmłodszy brat przekonują, że zupełnie nic im nie jest i mogą natychmiast wyjść ze szpitala.
Nie wszyscy funkcjonariusze mieli coś takie w zwyczaju, ale Bulstrode napotkała takich przynajmniej kilku, z Atreusem na czele.
– Jestem córką byłego aurora. Chyba nie sądzisz, że do czegoś się przyznam dobrowolnie? - powiedziała, chociaż Prewett miał rację. Gdyby uznała to za absolutnie konieczne, dosypałaby mu tych środków do herbatki, na razie jednak nie zmartwił jej do tego stopnia. Według jej fachowej oceny na razie wystarczyło zaprosić go do domku rodziców i posadzić na kanapie, bez uciekania się do bardziej drastycznych metod.
Być może jednak powinna po nie sięgnąć, skoro Basilius śnił o tańczących krukach i wronach.
- Muszę przyznać, że tańczący Octavian jest czymś, co zaskakuje mnie nawet w twoich snach.
Octavian wydawał się jej młodzieńcem, który bardzo pragnął… uznania. Pracował jako pełnoprawny uzdrowiciel stosunkowo od niedawna i Florence wciąż podejrzewała, że zapuszczał tę absolutnie nieestetyczną i nie pasującą do niego brodę tylko po to, by poważniej wyglądać. Prawdopodobnie uznałby taniec za nielicujący z godnością uzdrowiciela. Zwłaszcza taniec pod postacią wrony.
– Bo byłeś sprytny i zawsze doskonale umiałeś kłamać – przyznała wprost, siadając za stołem i zabierając się za swoją porcję sałatki. – Przebywanie z tobą było bardzo pomocne w radzeniu sobie później z Laurentem i Atreusem – dodała, unosząc na niego spojrzenie i obdarzając go lekkim uśmiechem. – Poza tym nasza rodzina dzieli się między te dwa Domy niemal po równo.
Ona i kuzynka Pandora trafiły razem do Ravenclawu, a ledwie rok później Orion został Krukonem, Vincent zaś – typowy Prewett, niby „wuj”, a w istocie traktowany przez nią jak młodszy brat – Ślizgonem. Dwa lata później Basilius został Krukonem, by w kolejnych latach Tiara wykrzyczała „Slytherin” najpierw dla Laurenta, a później dla Atreusa.
Ostatecznie jednak chyba w przypadku Basiliusa był to dobry wybór. Ich ślizgońscy krewni to byli ci bardziej narwani i jednocześnie jakby bardziej niepewni, w jaką stronę podążyć.
– Ledwo Tiara dotknęła mojej głowy, a wybrała Ravenclaw. Myślę, że nie pasowałabym do innego Domu. Gryfoni zawsze zdawali mi się zbyt głośni, Puchoni nazbyt mili, a Ślizgoni za bardzo chcieli pokazać innym, że są lepsi. Poza tym faktycznie brakowałoby mi okien.
Oczywiście, Krukoni też mieli swoje wady, a Florence była ich uosobieniem, zwłaszcza w czasach szkolnych: trochę nazbyt z nosem w książkach, chłodna w swojej logice, i mająca mało tolerancji dla niektórych zachowań.
– Znasz może Philipa Notta? – spytała nagle, ni z tego ni z owego.
Nie wszyscy funkcjonariusze mieli coś takie w zwyczaju, ale Bulstrode napotkała takich przynajmniej kilku, z Atreusem na czele.
– Jestem córką byłego aurora. Chyba nie sądzisz, że do czegoś się przyznam dobrowolnie? - powiedziała, chociaż Prewett miał rację. Gdyby uznała to za absolutnie konieczne, dosypałaby mu tych środków do herbatki, na razie jednak nie zmartwił jej do tego stopnia. Według jej fachowej oceny na razie wystarczyło zaprosić go do domku rodziców i posadzić na kanapie, bez uciekania się do bardziej drastycznych metod.
Być może jednak powinna po nie sięgnąć, skoro Basilius śnił o tańczących krukach i wronach.
- Muszę przyznać, że tańczący Octavian jest czymś, co zaskakuje mnie nawet w twoich snach.
Octavian wydawał się jej młodzieńcem, który bardzo pragnął… uznania. Pracował jako pełnoprawny uzdrowiciel stosunkowo od niedawna i Florence wciąż podejrzewała, że zapuszczał tę absolutnie nieestetyczną i nie pasującą do niego brodę tylko po to, by poważniej wyglądać. Prawdopodobnie uznałby taniec za nielicujący z godnością uzdrowiciela. Zwłaszcza taniec pod postacią wrony.
– Bo byłeś sprytny i zawsze doskonale umiałeś kłamać – przyznała wprost, siadając za stołem i zabierając się za swoją porcję sałatki. – Przebywanie z tobą było bardzo pomocne w radzeniu sobie później z Laurentem i Atreusem – dodała, unosząc na niego spojrzenie i obdarzając go lekkim uśmiechem. – Poza tym nasza rodzina dzieli się między te dwa Domy niemal po równo.
Ona i kuzynka Pandora trafiły razem do Ravenclawu, a ledwie rok później Orion został Krukonem, Vincent zaś – typowy Prewett, niby „wuj”, a w istocie traktowany przez nią jak młodszy brat – Ślizgonem. Dwa lata później Basilius został Krukonem, by w kolejnych latach Tiara wykrzyczała „Slytherin” najpierw dla Laurenta, a później dla Atreusa.
Ostatecznie jednak chyba w przypadku Basiliusa był to dobry wybór. Ich ślizgońscy krewni to byli ci bardziej narwani i jednocześnie jakby bardziej niepewni, w jaką stronę podążyć.
– Ledwo Tiara dotknęła mojej głowy, a wybrała Ravenclaw. Myślę, że nie pasowałabym do innego Domu. Gryfoni zawsze zdawali mi się zbyt głośni, Puchoni nazbyt mili, a Ślizgoni za bardzo chcieli pokazać innym, że są lepsi. Poza tym faktycznie brakowałoby mi okien.
Oczywiście, Krukoni też mieli swoje wady, a Florence była ich uosobieniem, zwłaszcza w czasach szkolnych: trochę nazbyt z nosem w książkach, chłodna w swojej logice, i mająca mało tolerancji dla niektórych zachowań.
– Znasz może Philipa Notta? – spytała nagle, ni z tego ni z owego.