Wypadki się zdarzały. Wiadomo, że podniebne drogi mogły być niebezpieczne. Panna Wood akurat o tym mogła przekonać się niejeden raz. To nie tak, że często jej się przytrafiało coś podobnego, bo sama podczas szybowania po niebie była wyjątkowo zwinna, potrafiła wykonywać najróżniejsze akrobacje, co ułatwiało jej prowadzenie pojazdu jakim była miotła. Nie wszyscy mogli jednak pochwalić się podobnym doświadczeniem, co było uzasadnione, mało kto bowiem praktycznie urodził się w miotle.
Poprawiła kołnierz munduru, gdy wraz z Brenną zbliżały się do miejsca, w którym doszło do zdarzenia. Nie znosiła w nim chodzić w lecie, bo w tym ubraniu było niemiłosiernie gorąco, ale, jak mus to mus, musiała trzymać się wytycznych.
Spowodowało to niezłe zamieszanie, wiadomo, pojawiają się gapie, zaciekawieni tym, w jaki sposób doszło do wypadku. Pewnie sama zainteresowałaby się sprawą, gdyby przechodziła obok i doszło do podobnego zdarzenia.
Najwyraźniej zamieszanych w wypadek było więcej, bo dostrzegła dwie miotły i latający dywan, może nie wszyscy bezpośrednio w nim dotyczyli, ale pewnie każdy coś widział. Łatwiej będzie im ustalić, co tutaj się właściwie wydarzyło. Nastroje mieli mocno rozemocjonowane, bo ich wymiana zdań była dosyć głośna.
- Jasne! - Oczywiście, że zrobiła to, o co prosiła ją Brenna, w pracy nie miała zwyczaju negować jej poleceń i w sumie ktoś musiał sprawdzić, czy z tym facetem wszystko w porządku. Szczególnie, że biedny się rozpłakał, ciekawe, czy faktycznie go tak zabolało.
No nic, ruszyła więc w stronę mężczyzny, żeby sprawdzić, czy będzie żył. Wood podeszła do mężczyzny, delikatnie złapała go za ramię. - Brygadzistka Wood, czy wszystko z panem w porządku? - Przyglądała mu się uważnie, żeby spróbować wzrokowo oszacować, czy faktycznie jest tak źle. Mężczyzna jednak średnio chciał z nią współpracować, zajęty był lamentowaniem.
- Proszę pana, czy wszystko w porządku, coś pana boli? - Ruda nachyliła się nad nim i próbowała pomóc mu wstać, szło jej jednak średnio, bo była przecież całkiem drobna.