03.06.2024, 14:59 ✶
Zawsze lepiej, gdy lokal jebał grzybem, niż odpadami. Rodolphus jednak zdawał się mieć kompletnie wywalone na to, gdzie trafili. To nie były jego normalne buty, to nie były jego normalne ubrania - gdyby był ubrany po swojemu, pewnie by się wkurwił, ale tak? Te łachy i tak trafią do kubła, a potem zostaną doszczętnie spalone. On sam pewnie wyszoruje się pumeksem i zdrapie skórę, żeby zmyć z siebie smród. Nie było sensu tego roztrząsać.
Dobrze, że Lorraine nie wiedziała, jakie haki miał na niego Robert, bo pewnie poszczałaby się ze śmiechu. Bo prawda była taka, że pomimo przysięgi wieczystej i wspólnych tajemnic, Rodolphus chciał to robić. Chciał pomagać Mulciberowi, wierzył też w to, że ich współpraca się opłaci w przyszłości. Robert mógł tak naprawdę krzywić się, wypisywać do niego pasywno agresywne listy, ale Lestrange nie był mu dłużny, szczególnie ostatnio - a to wszystko nie zmieniało faktu, że Rolph niczym ten piesek kręcił się w okolicy Mulcibera bo czuł jakieś przywiązanie i to chyba było najgorsze. Tak naprawdę ta jebana przysięga wieczysta była kompletnie niepotrzebna. Nawet dobrowolnie oddał Richardowi różdżkę, gdy wzięli go z bliźniakiem w krzyżowy ogień. Coś, czego normalnie nigdy by nie zrobił.
- Pewnie dlatego, że bał się twojej starej - odpowiedział, wzruszając ramionami. Wygrzebał się z kontenera i ruszył za siostrą, kompletnie porzucając siebie samego. Zostawił go gdzieś w tych śmieciach, niech Rodolphus sobie odpocznie i zbierze siły, podczas gdy Charlie Greyback będzie próbował rozwiązać zagadkę starego, który poszedł po mleko i nie wrócił.
____
Charlie wsadził łapy do kieszeni i mlasnął, czując na języku posmak eliksiru, który miał sprawić, że ta przykrywka nie legnie w gruzach. Nie chciał nawet myśleć co by było, gdyby się napruł jak szpadel. A przecież miał grać, razem z siostrą, osobę o mocnej głowie. Osobę prostolinijną, dla której nie istniało coś takiego jak plan.
- Mhm - przytrzymał drzwi, żeby nie pizgnęły go w twarz, gdy wchodził za Anną do pubu. Rzucił tylko przelotnie okiem na wnętrze. Cóż, mogło być gorzej, szlajał się po gorszych miejscach, to wydawało mu się nawet przyzwoite, zważywszy na to, do jakiej dziury ich przywiało. Ruszył leniwym krokiem za siostrą, przewracając oczami tak mocno, że cud że nie wyleciały mu z orbit. Klapnął na stołku obok niej. - Możesz przestać? Nikogo to nie interesuje.
Burknął, mrużąc oczy, gdy zaczęła swoją paplaninę. Sam otarł czoło z kropelek potu, które pojawiły się w chwili, gdy przestąpili próg Mordowni. Było tu duszno i śmierdziało petami, rzygami i alkoholem - tym świeżym i przetrawionym.
- Jak dasz jej wodę, może się udławi i przestanie tyle gadać - odezwał się do barmana, wyciągając ręce. Oparł przedramiona na ladzie i westchnął ostentacyjnie, grzebiąc w kieszeni w poszukiwaniu mugolskich pieniędzy. - Dla mnie piwo. Jakiekolwiek.
Osoba, która stała po drugiej stronie lady, wyglądała jakby dopiero co opuściła zakład karny. Spojrzał na Annę nieco zblazowanym wzrokiem, ale nie odpowiedział. Bez słowa postawił przed nią wodę, w której pływało kilka paproszków, a przed Charliem - piwo. Było przyjemnie zimne, ale miało zdecydowanie zbyt dużo piany i w smaku pewnie też było podłe. Nie wydawał się być skłonny do rozmowy.
- Sprzedajcie tu fajki? - zapytał, zerkając gdzieś za plecy barmana. Mimochodem zerknął na mężczyznę siedzącego obok, który kopcił peta. Sądząc po przepełnionej popielniczce - na pewno miał przy sobie co najmniej jedną paczkę.
rzut na charyzmę - zainteresowanie rozmową barmana/typa obok
Rzut Z 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!