31.12.2022, 00:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2023, 16:20 przez Theseus Fletcher.)
W pewnym momencie po prostu zaczął się zastanawiać, czy Yaxleyowie nie zrobili tego specjalnie. Wysłali ich w las, w którym nie było zwierząt. Wyobrażał sobie Theona, który z teatralnym wręcz gestem tryumfu wyszedłby z całej farsy z łanią przerzuconą przez ramię i drugą ręką uniesioną wysoko w górę.
Biorąc pod uwagę porę roku i to, w jaki sposób czuł, że zachowują się drzewa, jak szeptają między sobą wcale nie takie ciche żarciki, wiedział, że niczego nie upoluje. Ani o poranku, ani popołudniu. Wieczorem też nie miał raczej na co liczyć.
- Nie masz czasem narzeczonego? – parsknął. Nie była to jednak dezaprobata. Mogła zobaczyć jak unosi brwi w lekkim zdziwieniu przeplatanym z rozbawieniem. Z początku Loretta wydawała mu się niesamowicie nadęta, ale po tych kilku zdaniach, które mogły urosnąć zaraz do miana pełnoprawnej rozmowy, ukazała się mu kobieta, którą rysował w zupełnie inny sposób.
- Zresztą… – zdawało się, że zaraz coś błyskotliwie dopowie, ale milczał chwilę, nasłuchując lasu. Cisza. Gdzieś w oddali słyszał jak ktoś głośno przeklął. Z innej strony dochodził dźwięk łamanych gałęzi.
- Szkoda, że nie wzięłaś kuszy, ale skoro jesteśmy już przy gryzieniu... – powiedział, odwrócony do niej profilem. Wyglądał na skupionego, jakby nie mówili wcale o aktach, jakiekolwiek akty te miałyby nie być.
Fletcher zarzucił w końcu kuszę na ramię, przez chwilę naprawdę wyglądał jak jakiś model w środku dziwnie przygotowanej scenerii. Nie ubrał się na okoliczność polowania zbyt korzystnie.
- Będę szczery, my tutaj nic nie upolujemy. – powiedział z nutą rozczarowania w głosie. Jakby tylko po to przyszedł na przyjęcie, nie ze względu na urodziny najlepszej przyjaciółki.
- Chcesz już wracać, czy poudajemy jeszcze chwilę, że ja coś upoluję, a ty będziesz szczerze tym faktem zainteresowana? – zapytał próbując przejść kawałek dalej, ale… No cóż, but mu ugrzązł w błocie.
Poszarpał się z nim chwilę, po czym z miną trudną do odczytania uznał, że błądzenie po lesie jest bez sensu. Przeszedł więc kawałek dalej i poprowadził ich do posiadłości.
> Idziemy tutaj!
Biorąc pod uwagę porę roku i to, w jaki sposób czuł, że zachowują się drzewa, jak szeptają między sobą wcale nie takie ciche żarciki, wiedział, że niczego nie upoluje. Ani o poranku, ani popołudniu. Wieczorem też nie miał raczej na co liczyć.
- Nie masz czasem narzeczonego? – parsknął. Nie była to jednak dezaprobata. Mogła zobaczyć jak unosi brwi w lekkim zdziwieniu przeplatanym z rozbawieniem. Z początku Loretta wydawała mu się niesamowicie nadęta, ale po tych kilku zdaniach, które mogły urosnąć zaraz do miana pełnoprawnej rozmowy, ukazała się mu kobieta, którą rysował w zupełnie inny sposób.
- Zresztą… – zdawało się, że zaraz coś błyskotliwie dopowie, ale milczał chwilę, nasłuchując lasu. Cisza. Gdzieś w oddali słyszał jak ktoś głośno przeklął. Z innej strony dochodził dźwięk łamanych gałęzi.
- Szkoda, że nie wzięłaś kuszy, ale skoro jesteśmy już przy gryzieniu... – powiedział, odwrócony do niej profilem. Wyglądał na skupionego, jakby nie mówili wcale o aktach, jakiekolwiek akty te miałyby nie być.
Fletcher zarzucił w końcu kuszę na ramię, przez chwilę naprawdę wyglądał jak jakiś model w środku dziwnie przygotowanej scenerii. Nie ubrał się na okoliczność polowania zbyt korzystnie.
- Będę szczery, my tutaj nic nie upolujemy. – powiedział z nutą rozczarowania w głosie. Jakby tylko po to przyszedł na przyjęcie, nie ze względu na urodziny najlepszej przyjaciółki.
- Chcesz już wracać, czy poudajemy jeszcze chwilę, że ja coś upoluję, a ty będziesz szczerze tym faktem zainteresowana? – zapytał próbując przejść kawałek dalej, ale… No cóż, but mu ugrzązł w błocie.
Poszarpał się z nim chwilę, po czym z miną trudną do odczytania uznał, że błądzenie po lesie jest bez sensu. Przeszedł więc kawałek dalej i poprowadził ich do posiadłości.
Postacie opuszczają sesję
> Idziemy tutaj!