03.06.2024, 16:45 ✶
- A nie wiem, możemy być niezakochaną parą.- Odparł luźno i sam założył w końcu króliczą maskę, która zasłaniała mu oczy oraz nos.
- Milly, to był komplement i próba przywrócenia zerwanej nici ciągłości, jak to ładnie nazwałaś. Pamiętam, że jesteśmy już dorośli. Od kilku tygodni staram się odbudować dawne znajomości, ale idzie mi tragicznie.- Westchnął i upewnił się jeszcze, że na pewno ma przy sobie papierosy. Nie będzie dzisiaj pił ze względu na Milly, ale zapalić na pewno będzie musiał.- Tak naprawdę, to nawet nie wiedziałem, czy się dzisiaj zjawisz. Jak się w ogóle czujesz?- Napił się swojego bezalkoholowego drinka i uśmiechnął do dziewczyny. Miał do niej mnóstwo pytań, ale sam nie wiedział, czy dzisiejsze spotkanie powinno zamienić się w poważną rozmowę. Może lepiej nie? Nie powinien teraz myśleć o sobie, a o Milly której obiecał bardzo miły wieczór. Miał zamiar dotrzymać słowa. Kiedy więc wygarnęła mu, że nie mógł "trafić", zaśmiał się otwarcie. Nie był to jednak wredny ani złośliwy śmiech. Cieszył się, że odbiła piłeczkę.
- Panno Mildred, wiesz, istnieje coś takiego, jak badanie gruntu. Taki niezobowiązujący podryw, żeby zobaczyć, jak zareaguje na niego druga strona.- Wyciągnął rękę, żeby przejechać lekko kciukiem po miejscu tuż przy ustach, gdzie ją wcześniej pocałował.
- Nie będzie to Irlandzki taniec, ale poprowadzę cię tak, jak umiem.- Obiecał. W Polsce był na wielu potańcówkach. Co jak co, ale Polakom nie można odmówić tego, że potrafią się bawić. To właśnie tam nauczył się podstaw. Nie był zawodowym tancerzem, ale wiedział jak poprowadzić dziewczynę, żeby oboje dobrze się bawili. Nawet, jeśli Milly nie potrafiła tańczyć.
- To na jaką potańcówkę się jutro wybierasz? Jeśli coś balowego, to znam podstawy walca angielskiego. Też jest prosty. Dopijmy i jak puszczą coś szybkiego, to możemy iść.
- Milly, to był komplement i próba przywrócenia zerwanej nici ciągłości, jak to ładnie nazwałaś. Pamiętam, że jesteśmy już dorośli. Od kilku tygodni staram się odbudować dawne znajomości, ale idzie mi tragicznie.- Westchnął i upewnił się jeszcze, że na pewno ma przy sobie papierosy. Nie będzie dzisiaj pił ze względu na Milly, ale zapalić na pewno będzie musiał.- Tak naprawdę, to nawet nie wiedziałem, czy się dzisiaj zjawisz. Jak się w ogóle czujesz?- Napił się swojego bezalkoholowego drinka i uśmiechnął do dziewczyny. Miał do niej mnóstwo pytań, ale sam nie wiedział, czy dzisiejsze spotkanie powinno zamienić się w poważną rozmowę. Może lepiej nie? Nie powinien teraz myśleć o sobie, a o Milly której obiecał bardzo miły wieczór. Miał zamiar dotrzymać słowa. Kiedy więc wygarnęła mu, że nie mógł "trafić", zaśmiał się otwarcie. Nie był to jednak wredny ani złośliwy śmiech. Cieszył się, że odbiła piłeczkę.
- Panno Mildred, wiesz, istnieje coś takiego, jak badanie gruntu. Taki niezobowiązujący podryw, żeby zobaczyć, jak zareaguje na niego druga strona.- Wyciągnął rękę, żeby przejechać lekko kciukiem po miejscu tuż przy ustach, gdzie ją wcześniej pocałował.
- Nie będzie to Irlandzki taniec, ale poprowadzę cię tak, jak umiem.- Obiecał. W Polsce był na wielu potańcówkach. Co jak co, ale Polakom nie można odmówić tego, że potrafią się bawić. To właśnie tam nauczył się podstaw. Nie był zawodowym tancerzem, ale wiedział jak poprowadzić dziewczynę, żeby oboje dobrze się bawili. Nawet, jeśli Milly nie potrafiła tańczyć.
- To na jaką potańcówkę się jutro wybierasz? Jeśli coś balowego, to znam podstawy walca angielskiego. Też jest prosty. Dopijmy i jak puszczą coś szybkiego, to możemy iść.