03.06.2024, 15:20 ✶
Lestrange nie odpowiedział. Zdawał się nie dostrzegać Nicholasa - wpatrywał się w przestrzeń, ale jakby nie dostrzegał tego, co się przed nim znajdowało. Czuł, jak kolana mu miękną, jak opieranie się o ścianę niewiele daje, podobnie jak dotyk drugiego niewymownego, a on sam osuwa się na ziemię. I te szepty w głowie... Obrazy, które przewijały mu się pod powiekami, chociaż wcale nie zamykał oczu. Czuł, że ma ochotę krzyczeć, ale z jego gardła po raz kolejny nie wydobył się żaden dźwięk. Za to w oczach... W oczach czaiła się panika, której Nicholas już nie dostrzegł, bo teleportował się przed Atreusa.
Nicholas machnął różdżką i wydawało się, że to nic nie dało. Lestrange nadal klęczał na ziemi i ściskał pięściami skronie, wpatrując się w przestrzeń, a Atreus wciąż stał jak słup soli. Chociaż nie. Bulstrode usłyszał w swoim skomplikowanym umyśle głos. Swój własny głos, mówiący żeby wziął się w garść. Mówiący mu uważaj, skup się, zepnij dupę, to TYLKO jeden krok.
A potem coś, co ściskało umysły dwójki mężczyzn puściło. Ale nie nagle - powoli, w ślimaczym tempie, jakby nie chciało ich puścić. Jakby wciąż chciało kłaść łapy na ich umysłach, jakby chciało zawładnąć ich myślami. Nicholas usłyszał za sobą szmer przesuwanych po kamieniach stóp. Poczuł też odrobinę silniejszy swąd spalenizny i jakby rozkładu ciała. Ten zapach znał dobrze i potrafił go rozpoznać bez pudła, w końcu pracował w komnacie śmierci. I wydawało się, że śmierć właśnie zbliżała się do jego pleców w postaci powykręcanego nieumarłego o szarawej w tym świetle skórze i pustego wzroku, o ludzkich zębach, o strzępkach włosów sterczących z głowy, obleczoną cienką skórą.
Jednocześnie Atreus i Rodolphus dopiero mogli zacząć myśleć logicznie. Ruchy mieli ociężałe, umysły niezbyt lotne, ich myśli zdawały się być wolne jak ślimaki, podobnie jak ich odruchy.
Nicholas machnął różdżką i wydawało się, że to nic nie dało. Lestrange nadal klęczał na ziemi i ściskał pięściami skronie, wpatrując się w przestrzeń, a Atreus wciąż stał jak słup soli. Chociaż nie. Bulstrode usłyszał w swoim skomplikowanym umyśle głos. Swój własny głos, mówiący żeby wziął się w garść. Mówiący mu uważaj, skup się, zepnij dupę, to TYLKO jeden krok.
A potem coś, co ściskało umysły dwójki mężczyzn puściło. Ale nie nagle - powoli, w ślimaczym tempie, jakby nie chciało ich puścić. Jakby wciąż chciało kłaść łapy na ich umysłach, jakby chciało zawładnąć ich myślami. Nicholas usłyszał za sobą szmer przesuwanych po kamieniach stóp. Poczuł też odrobinę silniejszy swąd spalenizny i jakby rozkładu ciała. Ten zapach znał dobrze i potrafił go rozpoznać bez pudła, w końcu pracował w komnacie śmierci. I wydawało się, że śmierć właśnie zbliżała się do jego pleców w postaci powykręcanego nieumarłego o szarawej w tym świetle skórze i pustego wzroku, o ludzkich zębach, o strzępkach włosów sterczących z głowy, obleczoną cienką skórą.
Jednocześnie Atreus i Rodolphus dopiero mogli zacząć myśleć logicznie. Ruchy mieli ociężałe, umysły niezbyt lotne, ich myśli zdawały się być wolne jak ślimaki, podobnie jak ich odruchy.