03.06.2024, 14:58 ✶
Gdy Basilius przeczytał pierwsza część listu poczuł narastającą w nim irytuacji. Ostatnio był bardziej zmęczony, niż zwykle, być może lekko przepracowany, kuzynka ciągle gadała mu, że powinien udać się na urlop, a on uparcie udawał, że wie o co jej chodzi. A teraz jeszcze to.
Miałam dość szczęścia by usłyszeć od niej, że wcześniej była leczona ze swojej klątwy przez Pana, jednak nie dało ono żadnych rezultatów.
Nie dało ono żadnych rezultatów. Przecież to nie wydawał się być szczególnie trudny przypadek. Zawroty głowy, nieznikające kolorowe kształty przed oczami, problemy z sennością i powtarzanie ostatniego słowa na końcu każdego zdania. Nie wspominając już o tym, że badania, które przeprowadził nie wskazywały na silną klątwę, właściwie to niemal w ogóle nie wyczuwał klątwy. Wniosek był więc taki, że nie dość, że pani Brown nie stosowała się do jego zaleceń, to jeszcze poszła do innej klątwołamaczki, twierdząc że jego leczenie nie przyniosło żadnych rezultatów. Zamiast po prostu się go słuchać i mieć to z głowy.
Na szczęście szybko przeczytał drugą część listu, która wyjawiała nieco więcej i rzucała znacznie inne światło na tę całą sytuację. Tak, zdecydowanie powinien się spotkać z panią Brodzki i to wyjaśnić, bo wychodziło na to, że był to poważniejszy przypadek, niż przypuszczał.
Na umówione miejsce spotkania przyszedł kilka minut przed czasem, ubrany jak zwykle dość elegancko w ciemną koszulę i spodnie. Przywitał się grzecznie, a gdy tylko podał rękę Jogodzie, czarownica mogła zorientować się, że poza sińcami pod oczami i poniekąd profesją, łączyła ich również niska temperatura dłoni.
– Dziękuję. Nic nie trzeba – odpowiedział na pytanie o herbatę, gdy już znaleźli się na miejscu, rozglądając się po pomieszczeniu, które było nieco zbyt chaotyczne, jak na pragnące ładu i porządku gusta Prewetta.
– A więc pani Brodzki – mówiąc to próbował nawiązać kontakt wzrokowy z czarownicą, ale jeśli ta go unikała, starał się to uszanować i nie być namolny. Chciał po prostu szybko wyjaśnić tę sprawę. Nie wyciągnął jednak jeszcze ze swojej torby żadnych notatek poczynionych na temat ich wspólnej pacjentki. – Powiedziała pani, że pani Brown najprawdopodobniej nie leczyła się jedynie u nas. Mogę panią zapewnić, że leczenie, które jej przepisałem powinno być skuteczne, ale z tego co zrozumiałem z pani listu, nie dość, że nie podziałało, to jeszcze nagle zmieniły się objawy. Gdy nasza pacjentka przyszła do mnie skarżyła się na zawroty głowy, kolorowe kształty przed oczami i bezsenność. Zauważyłem też, że powtarza każde słowo na końcu zdania, chociaż sama nie wydawała się być tego znajoma. Twierdziła, że złe samopoczucie męczy ją od dwóch tygodni, kiedy to wróciła ze zjadu rodzinnego.
Miałam dość szczęścia by usłyszeć od niej, że wcześniej była leczona ze swojej klątwy przez Pana, jednak nie dało ono żadnych rezultatów.
Nie dało ono żadnych rezultatów. Przecież to nie wydawał się być szczególnie trudny przypadek. Zawroty głowy, nieznikające kolorowe kształty przed oczami, problemy z sennością i powtarzanie ostatniego słowa na końcu każdego zdania. Nie wspominając już o tym, że badania, które przeprowadził nie wskazywały na silną klątwę, właściwie to niemal w ogóle nie wyczuwał klątwy. Wniosek był więc taki, że nie dość, że pani Brown nie stosowała się do jego zaleceń, to jeszcze poszła do innej klątwołamaczki, twierdząc że jego leczenie nie przyniosło żadnych rezultatów. Zamiast po prostu się go słuchać i mieć to z głowy.
Na szczęście szybko przeczytał drugą część listu, która wyjawiała nieco więcej i rzucała znacznie inne światło na tę całą sytuację. Tak, zdecydowanie powinien się spotkać z panią Brodzki i to wyjaśnić, bo wychodziło na to, że był to poważniejszy przypadek, niż przypuszczał.
Na umówione miejsce spotkania przyszedł kilka minut przed czasem, ubrany jak zwykle dość elegancko w ciemną koszulę i spodnie. Przywitał się grzecznie, a gdy tylko podał rękę Jogodzie, czarownica mogła zorientować się, że poza sińcami pod oczami i poniekąd profesją, łączyła ich również niska temperatura dłoni.
– Dziękuję. Nic nie trzeba – odpowiedział na pytanie o herbatę, gdy już znaleźli się na miejscu, rozglądając się po pomieszczeniu, które było nieco zbyt chaotyczne, jak na pragnące ładu i porządku gusta Prewetta.
– A więc pani Brodzki – mówiąc to próbował nawiązać kontakt wzrokowy z czarownicą, ale jeśli ta go unikała, starał się to uszanować i nie być namolny. Chciał po prostu szybko wyjaśnić tę sprawę. Nie wyciągnął jednak jeszcze ze swojej torby żadnych notatek poczynionych na temat ich wspólnej pacjentki. – Powiedziała pani, że pani Brown najprawdopodobniej nie leczyła się jedynie u nas. Mogę panią zapewnić, że leczenie, które jej przepisałem powinno być skuteczne, ale z tego co zrozumiałem z pani listu, nie dość, że nie podziałało, to jeszcze nagle zmieniły się objawy. Gdy nasza pacjentka przyszła do mnie skarżyła się na zawroty głowy, kolorowe kształty przed oczami i bezsenność. Zauważyłem też, że powtarza każde słowo na końcu zdania, chociaż sama nie wydawała się być tego znajoma. Twierdziła, że złe samopoczucie męczy ją od dwóch tygodni, kiedy to wróciła ze zjadu rodzinnego.